Społeczeństwo

Przykleiłam się do bramy MEN, bo już tylko to nam zostało

Protest pod MEN w Warszawie Protest pod MEN w Warszawie Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta
Gdyby udało się coś zmienić petycją, dyskusją z ekspertami czy marszem, nie musiałabym protestować w taki sposób – mówi Anita Sobiechowska, która w ostatni poniedziałek przykleiła dłoń do bramy ministerstwa edukacji.

– To była zwykła Kropelka, dostępna wszędzie, w każdym kiosku. Trochę szczypało, a trochę było mi zimno od bramy. Poza tym totalnie do wytrzymania. Cyjanoakryl, który jest w kleju, nie uszkadza trwale – mówi Anita Sobiechowska, która w poniedziałek 23 listopada przez trzy godziny była przyklejona do bramy wjazdowej ministerstwa edukacji.

„Nie uszkadza trwale”, czyli wywołuje poparzenia pierwszego stopnia.

Przyszła tam z czterema innymi dziewczynami – one przykuły się do bramy kajdankami, a wcześniej przypięły do niej transparent z hasłem: „Wolna aborcja, wolna edukacja”. Akcja była zorganizowana: inni protestujący rozdawali ulotki z żądaniami uczniów i studentów, wśród których są niezmiennie: dymisja Przemysława Czarnka ze stanowiska szefa resortu, wycofanie się z represji wobec nauczycieli solidarnych z protestującymi, edukacja seksualna oraz wolny i bezpieczny dostęp do aborcji.

Nie wykluczam kolejnych przyklejeń

Policjanci mieli zagwozdkę, co ze mną zrobić – mówi Anita. Kiedy zaczęli wynosić pozostałych przytwierdzonych do bramy oraz tych, którzy siedzieli pod nią, do przyklejonej Anity podeszło dwóch policjantów w żółtych kamizelkach. Zaczęli szarpać. Anita krzyknęła, że jest przyklejona – policjanci przeprosili i odeszli. Stojąca obok koleżanka napisała jej markerem na dłoni „przyklejona”–żeby nie było wątpliwości.

Potem policjanci zapytali, czy nie potrzebuję koca. Nie wiem, czy to była próba podreperowania nadszarpniętego wizerunku, czy może chodziło o presję osób, które skrupulatnie nagrywały to, co się działo pod MEN-em – opowiada. Policja wezwała w końcu ekipę Stołecznych Samarytanów, ratowników medycznych, którzy pomagają protestującym w wolnym czasie i za darmo. Nietypowe wezwanie: „coś z bramą, ręką i klejem”. Przyjedźcie. Anita podziękowała im za interwencję, pisząc na Facebooku: „dzięki za tę imbę z klejem wczoraj. Byliście świetni, a ręka dziś bez szwanku!”.

Na jej profilu odezwali się już pierwsi strażonarodowi obrońcy kościołów, jak nazywa ich Anita. Znaleźli ją po materiale na portalu w TVP Info, w którym podano jej pełne imię i nazwisko. – Dają mi znać, co myślą o moim kropelkowym celebryctwie. Będą mieli co robić w przyszłości, bo nie wykluczam kolejnych przyklejeń – zapowiada.

Z klejem trudniej sobie poradzić

Klej szybkoschnący od kilku lat sygnuje akcje Extinction Rebellion (czyli „Rebelii przeciw wymieraniu”, w skrócie XR), światowej sieci aktywistów na rzecz klimatu. Jest często używany w aktach obywatelskiego nieposłuszeństwa, które XR organizuje w Wielkiej Brytanii czy Niemczech. Akcje przykuwają uwagę opinii publicznej. I ją polaryzują. Na przykład w kwietniu 2019 r. tysiące ludzi zablokowało cztery ważne miejsca w centrum Londynu, w tym plac przed parlamentem, przyklejając się do ulicy. W opublikowanym na YouTube nagraniu z tego wydarzenia jedna z uczestniczek mówi: „Nikt nas nie słucha, więc musimy coś zrobić”.

Znakiem rozpoznawczym grupy są też happeningi International Mass Die-In and Celebration, które polegają na wspólnym układaniu się w przestrzeni publicznej, co symbolizuje zbiorowe wymieranie. Stąd zresztą nazwa inicjatywy. Jedna z najbardziej znanych akcji tego typu miała miejsce 10 września 2019 r. w Zurychu – aktywiści XR zabarwili wodę w rzece Limmat na zielono i dryfowali w niej, udając martwych.

Metaforyczne znaczenie kleju jest jasne – tak bardzo przeciwko czemuś lub komuś protestuję, że nie ma nic ważniejszego, nawet własne zdrowie. Poświęcę tyle czasu, ile trzeba, by inni dostrzegli problem. W praktyce chodzi o to, że protest trwa dłużej, policja ma większy problem, bo z klejem trudniej sobie poradzić i usunąć protestującego z ulicy.

Teraz albo nigdy

Anita w Extinction Rebellion działa od roku. Przed pandemią zajmowała się zawodowo muzyką – gra na kontrabasie. Przyszła pandemia, odwołała koncerty i pozwoliła więcej czasu poświęcić na aktywizm. Przyspieszone uliczne dojrzewanie. Moment uświadomienia sobie katastrofy klimatycznej na własnej skórze Anita pamięta wyraźnie. Latem 2018 r. była na próbach w Bydgoszczy, przez Polskę przechodziła wtedy fala upałów. Bydgoszcz była najgorętszym miastem w Polsce. – Próbowaliśmy coś nagrać, ale nam nie szło, wyszliśmy na zewnątrz się ochłodzić, a tam było jeszcze gorzej. To był dla mnie okropny moment, kiedy pomyślałam, że nie ma z tej katastrofy ucieczki – opowiada.

Pierwsza uliczna akcja Anity: wrzesień 2019 r., rondo de Gaulle′a w Warszawie. Część uczestników Wielkiego Marszu Klimatycznego rozbiła namioty na rondzie i zablokowała pas w kierunku centrum miasta. Aktywiści byli skuci łańcuchami za szyję, wezwano straż pożarną, ale ta nie była w stanie interweniować. – To były duże emocje, pierwsza konfrontacja z policją, blokadą, agresją przechodniów czy kierowców. Pierwszy moment, kiedy policjant mówi do mnie, że mam coś zrobić, a ja tego świadomie nie robię. To była desperacka próba pokazania: hej, ludzie, my tu wszyscy wyginiemy, więc zajmijmy się tym tematem zamiast kolejną polityczną przepychanką opowiada Anita. – Nie ma innej drogi walki o przyszłość tego kraju i tej planety. Wszystkie konwencjonalne metody – panele, petycje czy zarejestrowane marsze – od 30 lat nie przynoszą żadnych skutków – uważa.

Strajk Kobiet to z kolei osobista sprawa dla Anity. – Jestem kobietą w wieku reprodukcyjnym i najzwyczajniej w świecie nie lubię, kiedy rząd odbiera mi prawa. I kłamie przy tym, w ogóle nie jest zainteresowany wysłuchiwaniem głosu ludzi. Strajki to nasza ostatnia deska ratunku, kiedy wszystkie inne zawiodły. Gdyby udało się coś zmienić petycją, dyskusją z ekspertami czy marszem, nie musiałabym protestować w taki sposób – mówi. I dodaje: – Dlatego trzeba obalić rząd i oddać decyzyjność ludziom – zrzeszonym w panelach obywatelskich. To jest moja motywacja i z nią kleję się do bramy.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Marcel Andino Velez o trudnej sztuce opieki nad niesamodzielnymi rodzicami

Marcel Andino Velez, założyciel opiekuńczej organizacji Młodszy Brat, o tym, dlaczego dom rodzinny jest ważny dla rodziców w jesieni życia i co należy wiedzieć, decydując się na opiekę nad nimi w domu.

Teresa Olszak
25.01.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną