Żart, nie wyrok
Siedzą latami. Za niewinność? „Nie mogłem uwierzyć, że na takiej podstawie skazano człowieka”
„Rażącą niesprawiedliwością” nazwał niedawno rzecznik praw obywatelskich wyrok 25 lat więzienia dla Jarosława S. I pod koniec listopada ubiegłego roku złożył do Sądu Najwyższego wniosek o jego kasację, domagając się ponownego rozpoznania sprawy.
Mężczyzna siedzi w więzieniu 21 lat. W sprawę jego uwolnienia zaangażował się senator Grzegorz Fedorowicz, mający za sobą lata pracy w więziennictwie, ostatnio jako wiceszef tej służby. Przyznaje, że często słyszał od osadzonych, że nie zrobili tego, za co siedzą. Ale – jak się mówi – „więzienia pełne są niewinnych”. Choć senator wspomina, że niektórzy podawali fakty, które przeczyły ich udziałowi w przestępstwie, ale nie jest przecież rolą służby więziennej, żeby się tym zajmować. Gdy dwa lata temu do jego biura senatorskiego przyszła kobieta, twierdząc, że jej brat Jarosław S. 20 lat siedzi niewinnie, najpierw odebrał to jako ciąg dalszy tej samej więziennej śpiewki. – Nie sądziłem, że to może być prawda, dopóki nie zagłębiłem się w akta. Nie mogłem uwierzyć, że na takiej podstawie skazano człowieka – mówi senator Fedorowicz. Rozpoczął walkę o jego oczyszczenie.
Dane, wówczas 21-letniego pracownika fizycznego, znalazły się w pierwszej policyjnej notatce, zaraz po znalezieniu w 2004 r. w Lądku, niedaleko dyskoteki, ciała kobiety. Dwa dni był przesłuchiwany. Przyznał się do wszystkiego. Nawet do tego, że krew na jego ubraniu to krew ofiary. Po badaniach okazało się, że to nieprawda. Jego opis okoliczności czynu nie zgadzał się z późniejszymi ustaleniami biegłych. Za to bardzo zgadzał się z wcześniejszą notatką policjanta co do hipotezy śledczej, która się zresztą nie potwierdziła. Przyznał się bowiem, że zabił, naciskając klatkę piersiową, a faktycznie kobieta została uduszona.