Społeczeństwo

Czego nas nauczył prof. Zbigniew Pełczyński

Zbigniew Pełczyński (1925-2021) Zbigniew Pełczyński (1925-2021) Jan Zamoyski / Agencja Gazeta
Jego biografią można obdzielić kilka osób, ale dla swoich studentów był zawsze dostępny, gotów wspomóc radą, wysłuchać. Do końca angażował się w budowanie więzi między Polską i Wielką Brytanią. Prof. Zbigniew Pełczyński zmarł 22 czerwca.

W krajach anglosaskich o postaciach takich jak on mówi się, że są „większe niż życie”. Trudno znaleźć kogoś, kto do tego określenia pasowałby lepiej niż prof. Zbigniew Andrzej Pełczyński. Weteran powstania warszawskiego, na Wyspy trafił tuż po II wojnie. Albion szybko stał się jego drugim domem, choć o tym pierwszym – Polsce – nigdy nie zapomniał.

Po doktoracie na Uniwersytecie Oksfordzkim poświęcił się karierze akademickiej i stał się wybitnym autorytetem w dziedzinie teorii polityki. Równolegle, co w świecie zawodowej nauki zdarza się rzadko, ogromną wagę przywiązywał do roli pedagoga. Wychował setki studentów, których zawsze bardzo hojnie obdarowywał wiedzą, a przede wszystkim swoim czasem. Wśród nich byli późniejsi światowej sławy naukowcy, politycy, liderzy opinii – m.in. prezydent USA Bill Clinton czy szef polskiego MSZ Radosław Sikorski. Nigdy nie był zbyt zajęty, żeby z nimi porozmawiać, przedyskutować pomysły, wskazać właściwy kierunek dalszej drogi rozwoju.

Prof. Pełczyński i jego wielkie marzenie

Studenci z Polski, których na początku jego kariery w Oksfordzie było niewielu, zajmowali w jego sercu miejsce szczególne. Odegrał fundamentalną rolę nie tylko w powiększaniu tej społeczności, ale również w animowaniu jej życia w murach uczelni. Był jednym z pierwszych opiekunów Oxford University Polish Society – stowarzyszenia, które przez dekady pomagało utrzymać studentom kontakt z ojczyzną i promować polską naukę i kulturę na tej prawdziwie globalnej scenie. Dla prof. Pełczyńskiego było ważne, by Polaków w Oksfordzie było coraz więcej, by czuli się tam coraz lepiej i odgrywali coraz ważniejsze role. Sam robił wszystko, by jego marzenie się spełniło. W latach 80. zakładał Oxford Colleges Hospitality Scheme, program umożliwiający Polakom staże i pobyty naukowe na tej prestiżowej uczelni. Dziś, kiedy ich liczba nie zamyka się w kilkunastu, ale przekracza setkę, śmiało można powiedzieć, że sukcesu tego by nie było, gdyby nie praca profesora.

Do końca był zaangażowany w sprawy studenckie. Uczestniczył w wydarzeniach organizowanych przez stowarzyszenie, niejednokrotnie inicjując na nich zażarte, zawsze merytoryczne debaty. Powiedzieć, że miał encyklopedyczną wiedzę o naukach politycznych, to nie powiedzieć nic. Choć od dawna był na emeryturze, śledził najnowsze badania w tej dziedzinie, był doskonale zaznajomiony z pracami każdego ważnego autora. Był też człowiekiem, który świat akademicki przeżywał całym sobą. Utrzymywał bogatą sieć kontaktów na innych uczelniach, angażował się w dyskusje na temat przyszłości uniwersytetów, zwłaszcza w kontekście brexitu.

Zawsze był w stanie polecić eksperta do pracy naukowej, który zresztą najczęściej okazywał się jego przyjacielem bądź co najmniej dobrym znajomym. W naukach społecznych nie było tematu, na który nie można było z nim podyskutować, również dlatego, że on tę dyskusję najczęściej inicjował. Bez względu na to, czy dotyczyła błahego eseju z pierwszego roku, czy całej rozprawy doktorskiej. Jego intelektualna ciekawość, połączona z otwartością na nowe idee i cudze argumenty, nie miała końca.

Pełczyński, dla przyjaciół ZAP

A oprócz bycia prof. Zbigniewem Pełczyńskim był też zawsze po prostu ZAP-em, bo tak nazywali go ci, którzy go znali i z nim współpracowali. Natychmiast skracał dystans, żartował, zasypywał anegdotami. Kiedy mógł, był obecny, wspierał. Zawsze podkreślał, że ważniejsze jest w życiu to, żeby dawać, a nie brać. Polskę kochał miłością pełną, choć nie ślepą – nie wahał się wytknąć jej wad, gdy na to zasługiwała. Czuł się za nią odpowiedzialny. Chciał, by była krajem lepszym, intelektualnie bogatszym, wyposażonym w wielki kapitał społeczny. W tym celu założył w 1994 r. Szkołę Liderów – instytucję, która od ponad ćwierć wieku realizuje wizję Polski według ZAP-a: otwartej na debatę, chłonącej świat zewnętrzny i dbającej o własny w tym świecie głos.

Odszedł od nas 22 czerwca. Można rzec – na progu wakacji, po kolejnym roku akademickim. Jeszcze w pandemii brał udział w wydarzeniach studentów, na które łączył się ze swojego domu pod Oksfordem. Cały czas chciał wiedzieć, czym się zajmują, jakie pomysły rodzą się w ich głowach. Nigdy nie przestał wierzyć, że dystans między Wielką Brytanią i Polską, dosłownie i w przenośni, da się skrócić. Z optymizmem patrzył w przyszłość. Inaczej po prostu nie umiał.

Profesorze, na pewno jest jeszcze wiele rzeczy, których nam nie przekazałeś. A my tej wiedzy potrzebujemy. Dlatego, zamiast żegnać się, czekamy na kolejne spotkanie. Na pewno będzie o czym rozmawiać.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną