Siedem grzechów głównych
Największym i najgorszym z nich, zamykającym cały pochód, a więc okrytym największym wstydem, jest Lenistwo.
Siedem grzechów głównych - obraz Hieronima Boscha
Wikipedia

Siedem grzechów głównych - obraz Hieronima Boscha

Artykuł pochodzi z 13/14 numeru Tygodnika FORUM. W kioskach od poniedziałku, 29 marca.
Forum

Artykuł pochodzi z 13/14 numeru Tygodnika FORUM. W kioskach od poniedziałku, 29 marca.

Saligia

Wyobrażam ją sobie jako groteskową postać z filmu Felliniego, dorodną i pulchną kobietę, która kołysze się na boki, gdy się śmieje. Kamera sunie ku niej, a ona wypina do przodu ogromny biust. Ma zepsute zęby i tłuste czarne włosy zawiązane z tyłu w kok. Gdyby jej postać miała zostać wyrzeźbiona, artystą musiałby być Kolumbijczyk Fernando Botero. Saligia sieje strach wśród dorastających chłopców w, powiedzmy, Rimini albo podobnym mieście, ale ci sami chłopcy czują do niej niepohamowany pociąg, wabieni zapachem jej olbrzymich piersi. Odsłania przed nimi tajemnice cielesności, a jej siostrami są Cabiria, Volpina i inne. Zatracamy się, gdy tylko wyciągnie ku nam ramiona.

Urodziła się najprawdopodobniej w XIII w. i pojawiła w roku 1271 w dziele „Summa Hostiensis” autorstwa Henricusa de Bartholomaeis – z portowego miasta Ostia, gdzie wieleset lat później prostytutka Cabiria sprzedawała swoje wdzięki nocą w filmie Felliniego. Bartholomaeis powołał Saligię do życia, przestawiając tradycyjny porządek siedmiu grzechów głównych – wprowadzony w VI w. w „Moraliach” przez Grzegorza Wielkiego: Superbia, Invidia, Ira, Avaritia, Accidia, Gula, Luxuria – Pycha, Zazdrość, Gniew, Chciwość, Lenistwo, Łakomstwo i Pożądanie lub Nieczystość. Są to wprawdzie cechy Saligii, ale w ujęciu Grzegorza Wielkiego – SIAAGL – jeszcze się nie wyłoniła.

To właśnie Bartholomaeis nadał jej życie, przestawiając ogniwa tego DNA. Jest jej Francisem Crickiem i Jamesem Watsonem, jej Pigmalionem. Pycha, Chciwość, Pożądanie, Zazdrość, Łakomstwo, Gniew i Lenistwo – oto według autora z Ostii właściwy porządek, który łamie kod genetyczny. Czyli Superbia, Avaritia, Luxuria, Invidia, Gula, Ira, Accidia. Z tego akronimu rodzi się Saligia, żeby wieść barwne, soczyste życie. Saligia – siedem grzechów głównych połączonych w jeden. A największym i najgorszym z nich, zamykającym cały pochód, zajmującym finałowe miejsce, a więc okryte największym wstydem – jest Lenistwo. Accidia, inaczej Acedia albo Pigritia, i jej siostry: Tristitia, czyli Smutek, i Anomie, znużenie duszy.

Fellini to oczywiście najwyższej rangi artysta opiewający gnuśne lenistwo. Jego bohater jest niemal zawsze takim lub innym vitellone, a więc próżniakiem, niekiedy ubogim, czasem opływającym w dostatek, ale to zawsze wałkoń, którego najwspanialej ucieleśnia Mastroianni w „Słodkim życiu” i „Osiem i pół”. Wyalienowany, melancholijny, dryfujący, bierny, zagubiony. Oto on: Marcello o zmęczonym spojrzeniu, przystojny i słaby, z papierosem w dłoni i kobietą u boku, którą właśnie traci. Włóczy się po Via Veneto, zagłębia w brudne zaułki i powraca do świata słodkiego życia, do domów bogaczy. Snuje się po leniwych, dekadenckich przyjęciach, obezwładniony apatią, niezdolny dokonać wyboru i pchnąć swoje życie do przodu, usidlony paraliżem ducha. Podchmielona gwiazda filmowa, obiekt męskich westchnień, pluska się obok niego w Fontana di Trevi, a on próbuje się dźwignąć z otchłani swej apatii, by ją uwieść, lecz bez skutku. Nagrodą za starania jest tylko zasłużony cios w twarz od jej chłopaka. Dokoła, w salonach i restauracjach, w nocnym mieście drapieżnego fotografa Paparazzo, snują się obywatele tego wyzbytego uczuć świata, znudzone pięknotki o szklanym wzroku i idealnych fryzurach. Te ucieleśnienia grzechu Lenistwa są nie tylko potępione. One już wylądowały w Piekle i tańczą z Saligią w płomieniach.

Od lenistwa do gniewu

Chłopiec zostaje wysłany za granicę do szkoły z internatem, daleko od rodzinnego domu. Nie ma silnego, ekstrawertycznego charakteru, który mógłby rozkwitnąć w tak zimnym miejscu: jest nieśmiały, inteligentny, drobny, niewysportowany, subtelny, cichy. W lot pojmuje, że wraz z cudzoziemskością tych sześć cech stanowi siedem grzechów głównych w nowym świecie, a ponieważ winien jest wszystkich siedmiu, zostaje usunięty w mrok, co oznacza, że choć nie powiedział ani nie zrobił nic złego, jest nielubiany. Po paru dniach zaczyna się czuć niedobrze jak nigdy dotąd. Gdy co rano budzi się w dormitorium, czuje, że ręce i nogi ma cięższe, niż powinien. Trudno mu nawet wstać z łóżka i się ubrać, ale gdy już dźwignie się na nogi, przygniatający go ciężar powoli znika i okazuje się, że można normalnie funkcjonować. Jednak każdego kolejnego dnia ta poranna ociężałość jest coraz gorsza i trudniejsza do przezwyciężenia.

Wreszcie nadchodzi dzień, gdy chłopiec nie może wstać z łóżka. Inni uczniowie z dormitorium, w tym najstarszy, który pełni funkcję dyżurnego, nie rozumieją, gdy skarży się na doskwierającą gnuśność, a ponieważ są chłopcami, zaczynają się z niego naśmiewać i naigrawać. – A niech to szlag! – wrzeszczą, drwiąc straszliwie z jego obcego akcentu i domniemanej nieznajomości miejscowego dialektu. – Och, och, ciężkie te moje ręce i nogi!

Gdy rozhukani koledzy parodiują i wykpiwają lenistwo, chłopca opanowuje nowe uczucie. Ku jego zaskoczeniu ma ono korzystny wpływ na ociężałość, która przygwoździła go do łóżka. Nowe uczucie daje siłę, więc chłopiec otrząsa się z gnuśności i bezwładu, jak bohater w dawnej legendzie odrzuca głaz, którym przygniótł go nieprzyjaciel. Podnosi się z łóżka – teraz to dusza w płomieniach.

Nowym uczuciem jest gniew. Pozostali widzą wściekłość w jego oczach i drwiące słowa natychmiast więzną im w gardle. Wszyscy cofają się ze strachu. Od tej chwili chłopiec wie, jak powinien żyć w nowym świecie. Gniew okazuje się siłą napędową, więc coraz lepiej radzi sobie w szkole, przynajmniej w klasie, a to także okazuje się użytecznym orężem. Nadal jest nielubiany, ale teraz wszyscy obchodzą się z nim uważnie, jak gdyby był bombą, która może wybuchnąć wskutek zbyt gwałtownego ruchu.

Osoba religijna powiedziałaby, że chłopiec poskromił jeden z siedmiu grzechów głównych za pomocą drugiego. A więc pozostaje w stanie grzechu. Grzech pozbawia go możliwości skorzystania z miłosierdzia i odsuwa daleko od Boga. Osoba innego wyznania (niechrześcijanin – buddysta albo dżinista) mogłaby poradzić chłopcu, by szukał oświecenia, które wprowadzi doświadczanie świata w stan właściwej równowagi, a więc zrodzi spokój wewnętrzny. Zwolennicy jeszcze innych religii opowiadaliby jeszcze inne brednie. Jednak dla świeckiego umysłu, kierującego się rozumem i wyrosłego na psychoanalizie, błędem jest uznawanie za grzech tego, co stanowi zaburzenie o charakterze psychologicznym. Lenistwo nie jest dziełem Diabła. To nie metafora, lecz choroba. „Diabeł podsuwa robotę próżnującym rękom”? Owszem, ale podsuwa też robotę rękom zapracowanym. W każdym razie robiłby to, gdyby istniał. Bo nie istnieje.

Tyrone Slothrop

Dwie wielkie przeciwstawne idee w twórczości amerykańskiego pisarza-odludka Thomasa Pynchona to paranoja i entropia. Liczni paranoicy z jego książek, tacy jak Herbert Stencil w „V” i prawie wszystkie postacie z „49 idzie pod młotek”, mają pewność, że rzeczywisty obraz i sens świata są przed nimi ukryte oraz że wielkie moce – rządy, korporacje, kosmici – spiskują, by panować nad światem i zarazem ukrywać się za wieloma nieprzebytymi zasłonami. Postacie te funkcjonują w kontrapunkcie z bohaterami innego typu, takimi jak marynarz Benny Profane i jego przyjaciele z Całej Chorej Załogi (powieść „V”), dla których życie to toczący się powoli, niemal katatoniczny jubel zakrapiany piwem, nieustannie wytracający tempo, nigdy jednak do końca.

Druga zasada termodynamiki mówi nam, że ciepło zawsze przepływa z ciał cieplejszych do zimniejszych, a zatem ciało cieplejsze stopniowo wytraca ciepło, zimniejsze zaś je pozyskuje. Gdy zasadę tę zastosujemy w skali uniwersalnej, okazuje się, że energia cieplna wszystkich gorących ciał – czyli gwiazd – powoli się rozproszy, kierując ku materii o niższej temperaturze, aż wreszcie wszelka materia we wszechświecie będzie miała taką samą temperaturę i nie zostanie już żadna wolna energia do wykorzystania. Cały kosmos padnie ofiarą wytracenia energii cieplnej. Oto, co William Thomson, pierwszy baron Kelvin (postać rzeczywista, a nie wymyślona przez Pynchona), opisał w 1851 r. jako cieplną śmierć wszechświata. Powszechne rozpraszanie energii doprowadzi ostatecznie do chwili, gdy ustanie wszelki ruch. Wtedy dobiegnie końca niekończący się dotąd jubel Benny’ego Profane’a.

Pynchon ukazuje paranoję jako formę wyższej mądrości: nie ułudę, lecz wnikliwą percepcję. Jego paranoicy usiłują przedrzeć się przez to, co hinduiści mogliby nazwać mają, a więc przez zasłonę utkaną z iluzji, która nie pozwala ludziom zobaczyć rzeczywistości takiej, jaką jest naprawdę. Tak oto widzimy, że paranoja u Pynchona oznacza ponuro optymistyczny światopogląd sugerujący, iż ludzkie życie na pewno ma sens; sęk w tym, że sens ten jest przed nami ukryty, zatem go nie znamy.

Z kolei metafora entropii to druga, ponuro pesymistyczna strona tego medalu. Entropia w ujęciu Pynchona oznacza, że świat jest pozbawiony sensu, że nasze wysiłki się załamują, że tracimy energię i jesteśmy skazani na powolny rozkład pchający nas ku Ostatecznej Absurdalności. Postacią, w której jednoczą się oba te główne wątki, jest Tyrone Slothrop, swoisty bohater najbardziej złożonej i ambitnej ze wszystkich powieści Pynchona, a mianowicie „Tęczy grawitacji”. Historia Slothropa zawiera wiele elementów paranoicznych: na przykład w dzieciństwie został w tajemniczy sposób uwarunkowany „poza zero” przez naukowca Laszlo Jampfa. Nade wszystko pojawia się dziwna sprawa rozkładu Poissona. Otóż rozkład Poissona to statystyczna metoda probabilistyczna, która wyraża prawdopodobieństwo liczby wystąpień danego zjawiska w określonym przedziale czasowym i przy określonej liczbie prób, jeśli wystąpienia te są niezależne.

W „Tęczy grawitacji” rozkład Poissona opisuje spotkania Slothropa z kobietami w różnych dzielnicach Londynu. Z jakiejś niezrozumiale głębokiej, a zatem niewiadomej przyczyny mapa, na której zaznaczone są miejsca randek, stanowi prognozę trafień niemieckich rakiet V-2 wystrzeliwanych na Londyn. W tej mierze, w jakiej Slothrop w ogóle ma jakąkolwiek osobowość, bardziej wpasowuje się w Pynchonowską galerię entropistów, a nie paranoików, choć uobecniają się w nim oba nurty. Jest rozpadającym się, zgnuśniałym wędrowcem – bardziej „znajduje się pod działaniem” niż „działa” i w końcu jego umysł rozpada się na co najmniej cztery osobowości, a on sam znika z kart książki. Następuje indywidualna śmierć wskutek wytracenia energii.

Jak wygląda Slothrop? Wyobrażam go sobie jako wysokiego chudzielca w biało-czerwonej kraciastej koszuli i dżinsach rurkach, z szopą włosów w stylu Einsteina i wystającymi zębami jak u królika Bugsa. Poznałem Thomasa Pynchona, ale związany warunkami naszego spotkania nie mogę powiedzieć, czy powyższy opis odpowiada wyglądowi autora. Mogę natomiast stwierdzić, że Pynchon nie popadł w entropiczne odrętwienie i nadal pisze niewiarygodnie energiczne książki o utracie energii. Mogę również stwierdzić, że nazwisko Tyrone Slothrop to anagram, który można przestawić, formułując zdanie „Sloth or entropy”lenistwo albo entropia.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj