Ludzie dobrej roboty
Zdaje się, że praca wewnątrz koalicji zaczyna się wreszcie układać. W aneksie do umowy koalicyjnej zadania zostały rozdane i każdy z koalicjantów wkrótce zabierze się za to, na czym się najlepiej zna.
I tak LPR będzie uparcie i do skutku badała przestępczą działalność lobbysty Dochnala (na razie w komisji śledczej, a w następnych latach także przez specjalnie powołany instytut badawczy). Z kolei Samoobrona weźmie się za napisanie nowej ustawy medialnej, bo w opinii jej specjalistów stara jest jakaś taka w sumie nie za tego. Premier gorąco tę opinię popiera i jest pewien, że Samoobrona sobie poradzi, bo ma w swoich szeregach ludzi medialnych, z których wielu umie pisać.

Zdaniem polityków Samoobrony, nadrzędnym celem nowej ustawy jest, aby media zaczęły wreszcie pokazywać prawdziwy obraz partii oraz przewodniczącego Leppera, a nie obraz zniekształcony i mylący telewidzów, którzy widząc to, co im się pokazuje, zaraz zaczynają regulować odbiorniki, co jeszcze bardziej fałszuje przekaz. Specjaliści z Samoobrony obiecują, że nowa ustawa pozwoli wyregulować odbiorniki (i prasowe szpalty) raz na zawsze, w wyniku czego do naszych domów napłynie obraz jasny, wyraźny i niezamazany niepotrzebną polemiką. Dzięki temu będziemy mogli zobaczyć wreszcie prawdziwe oblicze choćby posła Łyżwińskiego, który w tej chwili jest mylony przez prokuratorów z kimś innym.

W ramach wewnątrzkoalicyjnego podziału zadań PiS zajmie się Trybunałem Konstytucyjnym, który – wszystko na to wskazuje – zmierza do przejęcia władzy w kraju. Od dawna wiadomo, że krajowi naszemu nie przysparza międzynarodowego prestiżu fakt, że trzynaście osób w niepoważnych nakryciach głowy mówi premierowi, co może zrobić, a czego nie. A niby z jakiej racji, wypada zapytać, skoro przeszłość wielu z nich jest nie do końca jasna, a nawet jeśli jest jasna, to tylko na razie, bo nie wiadomo, co się jeszcze w IPN znajdzie, jak będzie trzeba, a niestety chyba będzie trzeba.

Pusty śmiech wywołuje fakt, że ludzie ci, przedstawiając premierowi do akceptacji dwie wcześniej ustalone przez siebie kandydatury, de facto sami sobie wybierają prezesa. W tej sytuacji wiadomo, że wybiorą, kogo będą chcieli, co może jest i zgodne z konstytucją, ale na pewno nie z prawem i sprawiedliwością. – Jeżeli przedstawia się dwóch kandydatów, to bardzo często można to uczynić w ten sposób, że w istocie kandydat jest tylko jeden – tłumaczy premier, który chce mieć możliwość wybierania spośród przynajmniej trzech kandydatów. Nic dziwnego, znając cynizm sędziów Trybunału nie można wykluczyć, że w przyszłości podstawią mu do wyboru np. Gronkiewicza i Waltza, Czeszejkę i Sochackiego albo Marka i Jurka.

Cieszy, że po ustaleniach koalicyjnych do przodu ruszy polityka kadrowa, w wyniku której właściwi ludzie trafią wreszcie na właściwe stanowiska. Jak czytamy w aneksie, LPR ma desygnować swoich kuratorów oświaty, a Samoobrona – wojewódzkich lekarzy weterynarii i dyrektorów ośrodków doradztwa rolniczego. Otwartą kwestią pozostaje, co zrobić ze składem Trybunału Konstytucyjnego. Przepisy powiadają, że jego członkami powinni być wybitni prawnicy, dlatego zespół koalicyjnych językoznawców próbuje ustalić, co to znaczy „wybitny” i co to znaczy „prawnik”. Jeśli analiza zakończy się sukcesem, obecnych sędziów Trybunału można będzie zastąpić uzgodnionym przez koalicję składem złożonym z pięciu kuratorów oświaty, pięciu wojewódzkich lekarzy weterynarii i pięciu dyrektorów ośrodków doradztwa rolniczego. Mówi się, że prezesem takiego Trybunału mógłby zostać poseł Mularczyk z PiS albo ktoś z jego najbliższej rodziny.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj