Powiedz mi, za co mnie kochasz. Matka i córka to jedna z najbardziej powikłanych więzi
Kiedyś
Kiedy Agnieszka była mała, zawsze wieczorem, przed zaśnięciem, miały z mamą taką zabawę: powiedz, za co mnie kochasz – prosiła dziewczynka i zamykała oczy, a mama dotykała jej palcem i wyliczała szeptem: za nosek, za uszka, za oczka. Nie było milszej pory dnia niż spokój zasypiania. Po wielu latach Agnieszka opowiedziała tę historię terapeucie i dowiedziała się, że to jest wspomnienie budujące. Czyli takie, które dodaje poczucia sensu i wzmacnia w dorosłości.
Potem, mówi dziś Agnieszka, wydarzyło się życie. Ma 59 lat, a mama prawie 90. Są dni, że mama zapomni dodać jajek do ciasta na kopytka albo zacznie myć okna w październikowym deszczu, przekonana, że jutro Wielkanoc. Ale to nic w porównaniu z dniem, kiedy mama trzy razy wzięła codzienny zestaw leków – była karetka na sygnale, szpital, kroplówka, muśnięcie śmierci. Agnieszka straciła wtedy ważnego klienta dla firmy, w której pracuje, bo nie przyszła na umawiane od tygodni spotkanie.
Ustalili z terapeutą, że relacja mamy z Agnieszką miała na początku charakter bliski i opiekuńczy, później partnersko-wspierający, a teraz jest to relacja odwróconej opieki. Czyli – jak mówi Agnieszka, choć terapeuta nie zgadza się z takim uproszczeniem – że mama zmienia się w dziecko.
Czytaj też: FAFO, czyli zimny chów. „Jak coś spieprzysz, to się przekonasz”. Tak w USA wychowują dzieci
Ja
Matka się czepia o wszystko, a ojciec milczy. Czasami nawet widać po nim, po mowie ciała, że ma inne zdanie, ale siedzi cicho, bo woli mieć święty spokój. Ostatnio Maja chce iść na imprezę z koleżankami w piątek i wrócić w niedzielę rano, a matka na nią z wrzaskiem, że „nic z tego, moja panno, nie masz jeszcze 18 lat, mieszkasz pod moim dachem, ja cię utrzymuję, masz się uczyć do matury!