Polskie granice światowej rewolucji

Cud czy błąd?
Co zdecydowało o rezultacie Bitwy Warszawskiej: lekkomyślność i brawura Sowietów czy patriotyczna mobilizacja słabszej militarnie Polski – zastanawia się rosyjski historyk Fiodor Gajda.
Warszawa, plac Saski (dzis Piłsudskiego). Defilada po zwycieskiej wojnie. Sobór w tle zostanie wkrótce rozebrany.
arch. J.Wojciechowskiej/Forum

Warszawa, plac Saski (dzis Piłsudskiego). Defilada po zwycieskiej wojnie. Sobór w tle zostanie wkrótce rozebrany.

Od lewej: Józef Piłsudski i Józef Haller w Wilnie.
KARTA/Forum

Od lewej: Józef Piłsudski i Józef Haller w Wilnie.

Jerzy Kossak, „Pogon konnicy za Kozakami” (1930).
M. Skorupski/Forum

Jerzy Kossak, „Pogon konnicy za Kozakami” (1930).

Artykuł pochodzi z 32. numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 9 sierpnia
Polityka

Artykuł pochodzi z 32. numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 9 sierpnia

Katolickie święto, przypadające na 15 sierpnia – Wniebowzięcie Maryi Panny – jest w Polsce obchodzone ze szczególnym rozmachem. 15 sierpnia 1920 roku to dzień cudu nad Wisłą, kontrnatarcia wojsk polskich, zakończonego całkowitym rozgromieniem bezbożnych bolszewików. Sama Matka Boska obroniła naród polski. Przy czym Polacy, którzy oparli się strasznej bolszewickiej nawale, uratowali nie tylko swoją niepodległość, ale powstrzymali „komunistyczną zarazę” zagrażającą całej Europie. A przecież wydawało się, że sytuacja Polski jest beznadziejna…

Po drugiej stronie frontu wspomnienia o tym wydarzeniu były zgoła inne. Dla Związku Radzieckiego „pańska Polska” była agresorem, który tylko dzięki przypadkowi uniknął zasłużonego odwetu i na dodatek oderwał kawałki Ukrainy, Białorusi i Litwy. Poza tym w polskiej niewoli zginęły dziesiątki tysięcy radzieckich jeńców…

Od Finlandii po Jugosławię

I wojna światowa nie oszczędziła ziem polskich. Przechodził przez nie front wschodni. Polacy walczyli przeciw sobie w szeregach armii zaborców: Rosji, Austrii i Prus. Nawet w najśmielszych snach nie śnili, że te potężne imperia wkrótce runą. A tak właśnie się stało. Na mapie Europy powstało kilka odrodzonych, nowych państw – od Finlandii po Jugosławię. Młode kraje marzyły o wielkości.

W samym centrum regionu i w samym centrum burzliwych wydarzeń znalazła się Polska, zszyta z trzech kawałków: znajdującego się pod rosyjskim zaborem Królestwa Polskiego, niemieckiej Wielkopolski i austriackiej Galicji. Naczelnikiem państwa polskiego został Józef Klemens Piłsudski, rewolucjonista i polski nacjonalista, walczący przeciw Rosji w czasie I wojny. Granice odrodzonego państwa miały być dopiero wyznaczone. Na północy i zachodzie Polska pozostawała w konflikcie z Niemcami, na południowym zachodzie – z Czechosłowacją. Jednak najtrudniejsza sytuacja dotyczyła wschodnich rubieży.

Polska elita marzyła o nowej Rzeczypospolitej „od morza do morza” (od Bałtyckiego do Czarnego) w granicach sprzed pierwszego rozbioru w 1772 roku. Czyli o ziemiach zamieszkanych głównie przez Ukraińców, Białorusinów, Litwinów. Polacy na tych terenach – obszarnicy i mieszkańcy miast – pozostawali w mniejszości. Władze Rosji Radzieckiej uznały niepodległość Polski, ale nie miały zamiaru ustępować jej ukraińskich i białoruskich ziem. Problem polegał na tym, że bolszewicy ich nie kontrolowali. W Rosji trwała wojna domowa. Na peryferiach imperium powstały „samostijne” republiki. Ukraińcy zgłaszali pretensje do Lwowa – miasta zamieszkanego głównie przez Polaków, jednego z głównych ośrodków kultury polskiej. Białorusini pretendowali do przejęcia Białegostoku. Litwini – Wilna i Grodna.

Polska znalazła się w konflikcie ze wszystkimi sąsiadami, a problemy regulowała głównie siłą. Pierwsze starcia miały miejsce we Lwowie, potem Polska walczyła z Czechosłowacją o Śląsk Cieszyński, kilka miesięcy później polskie wojsko wkroczyło do Wilna, potem do Mińska i Dwińska. Piłsudski proponował utworzenie Międzymorza – federalnego państwa, w którego skład miałyby wejść Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś i Ukraina. Zapraszano także Finlandię, Czechosłowację, Rumunię, Węgry i Jugosławię. Polsce w tej konfiguracji miała przypaść rola dominująca. Celem sojuszu było stworzenie mocnej bariery przeciw Rosji. Nowo utworzone kraje obawiały się zbytnich polskich wpływów, poza tym nie wzbudzało zaufania państwo dążące do ekspansji.

Linia Curzona

W lipcu 1919 roku Piłsudski, po pokonaniu wojsk Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, dotarł nad Zbrucz – do starej granicy rosyjsko-austriackiej. Po drugiej stronie granicy toczyły się walki między bolszewikami i białą armią generała Antona Denikina. Gdyby w tym momencie siły Piłsudskiego uderzyły na czerwonych, być może zdecydowałyby o losach wojny domowej w Rosji. Polacy jednak nie pragnęli zwycięstwa Denikina: biali walczyli o potężne i niepodzielne imperium rosyjskie. Dlatego armia polska zatrzymała się, dając bolszewikom możliwość pokonania białych.

W listopadzie 1919 roku rada ententy oficjalnie zaproponowała Polakom linię Curzona (nazwaną tak na cześć szefa brytyjskiej dyplomacji lorda George’a Curzona) – projekt granicy wschodniej wyznaczonej według kryterium etnicznego. Ziemie białoruskie i ukraińskie na wschód od tej linii miały być terytoriami niezależnymi tak od Polski, jak i od Rosji. Linia Curzona, wyznaczona zgodnie z prawem narodów do samookreślenia, została poparta przez Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone, ale przeciwko wypowiedziała się Francja dążąca do dominacji w Europie i potrzebująca silnego sojusznika na wschodzie.

Piłsudski podjął decyzję, by maszerować naprzód. Pomógł mu w tym Symon Petlura: w imieniu faktycznie nieistniejącej Ukraińskiej Republiki Ludowej zgodził się przekazać Polakom całą Galicję i niemal cały Wołyń (którego sam nie kontrolował), a także uznał prawa polskich obszarników na innych ziemiach ukraińskich. Ostatki armii Petlury przeszły pod polską komendę, aby wspólnie walczyć z Moskalami.

Tymczasem czerwoni też nie zasypiali gruszek w popiele. Pokonali białych. W Niemczech, na Węgrzech, Słowacji właśnie przetoczyły się rewolucje. Francja i Włochy ogarnięte były przez masowy ruch strajkowy. Rosja, która zrzuciła jarzmo imperializmu, powinna była, jak śnili moskiewscy marzyciele, wywołać rewolucję światową. Najkrótsza droga do Europy prowadziła przez Polskę. Niemcy były osłabione wojną i zapalone do rewolucji. Jeszcze tylko niewielki wysiłek i Robotniczo-Chłopska Armia Czerwona umyje buty w Renie…

Rzeczpospolita w Kijowie

Przygotowania do wojny zaczęły się w 1920 roku. Polacy powołali pod broń milion ludzi. Sojusznicy – w szczególności Francja i USA – wspomogli Polskę pieniędzmi i sprzętem. Na front wschodni została przerzucona 70-tysięczna Błękitna Armia generała Józefa Hallera, sformowana Polaków z USA i Francji walczących w czasie wojny w starych błękitnych mundurach francuskich (w tym czasie Francuzi zostali już wyposażeni w uniformy koloru khaki). Korpus Hallera, wraz z byłymi polskimi jednostkami armii niemieckiej, austro-węgierskiej i rosyjskiej, stanowił trzon Wojska Polskiego. Najbardziej doświadczonymi awiatorami Wojska Polskiego byli amerykańscy lotnicy. Kilkuset francuskich oficerów służyło w charakterze instruktorów, wśród nich był młody Charles de Gaulle.

Czerwoni planowali uderzenie na Białoruś, Polacy – na Ukrainę. Na południu Piłsudski mógł liczyć na przyjaźnie nastawioną Rumunię i pozostałości armii Petlury. Natomiast na północy Litwa, zapominając niedawną nienawiść do czerwonych, gotowa była ich poprzeć, aby opanować Wilno. Na początku wojny Piłsudski miał 300 tys. bagnetów i szabel przeciw 90 tysiącom czerwonych. Polacy mieli znaczącą przewagę w uzbrojeniu: działach, karabinach maszynowych, aeroplanach. Wywiad bolszewików, znajdujący się w fazie embrionalnej, przegapił te przygotowania do wojny ze strony polskiej. W marcu Piłsudski przeprowadził natarcie pod Mozyrzem, mające na celu odwrócenie uwagi przeciwnika, a miesiąc później uderzył tam, gdzie linia czerwonych była najsłabsza – na Żytomierz.

Jednostki Armii Czerwonej, składające się głównie z mieszkańców Galicji, skrycie wspierających Polskę, podniosły bunt. Front przestał istnieć. Polskie oddziały wzięły Kijów bez walki. Po przejściu niemal dwustu kilometrów wojska Piłsudskiego zajęły pozycje na lewym brzegu Dniepru. Polacy wbrew obietnicom złożonym Petlurze nie ustanowili w Kijowie władz proklamowanej przezeń Ukraińskiej Republiki Ludowej. Wydawało się, że Rzeczpospolita w granicach 1772 roku lada moment się odrodzi.

Jednak bolszewicy nie zamierzali uznać swej porażki. Zaczęto gromadzić siły do uderzenia na Polaków. Samych tylko komisarzy rzucono aż dziewięć tysięcy! Pod Kijów odkomenderowano komisarza ludowego ds. narodowości Józefa Stalina. W radzieckim sztabie generalnym zwołano specjalną naradę pod przewodem sławnego generała Aleksieja Brusiłowa, jednego z najbardziej wyrazistych dowódców I wojny światowej. Sztab wystosował odezwę do wszystkich byłych oficerów, by wstąpili do Armii Czerwonej. Białogwardziści uznali, że władza radziecka powraca do myślenia państwowego i zgłosili się do armii, by bronić ojczyzny przed najazdem Polaków. W samej tylko Moskwie na odezwę zareagowało półtora tysiąca oficerów. Do Armii Czerwonej masowo wstępowali ci, którzy jeszcze niedawno walczyli przeciw czerwonym, a obecnie ukrywali się, by uniknąć aresztowania lub siedzieli w obozach.

Pierwsza Armia Konna

Dowódcą Frontu Zachodniego, walczącego na Białorusi, został 27-letni Michaił Tuchaczewski – oficer ambitny i zdecydowany, który za punkt honoru postawił sobie rozgromienie armii polskiej śmiałym uderzeniem na Warszawę. Pierwsze próby przerwania linii frontu w rejonie Berezyny zakończyły się fiaskiem. Na pomoc przyszła mu Armia Konna marszałka Siemiona Budionnego…

W kwietniu i maju „Konarmia” przeszła tysiące wiorst z Kaukazu Północnego na Ukrainę, po drodze pokonała armię Nestora Machny i znalazła się na polskim froncie w okolicach Winnicy. Pierwsza Armia Konna liczyła około 17 tys. szabel, ponadto dysponowała artylerią, pociągami pancernymi i aeroplanami. Jednak główną siłą uderzeniową były słynne taczanki – wynalazek Machny, przyswojony przez bolszewików.

5 czerwca awangarda Pierwszej Konnej – brygada legendarnego szlachcica anarchisty Grigorija Kotowskiego – przerwała front w miejscu, w którym 40 dni wcześniej przełamali linię Polacy: pod Żytomierzem. Budionny rwał się na Wołyń. Trzecia polska armia z generałem Edwardem Rydzem-Śmigłym na czele stoczyła z nim heroiczny bój, ale w końcu musiała wycofać się z Kijowa. Czerwonym nie udało się zamknąć jej w okrążeniu – bolszewicy mieli na tym kierunku za mało piechoty, która nie nadążała za konnicą. Poza tym w armii Budionnego nie wszystko szło jak z płatka – wielu zmobilizowanych siłą Kozaków zdezerterowało i przeszło na stronę Polaków. Przybywając na Wołyń, Budionny zyskał wsparcie miejscowego chłopstwa, które nienawidziło swoich polskich panów i gotowe było sprzymierzyć się z każdym wrogiem Polski. Wołyńscy chłopi masowo zaciągali się w szeregi czerwonych.

W najgorszej sytuacji znalazła się ludność żydowska mieszkająca w tym regionie. Zginęło wtedy co najmniej 70 tys. Żydów. Najbardziej konsekwentne prześladowania spotykały ich ze strony petlurowców. Polacy stawiali znak równości między Żydem i czerwonym komisarzem, zatem też prześladowali ludność żydowską. Natomiast czerwoni traktowali Żydów jako „obcy element klasowy” i również poddawali represjom.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną