Gwałty randkowe – problem (niestety) powszechny

Gwałty i mity
Pojęcie gwałtu randkowego pojawiło się w historii 14-latki z Lublina, której próbowano uniemożliwić aborcję. Czy coś takiego w ogóle istnieje? – pytano. Istnieje i jest o wiele bardziej powszechne, niż mogłoby się zdawać.
Gwałt randkowy jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych przestępstw seksualnych.
Krista Mangulsone/StockSnap.io

Gwałt randkowy jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych przestępstw seksualnych.

Tekst ukazał się w POLITYCE w lipcu 2008 r.

Poszłam na imprezę z nowym chłopakiem i co tu dużo gadać, przedawkowałam alkohol, on też, ale mniej. Rano już nie byłam dziewicą. Nic nie pamiętałam – opisuje Ewelina. – Długo byłam przekonana, że to ja jestem winna, bo go nie dopilnowałam. Najgorsze jest to, że potem byłam z nim jeszcze prawie trzy lata. To wracało, ale byłam od niego przedziwnie uzależniona. Teraz go nienawidzę, to największy skurwysyn, jakiego spotkałam.

Bo bluzka była za krótka

W powszechnym mniemaniu do gwałtu dochodzi wtedy, gdy ubrana, najlepiej w zapięty pod szyję kożuch, kobieta zostaje wciągnięta przez obcego zboczeńca do lasu, broni się do upadłego, a ulega dopiero ogłuszona łomem. W innych przypadkach włączają się mechanizmy obciążania winą ofiary: może kusiła los, szwendając się nie tam, gdzie trzeba. Może była seksownie ubrana. Może za dużo wypiła, a może prowokowała, bo tak naprawdę sama tego chciała. Te same mechanizmy włączają się w głowie ofiary: mogłam nie iść, nie pić. Dlatego najczęściej nie mówią o tych sytuacjach nikomu.

Przecież wiedziałaś, po co tu idziesz. Jest impreza, bawimy się – usłyszała po fakcie 16-letnia Ania. To były urodziny jej starszego brata. Chłopcy jej imponowali, przystojni, fajni. A najlepszy przyjaciel brata naprawdę jej się podobał. Dlatego, kiedy zaproponował, żeby poszli do pokoju obok, zgodziła się. Myślała, że trochę się poprzytulają, nie miała obaw, w końcu znali się od lat. Kiedy zaczął być natarczywy, protestowała, ale on nie słuchał. Zaczęła się bronić, dostała w twarz, wykręcił jej ręce. Nawet nie przyszło jej do głowy, żeby to zgłosić na policję. Przecież to przyjaciel, przecież naprawdę sama poszła do tego pokoju, wcześniej wypiła kilka piw. Nie powiedziała rodzicom, nie powiedziała nawet bratu. Miała świadomość, że nikt jej nie pomoże. Do telefonu zaufania zadzwoniła tylko po to, żeby się wygadać. Przyjaciel brata do dziś bywa u nich w domu, jakby nigdy nic.

Według Wandy Paszkiewicz z Centrum Pomocy Stowarzyszenia Niebieska Linia, dziewczyny, które się zgłaszają, rzadko mówią, że doświadczyły gwałtu na randce. Skarżą się na zaburzenia psychosomatyczne. Dopiero potem okazuje się, że ich podłożem jest szok związany z przemocą seksualną. Nie nazywają tego gwałtem, bo przecież gwałciciel to ktoś obcy, a nie chłopak, narzeczony. Zgwałcenie przez obcego napastnika ma zwykle bardziej brutalny przebieg, ale skutki psychiczne, gdy robi to ktoś bliski, są te same: szok, zespół stresu pourazowego, myśli samobójcze. Bo wchodzi tu jeszcze w grę okaleczone zaufanie. Alicja Długołęcka, psychoterapeutka i seksuolożka, potwierdza, że rozmowy z nastolatkami na ten temat to wyjątki.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną