Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Chavez tonie w pustym zbiorniku

Energetyczny kryzys w Wenezueli

Z powodu niespotykanej suszy zapora wodna Guri na rzece Caroni w Wenezueli, odpowiedzialna za 73 procent energii elektrycznej kraju, jest w tej chwili niefunkcjonalnym zabytkiem inżynierii i niczym więcej.

Wybudowano ją w 1968 r. w pobliżu miejsca, w którym Caroni zlewa się z Orinoko. Jest jedną z największych i najwspanialszych tam na świecie. I nic to nie pomaga. Energię trzeba dziś racjonować. Wprowadzono wyłączenia prądu na 4 godziny dziennie w całym kraju. A w Caracas wyłączenia – na osobnych prawach – są znacznie dłuższe i bardziej dokuczliwe. Prezydent Hugo Chavez tłumaczy monstrualnym bałaganem w mieście. W stolicy musi być bałagan, skoro rządzi nią Antonio Ledezma, polityk centrolewicy, który nie zachwyca się Chavezem.

W Wenezueli co prawda nie wysyła się na śmierć krytyków prezydenta, ale wystarczy odciąć im prąd pod - skądinąd zrozumiałym - pretekstem, że mamy deficyt energii.

W Wenezueli nie ma dyktatury, jest „prawie” dyktatura. To znaczy – jest demokratura. Chaveza wybrano, potem obalono, potem przywrócono i on „prawie” funkcjonuje na drodze do socjalizmu XXI wieku. Tak brzmi sygnał jego doktryny - „socialismo del siglo XXI”. To jest taki socjalizm, którego nie ma z czego finansować. Kraj eksportujący, wielki eksporter ropy naftowej, cierpi na deficyt energii. Wenezuela upodobniła się w ten sposób do Iranu, który eksportuje ropę, a importuje benzynę. Sytuacja ekonomiczna kraju od dawna jest marna, inflacja sięga 25 procent. Chavez rozdaje zasiłki dla biedoty, która pieniądze te wydaje na żywność, a tej ciągle brakuje. Za jego kadencji liczba ubogich zamiast zmaleć – wzrosła. Jednocześnie zamykane są stacje radiowo-telewizyjne, które krytykują Chaveza.

Ponieważ nie ma energii, Chavez zdymisjonował ministra energetyki - fachowca, i mianował partyzanta, żołnierza. Ale jak się przystawi pistolet do głowy dyrektora hydroelektrowni Guri, to prąd jednak nie popłynie.

Susza w pasie podzwrotnikowym wydaje się zjawiskiem niezmiernie rzadkim. Pora sucha w tamtych rejonach polega na tym, że pada  raz dziennie. Podczas gdy w porze deszczowej – zazwyczaj pięć razy dziennie. Tegoroczna rekordowa susza daje się jednak mocno we znaki. Jeśli ktoś chce wiedzieć, co to znaczy Caracas bez wody, powinien przeczytać jeden z pierwszych reportaży Gabriela Garcii Marqueza, „Caracas sin aqua” („Caracas bez wody”).

Jednocześnie zbliża się okres, kiedy znad Kanady powieje Norte, lodowaty wiatr, który przyprawia mieszkańców Hawany o szczękanie zębami. A jak dowiewa do Wenezueli, budzą się upiory. Lud burzy się, a w Caracas czyni to często. Jedni urządzają awantury uliczne przeciwko Chavezowi, a jego zwolennicy przeciwko tym pierwszym. W Meridzie zginęło dwóch studentów. Jak na Wenezuelę liczba ta nie robi wrażenia. 

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną