Polityczny wymiar polskich jabłek

Jabłko postawione na ­głowie
Rozmowa z Antonim Gęsickim, sadownikiem i szefem grupy producenckiej, o klęsce urodzaju, politycznym wymiarze jabłka i cięciu drzew na Jennifer Lopez.
Antoni Gęsicki
Maga Sokalska

Antoni Gęsicki

„Przyszła demokracja. Ludzie zaczęli wybierać polityków, to i jabłka też chcieli sami wybierać. Nie każda odmiana taką konfrontację z klientem wytrzymała”.
simply/PantherMedia

„Przyszła demokracja. Ludzie zaczęli wybierać polityków, to i jabłka też chcieli sami wybierać. Nie każda odmiana taką konfrontację z klientem wytrzymała”.

„W kryzysie to my jesteśmy wspaniałym narodem. Poszło hasło „zrób na złość Putinowi i zjedz jabłko”. I ludzie jedli. W 2014 r. Polacy zjedli dodatkowo 300 tys. ton jabłek”.
zurijeta/PantherMedia

„W kryzysie to my jesteśmy wspaniałym narodem. Poszło hasło „zrób na złość Putinowi i zjedz jabłko”. I ludzie jedli. W 2014 r. Polacy zjedli dodatkowo 300 tys. ton jabłek”.

JULIUSZ ĆWIELUCH: – Skąd się wzięła potęga polskich sadowników?
ANTONI GĘSICKI: – Z zazdrości.

Jak to?
Jeden gospodarz w okolicy posadził sad. Zarobił. Kupił dobry samochód. Sąsiad patrzył, że tamtemu się dobrze powodzi. Pozazdrościł. Sam zaczął sadzić jabłonie. I tak się rozwinęło sadownictwo w Polsce. W latach 60. studiowałem na SGGW i już wtedy rodzice sadownicy podwozili dzieci pod uczelnię bmw. Na jabłku była niesamowita przebitka. Na dzisiejsze pieniądze kilogram kosztował wtedy jakieś 20 zł. Tak powstało grójeckie zagłębie jabłkowe. Z kolei pod Limanową z jabłek żyją za grzechy.

To musieli sporo grzeszyć, bo w jabłku są trzeci po Grójcu i Sandomierzu.
Ojciec mi opowiadał taką anegdotę, że pod Limanową jabłka wzięły się od księdza pasjonata. Namawiał chłopów na sady, ale opornie to szło. Aż wpadł na pomysł, że w ramach pokuty będzie dawał posadzenie drzewka. Im cięższy grzech, tym więcej jabłonek trzeba było posadzić. No i wtedy się przyjęło.

A pan sad posadził za grzechy czy z zazdrości?
Ja sadziłem z rozsądku. Widziałem, jak załamuje się produkcja wiśni, to przeszedłem na jabłka. Po drodze jeszcze śladem ojca siedziałem trochę w nasiennictwie. Ja jestem taki niespokojny duch. Lubię zmieniać, nie boję się wyzwań. Wcześniej jeszcze miałem porzeczkę. Widziałem, że to owoc nieperspektywiczny, to zaangażowałem się mocno w borówkę amerykańską. Może nawet mocniej, niż chciałem, bo się zawziąłem. Kiedy borówka zaczęła wchodzić do Polski, nikt nie chciał mi pomóc w prowadzeniu uprawy. Kto miał borówkę, strzegł tej wiedzy jak najgłębszej państwowej tajemnicy. Na borówce była niezła przebitka. Zupełnie jak kiedyś na jabłku.

I nie chcieli, żeby borówka, jak dziś jabłko, rozwinęła się z zazdrości?
No trochę tak chyba było. Ale Polak jest zawzięty. A przy tym bardzo pracowity. Ludzie, tak jak i ja, metodą prób i błędów zaczęli borówkę sadzić i na moje oko za trzy, cztery lata z borówką też będzie kłopot, bo nieuchronnie zbliżamy się do nadprodukcji. U nas tradycyjnie idzie się na żywioł.

I stąd te dzisiejsze kłopoty sadowników?
W dużym uproszczeniu tak.

A w mniejszym?
W mniejszym to musielibyśmy mówić o typowych polskich przywarach, które nie pozwalają się nam dogadać i wspólnie kreować produkcji. O roli państwa, braku wyobraźni ekonomicznej, zmianach klimatu, kulturowych przemianach w zachowaniach konsumentów. To wszystko razem doprowadziło do tego, że dziś w skupie za kilogram jabłek przemysłowych cena spadła do 8–10 gr.

W sklepie koło mojego domu jabłka są po 2 zł.
Proszę pana, sadownik takich pieniędzy za kilogram jabłek dawno już nie widział. Zeszły rok był dla nas udany, bo dla jabłka był gorszy. Na rynku było mało owoców, więc cena poszybowała. W jabłku, jak powszechnie wiadomo, jest jednak przemienność i już w czerwcu tego roku wiadomo było, że czeka nas urodzaj, który właśnie płynnie przeszedł w klęskę urodzaju. I stąd te 8–10 gr w skupie za kilogram jabłka przemysłowego.

Czyli jakiego?
Jeszcze w zeszłym roku powiedziałbym, że jabłka najgorszej jakości, niewyrośniętego, z wadami, słabo wybarwionego, a nawet poniszczonego, zebranego spod drzewa. W tym roku jest tyle jabłek, że najbardziej zdesperowani gotowi są wozić na skup jabłka, które spokojnie można by sprzedać jako deserowe. Ja sam nie doszacowałem u siebie zbiorów na jakieś 300 ton. Ale to pestka w porównaniu z całym krajem. Z moich wyliczeń wynika, że nadprodukcja będzie w tym roku mniej więcej na poziomie miliona ton. Tyle mniej więcej jabłek musi się zmarnować, bo przemysł zdoła przerobić góra 2,5 mln ton. Konsument w Polsce i za granicą zje ok. 1,5 mln ton. A produkcja będzie na poziomie od 4,5 do 5 mln ton.

Skąd się wzięło tyle tych jabłek?
W zeszłym roku mrozy poniszczyły kwiaty, więc w tym roku jabłonie były wypoczęte. Pąki dobrze zawiązały. Rok był rekordowy pod względem upałów. Później w odpowiednim momencie przyszły deszcze, no i nie wiadomo, co robić z tymi jabłkami.

Podobno rząd wie.
Podobno.

Minister rolnictwa chwalił się, że namówił firmę Eskimos, żeby rozpoczęła skup jabłek po 25 gr za kilogram.
Z tego, co wiem, termin rozpoczęcia skupu po tej cenie jest ciągle przesuwany. Ale kiedy już się rozpocznie, to przecież sytuacji nie uzdrowi, bo ciągle będzie za dużo jabłek na rynku. Eskimos to nie jest firma znana w sadownictwie. Nie zajmują się przetwórstwem jabłek. Kojarzę ją z mrożonkami. Nawet jeśli skupią 300 tys. ton z rynku, to te owoce nie znikną w jakiś magiczny sposób. Przesunięty zostanie tylko termin ich ponownego wejścia na rynek. Nam potrzeba wizjonera, który załatwi sprawę systemowo, bo polskie sadownictwo jest w głębokim dołku już od czterech lat.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną