Turcja: ile armii, ile islamu

Z młotem na księżyc
Czy wojsko chce obalić islamistę Tayipa Erdoğana? Czy to raczej islamiści wydali wojnę armii?
Wojsko szykuje zamach stanu?
Kose Ozan/BEW

Wojsko szykuje zamach stanu?

Jrwooley6/Flickr CC by SA

Dwa lata temu Turcją wstrząsnęła wieść o istnieniu grupy Ergenekon, siatki terrorystycznej mającej ponoć na celu obalenie rządu premiera Tayipa Erdoğana. Od tego czasu, a zwłaszcza w trakcie ostatnich miesięcy, pojawiają się kolejne dowody na to, że tureckie wojsko – lub jego frakcje – mogło przygotowywać grunt pod zamach stanu.

Jeden z dowodów to dokument, który odkryto na płycie CD zarekwirowanej podczas ubiegłorocznego zatrzymania byłego komandosa. Za sprawą przecieku trafił on do mediów w listopadzie. Podpisany przez Ercana Kireçtepe, oficera marynarki wojennej, Oddziału Operacji Specjalnych, nosi tytuł „Plan Klatka”. 12 stron zawiera wiele wskazówek adresowanych do 35 członków tureckich sił zbrojnych działających pod nadzorem rady kierowanej przez wiceadmirała Feyyaza Öğütçü. Cel operacji określony jest na samym początku: „Poddać rząd AKP (Partii Sprawiedliwości i Rozwoju) zarówno wewnętrznym jak i zewnętrznym naciskom; trzymać społeczeństwo w napięciu; i zmienić ton debaty publicznej, zwłaszcza na temat sprawy Ergenekonu, tajnej organizacji oskarżanej o liczne zabójstwa i przygotowywanie zamachu stanu”.

Od celów autorzy przechodzą do środków. Spiskowcy – wynika z lektury „Klatki” – zamierzali zdetonować ładunki wybuchowe na Wyspach Książęcych, jednej z nielicznych dzielnic Stambułu wciąż zamieszkanej przez Greków i Ormian. Planowali porwanie znanych artystów, biznesmenów i obrońców praw mniejszości, wysadzenie w powietrze promów kursujących po Bosforze oraz podpalenie chrześcijańskich miejsc kultu. Odpowiedzialność za ataki miały wziąć na siebie fasadowe ugrupowania islamistyczne, stworzone specjalnie na potrzebę operacji.

„Klatka” to tylko jeden z serii domniemanych spisków, które wyszły na jaw w ostatnich miesiącach. W czerwcu w Turcji zawrzało po odkryciu dokumentu, który przewidywał podrzucenie broni i amunicji zwolennikom Fethullaha Gülena, wpływowego muzułmańskiego kaznodziei. Wrobienie sympatyków Gülena, stanowiących jeden z filarów zaplecza politycznego AKP, „pozwoli ukazać prawdziwą twarz religijnych reakcjonistów”, zakładał autor planu, pułkownik sztabu generalnego.

Panuje przeświadczenie, że odkryte spiski to kolejne oblicza „głębokiego państwa”, siatki łączącej ultranacjonalistycznych polityków, mafijne podziemie i elementy aparatu bezpieczeństwa, z wojskiem włącznie. O istnieniu „głębokiego państwa” wiadomo przynajmniej od lat 70., gdy wspomniał o nim po raz pierwszy ówczesny premier Bülent Ecevit. Otwartą wojnę wypowiedziano mu jednak dopiero teraz, za rządów konserwatywno-muzułmańskiej AKP.

Zaczęła się ona od dochodzenia w sprawie Ergenekonu, ugrupowania, którego członkowie przygotowywali ponoć serię ataków terrorystycznych, mających wywołać chaos i sprowokować wojskowych do interwencji. Śledztwo, które rozpoczęło się w czerwcu 2007 r., zatacza coraz szersze kręgi. Wachlarz zbrodni przypisywanych Ergenekonowi poszerzył się już na tyle, że nawet najbardziej zagorzali zwolennicy tego dochodzenia zaczynają wątpić, czy przyniesie istotne rozstrzygnięcia. Podejrzanych – poczynając od znanych gangsterów, a kończąc na dziennikarzach i naukowcach – jest 211 osób. Cztery mętnie napisane akty oskarżenia liczą ponad 6 tys. stron.

Młot na meczet

W połowie stycznia Turcją wstrząsnęła kolejna afera z udziałem wojskowych. Stało się to za sprawą „Taraf”, małej, lecz nieustraszonej gazety tureckich liberałów. Pismu, posiadającemu swoich informatorów w wojskowej hierarchii i specjalizującemu się w odkrywaniu intryg generalicji, udało się tym razem dotrzeć do szczegółów operacji o kryptonimie Młot. Przepis na pucz był podobny do poprzednich, choć środki jeszcze bardziej spektakularne. Domniemani spiskowcy – oficerowie wojska – planowali ponoć wysadzenie w powietrze największego meczetu w Stambule (Fatih Camii), atak na Muzeum Sił Zbrojnych i zestrzelenie tureckiego myśliwca nad Morzem Egejskim. Za to ostatnie odpowiedzialność miała być przypisana greckim siłom lotniczym. Cel – jak przedtem: wywołanie w kraju zamętu, który pozwoliłby wojsku przejąć władzę i rozprawić się raz na zawsze z rządem premiera Tayipa Erdoğana.

„Operacja Młot to kropla, która przepełniła czarę – pisze Etyen Mahçupyan w dzienniku „Taraf”. Być może po raz pierwszy w historii Turcji doszło do tego, że społeczeństwo zaczęło postrzegać własną armię jako zagrożenie”. Czy „Klatka”, Ergenekon i operacja Młot są ze sobą powiązane? Jedyne, co je na razie łączy, to fakt, że w każdy z tych spisków uwikłani byli wojskowi. Przewijają się tu setki kryptonimów, nazwisk i planów. Dopiero sądy rozstrzygną, czy domniemani spiskowcy działali razem.

Sztab generalny, tak jak przedtem, dementuje wszystko. Młot, tłumaczy, to plik materiałów z gry wojennej, podobnej do tych, które przeprowadza rutynowo każda armia NATO. Według generałów, publikacja „Taraf” to kolejny element prowadzonej przez AKP – za pośrednictwem sympatyzujących z nią mediów – nagonki na wojsko.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną