Lale na bóle
Reborny: lalki jak niemowlęta. Dziwne, przerażające? Za każdym zakupem kryje się coś więcej
Na ich niemowlęcych twarzach widać każdą, nawet drobną żyłkę. Oczy mają zapuchnięte, w kącikach ust czasem gromadzi im się ślina. Niektóre wyglądają, jakby spały, inne czarują spojrzeniem. Reborny – hiperrealistyczne lalki, które do złudzenia przypominają ludzkie niemowlęta. W Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii ich widok na ulicach już raczej nie dziwi. W Polsce, kto potrzebuje, to znajdzie, a wręcz będzie zaskoczony skalą zjawiska. Pełno ich w sieci: w social mediach, na YouTube, w serwisach aukcyjnych. Nie są tanie – ich ceny wahają się od kilkuset do kilku tysięcy złotych, choć są i droższe. Ale coraz więcej kobiet pragnie je mieć. Dorosłych – bo te lalki nie służą do zabawy.
– Za każdym zakupem najczęściej kryje się coś więcej niż tylko chęć posiadania pięknego przedmiotu. Nierzadko są to historie, które zupełnie nie kojarzą się z cukrowym różem dziecięcych śpioszków: bywają poronienia, depresja, utrata marzeń o posiadaniu długo wyczekiwanego maleństwa. Ale też wyrwy z własnego dzieciństwa – brak miłości ze strony matki, potrzeba utulenia wewnętrznego dziecka. Wiele z tych kobiet natrafiło w swoim emocjonalnym życiu na jakąś dziurę, którą zaklejają właśnie te lale – opowiada Barbara Smolińska, Polka, która kilkanaście lat temu zaczęła tworzyć własne lalki. W 2021 r. BBC umieściło ją na liście 100 najbardziej wpływowych kobiet świata.
Pomoc w terapii
Angelika jest uznaną ginekolożką. Razem z mężem nie mogą mieć dzieci. To trudne, zwłaszcza dla niej. Ale jej historia z rebornami zaczęła się ponad 20 lat temu, gdy była jeszcze nastolatką i planowanie macierzyństwa raczej nie było jej w głowie. Nie pamięta dokładnie okoliczności, w jakich lalkę nabyła – tylko to, że była bardzo droga i przybyła do niej z Austrii.