Życie po odsiadce

Waldek z Mateusza
Widzi pani tego faceta, który tak spokojnie rąbie drzewo? Dwadzieścia parę lat temu taką siekierą porąbał człowieka. Tacy ludzie trafiają tu do nas po odsiadce, a my uczymy ich żyć od początku.
Waldemar Dąbrowski, twórca Ośrodka Readaptacyjnego Mateusz.
Janusz Milanowski

Waldemar Dąbrowski, twórca Ośrodka Readaptacyjnego Mateusz.

Toruński Mateusz jest domem dla byłych więźniów, narkomanów i alkoholików, a jego twórca pokazuje im, że życie się nie kończy, bo upadli.
Janusz Milanowski/•

Toruński Mateusz jest domem dla byłych więźniów, narkomanów i alkoholików, a jego twórca pokazuje im, że życie się nie kończy, bo upadli.

Mirek, 61 lat: – Prawie pół życia czekałem na to, aż odzyskam wolność, ale gdy ten moment się zbliżał, zacząłem się bać. Dokąd pojadę? Jak spędzę pierwszy dzień poza więzieniem? Kto po mnie przyjedzie? – opowiada. – Wizja życia na wolności okazała się przerażająca i wtedy pojawił się Waldek. Poznaliśmy się w zakładzie karnym, gdzie odbywałem wyrok. Przyjechał do nas z prelekcją i opowiadał o domu, który prowadzi. Od razu pomyślałem, że chcę w nim zamieszkać.

Mirek od ośmiu miesięcy mieszka w Ośrodku Readaptacyjnym Mateusz w Toruniu, który od dziewięciu lat prowadzi Waldemar Dąbrowski. To u niego, podobnie jak blisko sto innych osób, znalazł dach nad głową po opuszczeniu zakładu karnego.

Trzy niewielkie sypialnie z kilkunastoma łóżkami, kuchnia, łazienka z natryskami, spiżarnia, gabinet i pokój założyciela ośrodka z aneksem kuchennym i małą łazienką – tak wygląda Mateusz – niewielki dom po dawnym baraku za toruńskim Młynem Wiedzy. Dziś o wiele łatwiej tam trafić niż dziewięć lat temu, gdy nazywano go domem na końcu świata albo ruiną. Dąbrowski zajął go, gdy tylko otrzymał zgodę od Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej na stworzenie ośrodka, w którym ludzie będą mogli na nowo uczyć się żyć. Od dwóch lat podobny ośrodek dla kobiet z jego inicjatywy działa w Grudziądzu. Stało się tak za sprawą Agnieszki, która zadzwoniła do niego kilka minut po tym, jak opuściła bramy więzienia. Nie mogła jechać do rodziny na Śląsk, której nie widziała osiem lat. Bała się spotkania z nastoletnią córką.

– Co miałam jej powiedzieć, że mamusia wyszła z więzienia i teraz już wszystko będzie dobrze? Miałam przy sobie kilkaset złotych z więziennej wyprawki, ale nie ruszyłam ani złotówki. Miałam kłopot, by wejść do sklepu po puszkę pepsi – opowiada Agnieszka.

Skazany, a nie skażony

W ośrodku Mateusz wszystkiego uczyła się od początku. Robienia zakupów, gotowania i spędzania czasu tak, jak chce, bez czekania na rozkaz. Dostała drugą szansę na normalne życie, co wcześniej wydawało się jej niemożliwe. Toruński Mateusz jest domem dla byłych więźniów, narkomanów i alkoholików, a jego twórca pokazuje im, że życie się nie kończy, bo upadli.

– To nie tak, że świat takiego człowieka nie chce, cały czas go chce, ale są na tym świecie jakieś zasady, których powinniśmy się trzymać, by móc funkcjonować. Jak mantrę powtarzam, że człowiek skazany nie jest człowiekiem skażonym. Do więzienia może trafić każdy. Do mnie trafiają ludzie, których nikt nie kształtował, nie mieli wzorców. To osoby okaleczone nie z własnej winy – mówi Waldemar Dąbrowski.

Tworząc dla nich namiastkę domu, spowodował, że odnajdują sami siebie. Zasady, jakie tam panują, są takie same jak w każdym miejscu, gdzie jest szacunek i nadzieja na lepsze jutro. Dąbrowski uważa, że dom to nie ściany i sufit. To społeczność, która nie używa wulgarnych słów, nie stosuje przemocy, nie ma w niej strachu. Taka atmosfera sprawia, że byli osadzeni wyciszają się, by z czasem wyciągnąć wnioski z trudnej przeszłości. Zaczynają mieć własne zdanie, bo wcześniej często żyli pod wpływem środowiska, uczą się odróżniać dobro od zła, poznają wzorce i wartości, odzyskują tożsamość. To się nie dzieje z dnia na dzień. To proces, ale przyglądanie się światu, w którym można żyć, sprawia, że zaczynają wierzyć w siebie, mówić, że ten dom jest ważny.

Skąd pomysł, by stworzyć domy dla ludzi na życiowym zakręcie? – Jestem alkoholikiem. Na terapii w Monarze Markocie w Różnowicach pod Poznaniem zrozumiałem, że nie mam dokąd wrócić. I to był przełom. Nie chciałem wylądować w byle jakim miejscu, gdzie prędzej czy później zacząłbym znowu pić. Musiałem znaleźć miejsce, gdzie poczuję się bezpiecznie i będę mógł zacząć wszystko z czystą kartą. Z myślą o ludziach, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji, powstał Mateusz – opowiada Waldemar Dąbrowski.

Zanim zaczął pić, był bardzo dobrym hokeistą. W sporcie się spełnił, ale cenę za sukces zapłacił wysoką. Przez alkohol rozsypały się jego dwa małżeństwa i relacje z synami. Dziś jeden z nich studiuje resocjalizację, a od imienia przybranego dziecka powstała nazwa ośrodka.

– Wiele rzeczy udało mi się naprawić, ale wcześniej musiałem zrozumieć, że popełniłem sporo błędów. Musiałem się do tego przyznać przed sobą samym. Bez tego ani rusz. W moim przypadku przyczyną alkoholizmu była samotność, brak kontaktu z rodziną – tłumaczy Dąbrowski i uważa, że nie ma choroby alkoholowej. Są tylko chore uczucia i emocje, z którymi człowiek sobie nie radzi.

Metody, które przetestował na sobie, sprawdzają się też na mieszkańcach jego ośrodków. Być może właśnie dlatego, że on sam nie jest idealny, udało mu się zdobyć zaufanie ludzi, których społeczeństwo nie chce zaakceptować. Twórca Mateusza nie ocenia swoich podopiecznych. Podkreśla, że zapłacili już za to, co zrobili, i teraz mają prawo żyć tak jak inni. Problem polega na tym, że w rzeczywistości bywa to trudne. Nikt nie chce zatrudnić człowieka, który siedział w więzieniu. Dla potencjalnego pracodawcy przestępca to przestępca.

– W Polsce nie ma czegoś takiego jak resocjalizacja. To tylko teoria, która nie ma zastosowania w praktyce, bo człowiek opuszczający zakład karny nie jest przystosowany do życia w społeczeństwie. By przywyknąć do nowej sytuacji na wolności, potrzebuje czasu. Jeśli tego czasu nie dostanie, to wróci do dawnych zachowań, bo nie będzie miał alternatywy – tłumaczy Dąbrowski.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną