Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Do celu

Niecodzienna historia olimpijska

Sławomir Napłoszek Sławomir Napłoszek Adam Warżawa / PAP
53-letni łucznik Sławomir Napłoszek wraca na igrzyska 29 lat po olimpijskim debiucie. Wznowił karierę, trenując na korytarzu w banku, gdzie pracuje.
Wyjątkowa jest na igrzyskach formuła rywalizacji. Po kwalifikacjach zaczyna się rywalizacja w parach: przegrywający odpada. Żeby podkręcić emocje, wprowadzono system setowy (jest ich pięć, zwycięstwo w secie daje dwa punkty, a remis – jeden).Shutterstock Wyjątkowa jest na igrzyskach formuła rywalizacji. Po kwalifikacjach zaczyna się rywalizacja w parach: przegrywający odpada. Żeby podkręcić emocje, wprowadzono system setowy (jest ich pięć, zwycięstwo w secie daje dwa punkty, a remis – jeden).

Strzał w dziesiątkę, który dał mu olimpijski bilet podczas turnieju kwalifikacyjnego w Paryżu, 53-letni Napłoszek zwieńczył okrzykiem nienadającym się do cytowania. Strzelca od tarczy dzieli 70 m, pole dziesiątki ma niewiele ponad 12 cm średnicy, ale Napłoszek już po locie strzały wiedział, że próba będzie idealna. – Lata praktyki – powiada skromnie łucznik.

Jacek Maciaszek, kierownik wyszkolenia Polskiego Związku Łuczniczego, mówi, że jeśli chodzi właśnie o lata praktyki, i to na wysokim poziomie, Napłoszek nie ma sobie równych. – W tym wieku to już się startuje co najwyżej rekreacyjnie. Ale on zawsze wyróżniał się uporem, zaangażowaniem i walecznością. Adam Pazdyka, klubowy trener Napłoszka z Marymontu Warszawa, dodaje, że jego podopieczny nie jest z tych, co kładą uszy po sobie. – Ma swoje zdanie, wojowniczy typ. Ale z drugiej strony tylko tacy mogą coś w sporcie osiągnąć.

Wielkie rozczarowanie

Nastoletni Sławek zajął się łucznictwem przypadkiem, z powodu kontuzji barku, która uniemożliwiała mu udział w zajęciach w szkole sportowej przy ulicy Konwiktorskiej w Warszawie. – W sali gimnastycznej trwał nabór, wszedłem z ciekawości. Nie badano predyspozycji, po prostu zostawali ci najbardziej wytrwali i zdeterminowani – wspomina Napłoszek. Łucznictwo to jest bowiem żmudny sport. Monotonny. Powtórzenia idące z czasem w setki tysięcy, a może i miliony. Szlifowanie niuansów, niewidocznych gołym okiem. Oswajanie się z trudem strzelania na otwartej przestrzeni, gdzie wiatr wieje i kręci. – Trzeba dobrych kilku lat treningów, by wyłonić tych, którzy się do tego sportu nadają – mówi Paweł Soliński, trener z klubu Drukarz Warszawa.

Niemal trzy dekady temu 24-letni wówczas Sławomir Napłoszek jechał na swoje debiutanckie igrzyska do Barcelony lekko onieśmielony.

Polityka 29.2021 (3321) z dnia 13.07.2021; Sport; s. 90
Oryginalny tytuł tekstu: "Do celu"
Reklama