Przyjeżdża Żyd do miasteczka
Ksiądz, który mawiał o sobie „Żyd od Jezusa”. Niezwykłe życie Romualda Wekslera-Waszkinela
Na scenę wychodzi Romek, tutejszy chłopak, ale teraz mieszka w Jerozolimie. Pięknie opowiada o życiu, bezbłędna polszczyzna, „ł” przedniojęzykowo-zębowe jak w starym teatrze. Piękno bierze się także ze smutku, np. gdy Romek mówi, że nigdy się nie urodził. Siedział na ławce w raju, przyleciał bocian, pochwycił chłopca za pępek i wrzucił do domu przez komin. Tak mu powiedzieli rodzice.
Dlaczego przez komin? – pytał potem Romek rodziców. Bo zima, drzwi były zamknięte, odpowiadali. Właśnie z powodu sadzy w kominie masz, kochany synku, takie ciemne włosy i oczy.
Opowiadał historię swojego zaistnienia na ziemi tak długo i z takim przekonaniem, aż wreszcie Łucka, mała sąsiadka z domu obok, zlitowała się nad nim: „Nie mów już o tym więcej nikomu, Romeczku, bo będą się z ciebie śmiać”.
Uliczki
Znajomi z pasłęckiej młodości mówią „Romek”, ale zgodnie z paszportem to Romuald Jakub Weksler-Waszkinel, rocznik 1943, człowiek poważny i sławny. Nakręcono o nim dwa filmy, napisano książkę, a drugą napisał o sobie sam. Oprócz tego opublikował kilka książek naukowych i dziesiątki artykułów z dziedziny filozofii.
Najpierw, jako młody ksiądz, zajmował się naukowo metafizykiem-intuicjonistą Henrim Bergsonem, który dowodził, że życia nie da się opisać samym rozumem. Dla Bergsona przeszłość żyje w człowieku obok teraźniejszości.
Później, jako ksiądz, który dowiedział się, że jest Żydem, Weksler-Waszkinel poświęcił się czemuś, co oficjalnie zwie się „dialogiem judeo-chrześcijańskim”, a w rzeczywistości bywa próbą zwalczania przejawów antysemityzmu w Kościele katolickim. Był księdzem pół wieku, większą część tego czasu przepracował na Wydziale Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, w katedrze metafizyki.