Kontrowersje wokół procesu Demianiuka

Zbrodniarze i pachołki
Czy proces Ukraińca przed sądem w Monachium ma służyć rozmyciu odpowiedzialności Niemców za Holocaust?
GAJANIN; GORAN 0000/BEW

Artykuł pochodzi z 04/2010. numeru FORUM.
Forum

Artykuł pochodzi z 04/2010. numeru FORUM.

Monachijski proces przeciw Johnowi Demianiukowi jest od początku obserwowany z wielką uwagą przez polskie i ukraińskie media. Demianiuk – który, jak głosi akt oskarżenia, był strażnikiem utworzonego przez SS w okupowanej Polsce obozu zagłady Sobibór – pochodzi z rejonu Winnicy w środkowej Ukrainie. Jego ojczystym językiem jest ukraiński. W obu państwach obserwatorzy procesu nie pozostawiają wątpliwości, że 89-letniemu Demianiukowi należałaby się surowa kara,  ale pod warunkiem, że dałoby mu się udowodnić indywidualną winę. Jednak wielu komentatorów – zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie – razi fakt, że ten proces odbywa się akurat przed niemieckim sądem.

Reklama

Panowie życia i śmierci

W obu krajach proces ów jest postrzegany w kontekście wielkiej debaty na temat II wojny światowej i jej następstw – debaty, jaka toczy się w obu społeczeństwach przy akompaniamencie silnych emocji. Zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie zarzuca się przy tym stronie niemieckiej, że prowadząc obecny proces przeciw oskarżonemu z kraju znajdującego się wówczas pod okupacją, dąży do zrelatywizowania niemieckiej winy i odpowiedzialności za Holocaust.

Narodowo-konserwatywna warszawska gazeta „Rzeczpospolita” stwierdzała w komentarzu: „Nie powinniśmy jednak zapominać o tym, kto uczynił z niego oprawcę. A zrobili to hitlerowscy panowie życia i śmierci”.

„Rzeczpospolita” pisze, że w RFN panuje tendencja do zrównywania pomocników rekrutowanych przez SS w krajach okupowanych z głównymi niemieckimi sprawcami.

Jednak propagowana ostatnio w Niemczech teza, wedle której Holocaust nie byłby możliwy „bez skwapliwego wsparcia ze strony milionów obywateli narodów Europy Wschodniej”, sprzyja według gazety zaciemnieniu faktu, iż owa „szatańska machina zagłady” była elementem polityki państwowej ówczesnych Niemiec. Niemal wszystkie polskie pisma zwracają też uwagę na fakt, że w procesach przeciw załodze Sobiboru, toczących sie w RFN w latach 60. i 70., tylko połowa spośród 12 oskarżonych esesmanów została skazana. Komendant obozu dostał wówczas karę dożywotniego więzienia, a pięciu innych skazanych – od trzech do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Środki przekazu zachodniej Ukrainy zwracają uwagę na los dziesiątków tysięcy rodaków, którzy w czasie wojny „mieli tylko wybór między dżumą a cholerą”. Tak więc np. Demianiuk zgłosił się zapewne jako ochotnik do personelu pomocniczego SS, aby uniknąć pewnej śmierci głodowej jako żołnierz Armii Czerwonej, osadzony w jednym z niemieckich obozów jenieckich. Poza tym – według ukraińskich mediów – podczas okupacji dziesiątki tysięcy młodych mężczyzn z obszaru dzisiejszej Ukrainy zgłaszało się dobrowolnie do oddziałów tworzonych przez Niemców, widząc początkowo w Wehrmachcie wyzwolicieli spod radzieckiego jarzma.

Środkowa Ukraina w latach 1933– 1934 ucierpiała szczególnie wskutek stalinowskiej polityki kolektywizacji rolnictwa: w wyniku nakazanych przez Kreml akcji rekwirowania zbiorów miliony ludzi umarło z głodu. Natomiast Ukraina Zachodnia, która przed wojną należała do Polski, doświadczyła radzieckiego terroru, poczynając od września 1939 r., kiedy to Armia Czerwona wkroczyła na te tereny. Fakt, że część ukraińskich oddziałów służących pod niemieckim dowództwem brała udział w polowaniu na Żydów i w masowych zbrodniach, stanowił za czasów radzieckich tabu i stał się przedmiotem ożywionych dyskusji dopiero w ostatnich kilkunastu latach.

Historia pisana na nowo

Podkreśla się też, że region ten w wyniku wojny rozpętanej przez Niemcy został wbrew woli ludności włączony do Związku Radzieckiego. Za zniszczenia wojenne Niemcy nigdy nie wypłacili żadnych odszkodowań. Lwowska gazeta „Wysokyj Zamok” pisała, że Ukraińców głęboko oburza fakt, iż to Niemcy sądzą obecnie ich rodaka, którego przecież ówczesne państwo niemieckie wciągnęło do pomocnictwa w zbrodniach. Zdaniem gazety dla wszystkich zainteresowanych byłoby lepiej, gdyby ten proces odbywał się w innym kraju.

Podobnie widzą to polscy komentatorzy. Zdaniem konserwatywnych środków przekazu od kilku lat jest już pewne, że niemieckie elity chcą pisać historię II wojny światowej na nowo. Niemcy – według tych mediów – chcą się znaleźć w gronie jej ofiar. Jako dowody przytacza się niemieckie filmy dokumentalne i telewizyjne na temat ucieczki i wypędzenia, bombardowań, kobiet zgwałconych przez żołnierzy Armii Czerwonej i losu szeregowych jeńców wojennych w radzieckich łagrach. W jednym z komentarzy państwowej telewizji TVP stwierdzono, że fakt, iż to Niemcy urządzają dziś sąd nad zbrodniarzami wojennymi z ziem niegdyś znajdujących się pod niemiecką okupacją, stanowi nową, trudną do zaakceptowania jakość w historycznym rewizjonizmie.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną