Mille gusti *****
Adres: Warszawa, ul. Elektoralna 23

Zaczynamy od Mille gusti, co po polsku znaczy tysiąc smaków. Ta niedawno otwarta włoska restauracja uwiodła nas już podczas pierwszej wizyty. Mieści się przy ulicy Elektoralnej, od strony Jana Pawła II. Dawniej w tym okrągłym pawilonie był bar mleczny Mirowski. Ale to odległe czasy. Później pojawił się pub, który nie wsławił się niczym szczególnym. Teraz zapachniało tu Italią. Klimat tworzą toskańskie pejzaże na ścianach, eleganckie stoły, wygodne fotele i niewielki bar, przy którym można poczekać na miejsce. Z głośników słychać nie za głośną muzykę, głównie włoską.

Bogata karta oferuje kilkanaście rodzajów pizzy, niewiele mniej przekąsek, spory wybór makaronów i pierożków oraz ryby, owoce morza, drób i mięsa. Równie bogata jest karta win w różnych (dostępnych nie tylko dla oligarchów) cenach. Można zamawiać trunek w butelkach, ale i na kieliszki oraz w karafkach.

Spotkanie z dziełem kucharza Mille gusti rozpoczęliśmy od zupy pavese (9 zł) i sałaty z gorącymi wątróbkami (13 zł). Chłopska zupa, którą przed kilkuset laty toskańska gospodyni uraczyła króla Henryka wygłodniałego po bitwie, zasłużyła i tym razem na miano królewskiej. Gorący rosół ze sporą grzanką z pszennego chleba, przystrojoną z wierzchu surowym jajkiem i parmezanem, doprawiony solą (minimalnie) i pieprzem (nieco mocniej), wzmógł nasz apetyt niepomiernie. Sałata także była smaczna.

Podglądając dyskretnie jedzącego przy sąsiednim stoliku Włocha, zauważyliśmy, że porcje są olbrzymie, ograniczyliśmy więc zamówienie do dań drugich (pasty zostawiając na przyszłość). Kaczka (39 zł) pieczona w sosie pomarańczowym z dodatkiem surowej figi miała chrupką skórkę, była krucha, aromatyczna i soczysta zarazem. Osso buco (39 zł) niełatwo przyrządzić. Tu było doskonałe. Cielęcina (z kością wewnątrz grubego plastra), uduszona w jarzynach, wprost rozpływała się w ustach.

Wreszcie przyszła pora na desery (oba po 13 zł): tarta owocowa - bardzo dobra, z kwaskowatym posmakiem cytryny, listkiem mięty i takąż galaretką - oraz zabajone z owocami - tak wspaniałe, że jedliśmy je parząc usta, bo nie sposób było czekać. Kawa - dobra. A obsługa - więcej niż poprawna, do tego urodziwa i chętna do wyjaśnień. I dzięki temu dowiedzieliśmy się, że wspaniała oliwa, podana na wstępie do placka focaccio, była marki Salvador. Zapamiętaliśmy ten smak i zapach.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj