Społeczeństwo

Głos z głębi

Witold Skrodzki o tym, jak ludzie toną i jak się poszukuje topielców

„Największy problem to zlokalizowanie ciała. Natomiast wydobycie takiego człowieka jest spektakularne, ale nie jest trudne.” „Największy problem to zlokalizowanie ciała. Natomiast wydobycie takiego człowieka jest spektakularne, ale nie jest trudne.” Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta
Rozmowa z Witoldem Skrodzkim, nurkiem zawodowym, ratownikiem wodnym, wieloletnim prezesem WOPR, o tym, jak ludzie toną i jak się poszukuje topielców.
Witold Skrodzki, nurek zawodowy, ratownik wodny, wieloletni prezes WOPR.materiały prasowe Witold Skrodzki, nurek zawodowy, ratownik wodny, wieloletni prezes WOPR.

AGNIESZKA SOWA: – Od jak dawna szuka pan ludzi na dnie jezior i rzek?
WITOLD SKRODZKI: – Na początku lat 70. to głównie strażacy poszukiwali osób zaginionych w wodzie. Wyglądały te poszukiwania drastycznie, działy się dantejskie sceny, bo strażacy nie mieli wyszkolonych nurków, więc pływali po jeziorze łódką, dźgając wodę bosakami. Jak udało się znaleźć człowieka, ciało było poharatane, a często było po prostu zbyt głęboko, bosak nie sięgał i nic z tego nie wychodziło.

Polityka 25.2020 (3266) z dnia 16.06.2020; Społeczeństwo; s. 31
Oryginalny tytuł tekstu: "Głos z głębi"

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020