Odebrane i oddane
Dzieci odebrane i oddane. Zastępczy rodzice walczyli o nie latami. „Tego się nie da opowiedzieć”
Bliźniaki miały cztery i pół roku, kiedy trafiły do rodziny zastępczej, jaką postanowili stworzyć dla nich Ewa i Wiktor. Kiedy miały blisko 12 lat, sędzia w Środzie Śląskiej w trybie natychmiastowym wydała decyzję o odebraniu chłopców i przekazaniu ich do rodzinnego domu dziecka. Piotrek i Paweł wrócili do taty i mamy, bo tak nazywają swoich rodziców zastępczych, po blisko dwóch latach. Decyzją Sądu Okręgowego we Wrocławiu, który uznał, że sędzia Anna Tęcza-Paciorek, odbierając ich spod pieczy Ewy i Wiktora, nie kierowała się dobrem dzieci. A to powinno być nadrzędne.
Bliźniaki do wzięcia
Ewa: – Tego się nie da opowiedzieć. Naprawdę. Kiedy przyjechała policja z kuratorem sądowym zabrać nam chłopców, runął mi cały świat i poczucie bezpieczeństwa. Chłopcom też, bo nie rozumieli, dlaczego są zabierani z domu, w którym dorastali przez osiem lat.
To była świadoma decyzja Ewy i Wiktora – chcą założyć rodzinę zastępczą dla dzieci, które wymagają troski, opieki i wsparcia. Było dla nich oczywiste, że za decyzją pójdą testy psychologiczne, szkolenia, cała procedura, która ma ocenić, czy się do takiej roli nadają. Zaangażowali się nawet w działania fundacji Przystanek Rodzina.
Wiktor: – Ludzi zaangażowanych w promowanie pieczy zastępczej nie ma dużo. To środowisko się zna. I któregoś dnia poprzez fundację dostaliśmy telefon z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Ząbkowicach Śląskich z krótkim hasłem: „Są dzieci do wzięcia”.
Bliźniaki były najmłodsze z rodzeństwa. I nikt nie ukrywał, że właściwie tylko one mają szansę na uratowanie i normalne życie. Choć budowa tego życia będzie od ich nowych rodziców wymagała ogromnego zaangażowania, bo u chłopców podejrzewano FAS, czyli alkoholowy zespół płodowy.