Obozy dla zwierząt
Patoschroniska dla zwierząt. Psom w kojcach sterczą żebra, wystają kości. Kiedy to się skończy?
W sądzie toczy się (powoli) sprawa przeciwko Marianowi D., właścicielowi schroniska – o ironio – Happy Dog. Zarzuty o znęcanie nad zwierzętami prokurator postawił mu już siedem lat temu. W internecie wrze. Gorąco było też na proteście „Stop rozlewowi krwi w Sobolewie”. Głównie za sprawą Konrada Kuźmińskiego, szefa Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ), który krzyczał: „Trzeba pokazywać ryje decydentów”. A potem postawił swój telefon, na którego ekranie widniało zdjęcie wójta Macieja Błachnia między zniczami zapalonymi, by upamiętnić zwierzęta, które odeszły w schronisku. Wójt poczuł się zagrożony, zwłaszcza że po proteście on i jego rodzina otrzymywali w mediach społecznościowych groźby: „Módl się o życie”. Protestujący złożyli do gminy petycję o niezwłoczne zakończenie współpracy ze schroniskiem, pod którą podpisało się ponad 16 tys. osób.
Karolina Pawelczyk-Dróżdż, prowadząca fundację Złap Dom, też była na proteście, choć – jak mówi – nie identyfikuje się z jego formą. Dziewięć lat temu była wolontariuszką w Sobolewie, potem złożyła zawiadomienie do prokuratury, a dziś jest oskarżycielką posiłkową w sprawie Mariana D. oskarżonego o umyślne zadawanie bólu i cierpienia przetrzymywanym w schronisku zwierzętom.
Karolina pokazuje zdjęcia psów. Są zestawione po dwa, „przed” i „po”. Przy czym „przed” oznacza przyjęcie do schroniska. I kolejne zdjęcie, po dwóch–trzech miesiącach pobytu w Sobolewie. Z bezdomnego, ale o dziwo nieźle wyglądającego psa, zrobił się szkielet obleczony skórą. Sterczą nie tylko żebra, wystają kręgi i kości biodrowe. Takich zestawień Karolina ma kilkanaście. Dziś już pewnie tych psów nie ma, zdjęcia wolontariusze robili w 2016 i 2017 r.