Pierwsze były piersi
Pierwsze były piersi. Co sobie poprawiają Polki i Polacy? „W tej branży kryzys nam nie grozi”
JULIUSZ ĆWIELUCH: – Dlaczego chciał pan zostać chirurgiem plastykiem?
JERZY JANKAU: – Ja chciałem zostać artystą grafikiem, ewentualnie rzeźbiarzem, ale w żadnym wypadku nie lekarzem. W tym celu przerwałem nawet studia medyczne i udałem się na podbój Ameryki. Niestety, miałem dwie słabości. Zawsze fascynowały mnie kobiece piersi. No i pochodziłem z rodziny lekarskiej. Moja mama skusiła mnie do powrotu podstępem.
Dzięki temu jest pan w branży od początku lat 90. XX.
Na początku lat 90. chirurgia plastyczna nie była tym, z czym dzisiaj kojarzy się ta dziedzina nauki medycznej. W tamtych czasach funkcje estetyczne nie były priorytetem naszej pracy. Główny nacisk położony był na leczenie, np. niwelowanie skutków oparzeń, usuwanie tzw. zajęczych warg – jak potocznie nazywane są wady związane z rozszczepem wargi lub podniebienia. Jeśli pracowało się w obrębie piersi, to głównie w celach rekonstrukcji związanych z powikłaniami nowotworowymi. Przy czym to też nie było standardem, że po każdej mastektomii dokonywano rekonstrukcji, jak obecnie.
A ładne piersi na zamówienie?
Formalnie tego nie było, bo służba zdrowia była państwowa, a zabiegi ściśle kontrolowane. Nawet implantów nie mógł pan tak po prostu dostać albo kupić. Trzeba było je zamawiać drogą oficjalną, mieć na to zgodę krajowego konsultanta. A ten nie na każdego patrzył łaskawym okiem. Ale z drugiej strony presja pacjentów była już silna. No i ta służba zdrowia była, jaka była, czyli od godz. 6 do 15. Jak ktoś był pracowity i przedsiębiorczy, to potrafił się wbić w ten system. Pierwsze operacje komercyjne odbywały się „po godzinach”. Każdemu zależało, żeby to się wreszcie otworzyło na komercję.
Ludzie oglądali „Słoneczny patrol” i Pamelę Anderson z silikonowym biustem o rozmiarze H.