Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Społeczeństwo

Zdemolowany

Kamil Durczok: po swojemu

Kamil Durczok Kamil Durczok Justyna Cieślikowska / EAST NEWS
Życiowy szczyt Kamil Durczok zdobył szybko, ale bez przygotowania. Powrót do bazy okazał się śmiertelnie niebezpieczny.
Znajomi powiedzą po latach, że to wtedy, kilka lat po przyjeździe do Warszawy, wielkich sukcesach i osiągnięciu niepodważalnej pozycji, Kamil „odpływa”.Piotr Fotek/Reporter Znajomi powiedzą po latach, że to wtedy, kilka lat po przyjeździe do Warszawy, wielkich sukcesach i osiągnięciu niepodważalnej pozycji, Kamil „odpływa”.

Ostatnim świadkiem jest Dymitr. Owczarek niemiecki, kudłaty kompan. To Dymitr widzi wszystko: górki i doły, picie i kace, choroby i zdrowienie, fizyczny i psychiczny ból. Widzi, jak pan zasypia za kierownicą i wali autem w pachołki na autostradzie. Jak wiąże krawat przed kolejną sądową batalią. Jak traci siły, zapada się w chorobę, wychodzi z domu i jedzie do szpitala, żeby już nigdy z niego nie wrócić. Zmarły 16 listopada Kamil Durczok kochał Dymitra. Bo Dymitr po prostu był. Towarzyszył.

Nie oceniał.

Polityka 48.2021 (3340) z dnia 23.11.2021; Społeczeństwo; s. 34
Oryginalny tytuł tekstu: "Zdemolowany"
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Subskrybuję

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >