Płacąc w ciemnościach
Płacąc w ciemnościach. Bankomatów osoby niewidome same nie obsłużą. A oszuści czyhają
Wychodzę z gabinetu dentystycznego w eleganckiej klinice w Wilanowie. Kieruję się do recepcji, żeby zapłacić za zabieg. Recepcjonistka wymienia kwotę. Przykładam kartę, ale ponieważ usługa kosztowała powyżej 100 zł, terminal prosi o wprowadzenie PIN. Biorę go do ręki i ciśnienie skacze mi znacznie bardziej niż podczas dentystycznego zabiegu. Terminal nie ma wyczuwalnych pod palcami klawiszy. Jako osoba niewidoma nie jestem w stanie go obsłużyć. Recepcjonistka początkowo nie rozumie sytuacji i mówi: tutaj są narysowane, proszę wpisać cztery cyfry. Gdy wyjaśniam, że to niemożliwe, proponuje z uśmiechem: to może poda mi pan PIN do karty? Kiedy zdecydowanie odmawiam, zapada niezręczna cisza. Co tu zrobić? Jak dokonać płatności? W końcu ktoś wyciąga z szuflady stary poczciwy terminal z klawiszami.
Niedostępny bankomat
Niestety niezręczna sytuacja, w jakiej się znalazłem, nie jest niczym wyjątkowym. Pojawiające się na rynku nowoczesne rozwiązania często zamiast ułatwiać i przyspieszać procedury, całkowicie eliminują osoby z niepełnosprawnością wzroku. Krzysztof Wiśniewski, niewidomy prawnik, opowiada, że sam dawno zrezygnował z klasycznej płatności kartą, a nawet z gotówki. Przy transakcjach posługuje się wyłącznie blikiem, bo na iPhonie, wyposażonym w program dźwiękowy, ta opcja jest dla niego dostępna.
Brak odpowiednich dostosowań prowadzi do zależności osób z niepełnosprawnością wzroku od pomocy innych. A z nią bywa bardzo różnie. Roman Roczeń, znany niewidomy wokalista szantowy, wspomina, że zbyt duże zaufanie, jakim obdarzył kolegę, podając mu kod do karty płatniczej, skończyło się dla niego fatalnie. Kolega zniknął na kilka dni z kartą Romana, a gdy ten zgłosił się do banku, żeby interweniować, okazało się, że na jego koncie został zrobiony debet na 5 tys.