Społeczeństwo

Wycieraczka służb

Koordynator ds. służb specjalnych Zbigniew Wassermann nieoczekiwanie ujawnił, że pod swoją wycieraczką znalazł tajny dokument na temat byłego szefa WSI generała Marka Dukaczewskiego. Może to tylko taki żart, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że jeśli Zbigniew Wassermann naprawdę znalazłby jakiś tajny dokument pod swoją wycieraczką, to i tak nie byłoby się czemu dziwić. Po pierwsze dlatego, że w Polsce tajne dokumenty można znaleźć wszędzie, a po drugie – urzędnik ten wygląda na kogoś, kto z ważnymi dokumentami ma do czynienia jedynie wtedy, gdy znajduje je przypadkiem pod wycieraczką.
Czy fakt ten może go dyskwalifikować jako koordynatora ds. służb specjalnych? Z pewnością nie. Wiadomo, koordynowanie służb specjalnych to taka praca, że raz znajdzie się coś pod wycieraczką, innym razem w wydrążonym kamieniu czy dziupli w drzewie. Najważniejsze, że w ogóle się coś znajduje i że znajduje się to pod właściwymi wycieraczkami. Świadczy to bowiem o tym, że służby specjalne działają w sposób skoordynowany, w czym niewątpliwy udział musi mieć koordynator ds. służb specjalnych, czyli Zbigniew Wassermann.

Poza tym umówmy się, że w tej robocie trzeba mieć trochę szczęścia i Zbigniew Wassermann je ma – nie tylko dlatego, że znajduje tajne dokumenty pod wycieraczką. W końcu wszyscy pamiętamy, że swego czasu udało mu się uniknąć we własnej wannie śmierci w wyniku zamachu przeprowadzonego przez sprawców przebranych za robotników budowlanych.

Skoro dziś pod wycieraczką Wassermanna można jeszcze coś znaleźć, znaczy to, że nie wypadł on z gry. Ale wiadomo, że jego praca to praca stresująca, wymagająca nerwów ze stali, bo przeciwnik (przebrany za glazurnika, schorowaną emerytkę czy Bóg wie kogo jeszcze) nie śpi. I nie ma żadnej pewności, że któregoś dnia koordynator nie odwinie rano swojej wiernej wycieraczki, ale nie znajdzie pod nią nic lub, co gorsza, znajdzie tajne dokumenty na siebie samego.
Reklama

Czytaj także

Historia

Wojna secesyjna: arystokrata Lee kontra łachmyta Grant

150 lat temu skończyła się wojna secesyjna. Armiami stron dowodzili generałowie Robert Edward Lee i Ulisses Grant. Reprezentowali dwie bardzo odmienne wersje sukcesu z amerykańskiego snu.

Grzegorz Mathea
14.04.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną