Dzień Dziecka. Co robić, żeby dzieciństwo było szczęśliwe? Pytamy małych i dużych
Na trawniku leży koc, na kocu gniotki i mnóstwo recepturek. Gniotki łatwo się gniecie i wychodzą pierogi, które sprzedaje się koleżankom, a następnie zjada. Gdy znudzi się pierogarnia, w ruch idą recepturki, z których powstają bransoletki, a jak znudzą się i recepturki, tuż obok jest trzepak. Można na nim zrobić huśtawkę z koca, taki bardziej hamak, który zdarza się, że się rozwiąże i człowiek ląduje na ziemi, i jest kupa śmiechu. – Na trzepaku można powisieć do góry nogami i świat jest cały odwrócony – śmieją się Michalina, Svitlana i Solomiia z głowami w dół.
Ten świat ratuje Kapitan Walizka. Ma kulkowe okulary i czasami czapkę, jest silny i odważny. Walczył już ze złymi walizkami (stąd jego pseudonim) oraz z RoboCopem, ninją, cyborgiem, policjantem, duchem policjanta, jeszcze raz z cyborgiem. Roland rysuje Kapitana Walizkę od chyba trzech lat (do zerówki rysował raczej piratów). Potrafi zamknąć się w pokoju i rysować cały dzień. Komiksy o Kapitanie Walizce wydaje z koleżanką z podwórka Heleną w założonym przez nich wydawnictwie Monster (czyli Potwór).
Roland i Helena nie znają Michaliny, Svitlany i Solomii. Mieszkają w miastach odległych od siebie o 300 km, ale na pytanie o to, co to znaczy szczęście, odpowiadają niemal identycznie. Robić to, co się lubi robić, i żeby nikt ci wtedy nie przeszkadzał. Mieć rodzinę, która cię kocha i lubi z tobą być. Ale nie tak, że musi, tylko żeby sama chciała. Oraz dużo koleżanek, kolegów, przyjaciół. I mieć gdzie wyjść z domu i żeby rodzice pozwalali na jak najdłużej.
Są szczęśliwymi dziećmi – same tak mówią, ale to też słychać i widać. Gdy na kolegium redakcyjnym zaproponowałem, żeby na Dzień Dziecka napisać o takich właśnie szczęśliwych dzieciach, półżartem, półserio pojawiła się wątpliwość: tylko gdzie je znajdziesz?