Koniec aresztu, początek strachu. Czy rolnik spełni swoje groźby i znów zaorze asfalt?
Filmik, na którym 60-letni Józef M. na Ursusie orze świeżo wylany asfalt, stał się wiralem. Dla jednych M. to zwykły wandal, dla innych obrońca chłopskiej ziemi, na jego zasięgach budowali się politycy, w tradycyjnych mediach głos zabrały autorytety prawnicze. Gdy wyszedł na wolność, wielkiego hałasu już nie ma, ale jego sąsiedzi słyszą w tym ciszę przed kolejną burzą. – No przecież groził, że ile razy oni ten asfalt położą, tyle razy on go zaora – mówi Marian Lisowski, emerytowany górnik (25 lat pod ziemią).
Rolnik orze asfalt
Marian mieszka przy ul. Rybackiej, na osiedlu Ostropa, tuż obok przeoranego asfaltu, który graniczy z polem Józefa M. Domy jednorodzinne, okolica cicha, skraj Gliwic, ale nie koniec świata: w linii prostej jakieś 2 km stąd biegnie A4 z Katowic do Wrocławia. Na Ostropę jedzie się z niej naokoło kilka kilometrów, ostatni odcinek szutrówką.
Dla części mieszkańców osiedla to jedyny dojazd (Józef M. mieszka tuż obok, przy wygodnej asfaltowej drodze). – Po deszczu błoto, zimą kłopoty z odśnieżaniem. Wiecznie trzeba ją było równać, a i tak jeździło się po wybojach. Rujnowała zawieszenie, co rusz ktoś urywał miskę – opowiadają.
O pokrycie szutrówki asfaltem mieszkańcy walczyli od 30 lat. Wreszcie dopięli swego. Na początku tego roku miasto zapowiedziało remont, a na początku sierpnia słowo stało się ciałem. Niektórzy tak się z tego cieszyli, że 7 sierpnia przyszli kibicować robotnikom, gdy ci wylewali asfalt i równali go walcem. I wtedy do akcji wkroczył Józef M. – Wykorzystał moment przerwy w robotach. Wjechał na świeżo wylany asfalt, opuścił pług i orał, póki go nie zablokowali. Ręce mi opadły, bo ja też czekałem, żeby wreszcie tu było po ludzku, a nie po dziadowsku – opowiada Lisowski reporterowi „Polityki”.