Wyjście z piekła
Darek wyszedł z piekła. Kto nigdy nie zapijał się na śmierć, ten nie wie, jaka to ciężka robota
Dariusz, lat 61, ponownie narodził się 18 lat temu. Narodzinom tym towarzyszyły dramatyczne okoliczności, bo wcześniej właściwie już był trupem, tak był przepity. Ale trzeba było postawić kropkę nad i. Kropką miało być samobójstwo. Tyle że Darek uświadomił sobie, że stawianie kropki zbiegło się ze świętami. A tego to już nawet on nie chciał zafundować swojej rodzinie. Zresztą o tym, że to święta, zorientował się, gdy żona wyciągnęła nalewkę, której używała do pieczenia świątecznych ciast. Najpierw więc tę nalewkę po kryjomu wypił. Następnie już na alkoholowym luzie oświadczył, że chyba jednak pójdzie się zabić. Co w jego przypadku było właściwie formalnością, bo od tego picia był już na ostatniej prostej.
Tyle że kto nigdy nie zapijał się na śmierć, ten nie wie, jaka to ciężka robota. Prawda jest taka, że należy wykańczać jeden organ po drugim. Sama wątroba nie wystarczy. Jak masz pecha i mocne serce, to możesz się męczyć miesiącami, choć w środku będziesz jak wydrążone drzewo. Puste, bo ciało nie jest już w stanie przyjąć niczego poza alkoholem. Alkoholu zresztą też nie, jednak przyjmuje, bo wtedy w żołądku zamiast piekła masz to miłe coś, co alkoholicy nazywają błogością. Trzy, czasem cztery minuty takiej przyjemności, że nawet seks nie dałby większej. A później jest jeszcze gorzej, niż było. Ale kto by się przejmował tym później. U pijaków czas przyszły nie istnieje, dlatego tak łatwo obiecują, że od jutra się zmienią, od soboty nie piją, za tydzień pójdą z dzieckiem na mecz. Darek składał te obietnice innym milion razy. Ale teraz musiał obiecać coś sobie, bo ból w żołądku był taki, jakby połknął grudę środka do przetykania rur. To przez kwasy, które przepalały mu żołądek, a nie chroniła go już żadna warstwa ochronna. Oczy zapijających się na śmierć są bardzo dziwne, błyszczące.