Świat

Lucyferka do apelacji

Amanda Knox uniewinniona przez włoski Sąd Najwyższy

Amanda Knox - możliwe, że nawet ona sama nie wie, czy zabiła koleżankę. Amanda Knox - możliwe, że nawet ona sama nie wie, czy zabiła koleżankę. Forum
Anioł śmierci czy ofiara wymiaru sprawiedliwości? Włoski Sąd Najwyższy uniewinnił w piątek Amerykankę Amandę Knox i Włocha Raffaele Sollecito, skazanych wcześniej na lata więzienia za zamordowanie brytyjskiej studentki Meredith Kerche.
Proces Raffaele Sollecito toczył się osobno.Max Rossi/ Reuters/Forum Proces Raffaele Sollecito toczył się osobno.

Ciało brytyjskiej studentki Meredith Kercher znaleziono 1 listopada 2007 roku w jednym z akademików w Perugii. Leżała na podłodze półnaga, z poderżniętym gardłem. O zabójstwo oskarżono jej amerykańską współlokatorkę Amandę Knox oraz jej przyjaciela Raffaele Sollecito.

Proces toczył się dwukrotnie: najpierw w grudniu 2010 roku Knox skazano na 26 lat więzienia, a Sollecito otrzymał karę o jeden rok krótszą. Wyrok ten uchylił jednak sąd apelacyjny, orzekając niewinność obojga oskarżonych. Po czterech latach spędzonych za kratkami oboje zostali uwolnieni.

Jednak prokurator skierował całą sprawę do włoskiego Sądu Najwyższego. A ten przychylił się do argumentów prokuratora (ten przekonywał, że Knox uniewinnono zbyt pochopnie). I nakazał rozpoczęcie całego procesu od nowa. W rezultacie drugiego procesu, który zakończył się w styczniu 2014 roku, sąd apelacyjny skazał Knox na 28,5 roku więzienia. Sollecito miał trafić za kraty na 25 lat.

W piątek włoski Sąd Najwyższy ostatecznie oczyścił oboje z oskarżeń o morderstwo. Knox skazał jedynie na 3 lata więzienia za to, że o udział w zbrodni oskarżyła właściciela baru w Perugii. Ale w związku z wcześniejszym pobytym Knox w więzieniu karę stwierdzono, że odbyła już tę karę.

Cała sprawę w swoim artykule z listopada 2010 roku przybliżał Piotr Kowalczuk:

*

Żadne morderstwo od czasu sprawy O.J. Simpsona nie pociągnęło za sobą takiej histerii mediów, takiego zaangażowania opinii publicznej, nawet polityków, i to po obu stronach Atlantyku. Przyczyn można szukać w piorunującej mieszance domniemanych okoliczności tragedii, jakby żywcem wyjętych z kasowego thrillera: morze krwi, seks, narkotyki, seans satanistyczny, młoda, piękna i występna femme fatale. Z pewnością swój wpływ miało międzynarodowe pochodzenie osób dramatu: niewinna brytyjska ofiara przeciwko trójce cynicznych zabójców z USA, Włoch i Wybrzeża Kości Słoniowej.

Ofiara mediów

O rozgłosie zadecydowało jednak bezprecedensowe i świadome wciągnięcie w sprawę mediów – zarówno przez włoską policję i prokuraturę, jak rodzinę i przyjaciół Amandy Knox. W efekcie o zbrodni napisano już kilkanaście książek, tysiące artykułów i zrealizowano setki programów telewizyjnych. Niebawem będzie można obejrzeć dwa filmy fabularne. Tyle że nikt nie wie, co naprawdę stało się feralnej nocy z 1 na 2 listopada 2007 r. Ma to wyjaśnić proces apelacyjny, który rusza 24 listopada. A wraz z nim kolejna fala książek i szaleństwa medialnego.

Policja przybyła pod „dom horroru” w południe 2 listopada, by wyjaśnić, co robią dwa telefony komórkowe na trawniku sąsiedniej posesji. Jak się potem okazało, należały do ofiary, brytyjskiej studentki Meredith Kercher, która mieszkała z Amandą i dwiema włoskimi studentkami na pierwszym piętrze. Przed domem byli już Amanda i jej nowo poznany chłopak Raffaele Sollecito. Wyjaśnili, że spędzili noc w mieszkaniu Włocha, a teraz nie chcą wchodzić do środka, bo najwyraźniej ktoś się włamał, o czym miało świadczyć wybite okno na pierwszym piętrze. Policjanci weszli do pustego mieszkania. Wyważyli drzwi do pokoju Brytyjki i znaleźli ją martwą na podłodze w kałuży krwi.

Pięć dni później, po serii przesłuchań, policja aresztowała Amandę i Raffaele, a też Bogu ducha winnego Patricka Lumumbę z Konga, właściciela baru w Perugii, w którym dorabiała młoda Amerykanka. To właśnie jego wskazała policji jako sprawcę zbrodni. Po dwóch tygodniach okazało się, że Lumumba jest niewinny, za to w pokoju i na ciele ofiary znaleziono ślady DNA, w tym nasienia, Rudiego Guede, chłopaka z Wybrzeża Kości Słoniowej, zaadoptowanego przez włoską rodzinę z Perugii. Pracą trudnił się rzadko, kilka razy złapano go na drobnej kradzieży. Kilkakrotnie bywał za to w „domu horroru”, głównie odwiedzając mieszkających na parterze włoskich studentów. Przypuszczalnie dostarczał im marihuanę i haszysz. Przy okazji poznał Meredith i Amandę.

Zaraz po morderstwie wyjechał do Niemiec, ale zatrzymanego w pociągu bez biletu wydano do Włoch. W niecały rok później został skazany na 30 lat więzienia, w apelacji wyrok obniżono do 16 lat, bo przeprosił rodzinę Meredith za swój udział w zbrodni. Twierdził, że owszem, odbył stosunek z Meredith (badania wykazały, że był to gwałt), wyszedł do łazienki, a kiedy wrócił do jej pokoju, umierała, brocząc krwią. Przez okno zobaczył sylwetki dwóch uciekających osób, podobnych do Amandy i Raffaele. Ich proces toczył się osobno. Rudi odmówił składania w nim jakichkolwiek zeznań. 6 grudnia sąd skazał Amerykankę na 26, a Włocha na 25 lat więzienia. Teraz zaczyna się apelacja, od której strony mogą się jeszcze odwołać do włoskiego sądu najwyższego.

Włoskie media kochają makabrę. Co roku dochodzi tu do ok. 600 morderstw i o niemal wszystkich włoskie telewizje donoszą w głównych wydaniach swoich dzienników. Punktualnie w 15 minucie codziennych wiadomości z ekranów leje się krew i łzy rodzin ofiar. Następnego dnia piszą o tym najpoważniejsze dzienniki. Najbardziej frapujące i zagadkowe mordy, podobnie jak związane z nimi procesy, potrafią stać się niemal codzienną pożywką mediów nawet na lata. Włosi dyskutują o nich w kolejkach, restauracjach i barach. Nie inaczej rzecz się miała z mordem w Perugii, co natychmiast ściągnęło do miasta tabuny dziennikarzy z Włoch, Wysp i USA, i to czołowych ogólnokrajowych mediów.

Nie zawiedli się, bo włoscy policjanci i prokuratorzy mają bardzo długie języki. Dzięki temu stają się gwiazdami mediów, występują w najpopularniejszych programach publicystycznych, trafiają na łamy prasy, co zaspokaja ich próżność, a i może mieć wpływ na dalszą karierę zawodową. Inną plagą włoskiego wymiaru sprawiedliwości są przecieki do mediów. Tajne dokumenty procesowe, treść podsłuchanych rozmów telefonicznych, mimo że objęte tajemnicą śledztwa, natychmiast trafiają do dziennikarzy, nierzadko zmanipulowane. Nie sposób uniknąć podejrzenia, że włoscy prokuratorzy i śledczy tak kręcą mediami, by zyskać w nich niejako oskarżyciela posiłkowego. W ten sposób do mediów już w kilka tygodni po aresztowaniu Amandy i Raffaele przeciekły informacje, że chodziło o satanistyczny mord rytualny, popełniony podczas seksualnej orgii pod dyktando ziejącej żądzą zemsty diablicy Amandy.

Była urażona krytyką Brytyjki, że prowadzi rozwiązłe życie seksualne, jest bałaganiarą, trzyma w łazience prezerwatywy i wibrator. Owinęła sobie wokół palca Raffaele i Rudiego. To ten ostatni gwałcił, a Amanda z ukochanym mieli trzymać ofiarę, by ją potem zarżnąć dwoma nożami. Co ważne, taką właśnie wersję wydarzeń dwa lata później przedstawił prokurator. Tym tropem natychmiast poszli dziennikarze. Włoska i brytyjska prasa ochrzciły Amandę „Lucyferką”, „Aniołem Śmierci”, a przy okazji „dziwką”. W tym kluczu analizowano każde zachowanie dziewczyny, rzekomą obojętność na śmierć współlokatorki. Szkolne przezwisko „Foxy Knoxy”, które zawdzięcza sprytowi w polu karnym, bo dobrze grała w piłkę, interpretowano wyłącznie w jego seksualnej konotacji. Podobnych fauli i niedyskrecji włoscy śledczy mają na sumieniu bez liku.

 

 

Ofiara metod śledczych

Niezgodnie z prawdą, acz z premedytacją, poinformowali dziewczynę, że jest nosicielką wirusa HIV. Przerażona Amanda w prowadzonym w więzieniu dzienniczku zaczęła zastanawiać się, kto mógł ją zarazić, wymieniając przy okazji sześciu partnerów, których miała w swoim 20-letnim życiu. Dzienniczek zarekwirowano i natychmiast trafił w ręce dziennikarki „Corriere della Sera” Fiorenzy Sarzanini. Tak powstała książka „Amanda i inni”, którą reklamowano pod hasłem „Chcesz poznać prawdę o mordzie w Perugii zanim sąd ogłosi wyrok? Przeczytaj!”. Fragmenty ukazały się w największym dzienniku Włoch. Wynikało z nich, że studenci w Perugii (stanowią 25 proc. populacji) żyją jak mieszkańcy Sodomy i Gomory, a Amanda to opętana seksem nimfomanka, niezrównoważona psychicznie łowczyni mężczyzn, na których ma szatański wpływ.

Rodzina i przyjaciele Amandy też nie próżnowali. Do zorganizowania kontrkampanii zaangażowali fachowca od piaru Davida Marriotta. Ten przeszkolił matkę, ojca i ojczyma Amandy, co i jak mają mówić mediom, a umożliwiał kontakt i wywiady tylko tym dziennikarzom, którzy przyrzekli przedstawić Amandę w korzystnym świetle i podkreślać błędy popełnione przez śledczych. Udało mu się zorganizować grupę Przyjaciele Amandy, do której przystąpili znani amerykańscy prawnicy i fachowcy FBI. Amerykańska senator Maria Cantwell uznała, że Knox padła ofiarą antyamerykanizmu. Zainteresowała sprawą sekretarz stanu Hillary Clinton. W obronie Amandy stanął jeden z najbogatszych Amerykanów Donald Trump.

W efekcie np. „Christian Science Monitor” napisał: „Mniejsza o włoskie polowanie na czarownicę. Amanda jest niewinna”, a „Daily Telegraph” po wyroku z grudnia ubiegłego roku: „Amanda Knox winna. Ale czego?”. Zdaniem większości amerykańskich mediów Amanda padła ofiarą własnej swobody obyczajowej, nie do przyjęcia w tradycyjnym i pełnym hipokryzji włoskim społeczeństwie. Pisano również, że Amanda karmiona jest w więzieniu lekami psychotropowymi, że ślepnie, że grozi jej zostanie lesbijką. Przez wszystkie amerykańskie media przeparadowali broniący Amandę prawnicy, wskazując nie bez racji, że nieprzychylne dziewczynie włoskie media, które skazały ją już w chwili aresztowania, nie mogły pozostać bez wpływu na ławę przysięgłych, a akt oskarżenia jest zbiorem karkołomnych hipotez psychoanalityka amatora.

Ofiara pamięci

Z kolei eksperci FBI wskazywali na wątły materiał dowodowy, na podstawie którego w USA nie wydano by nawet nakazu rewizji. W odpowiedzi we włoskich mediach pojawiły się złośliwe komentarze, że Amanda popełniła jeden zasadniczy błąd: zamordowała we Włoszech, a nie w USA, gdzie najpewniej uszłoby jej to na sucho. W zalewie wrogich i skazujących Amandę włoskich publikacji ostatnio, 19 października, pojawił się wyjątek. Włoski deputowany Rocco Girlanda, równocześnie prezes towarzystwa przyjaźni włosko-amerykańskiej, wielokrotnie odwiedzał Amandę w więzieniu i streścił rozmowy w książce „Pójdę z tobą”.

Z portretu wyłania się wrażliwa, subtelna, inteligentna dziewczyna, bardzo dzielnie stawiająca czoło arcytrudnej sytuacji, w której się znalazła. Pisze opowiadania i wiersze, czyta z uwielbieniem Alberto Moravię w oryginale, wygłaszając o pisarzu niebanalne sądy. Nie ogląda telewizji, ale pożera literaturę: Dostojewski, Joyce, Marquez, Goethe, Irving Stone. Otrzymuje setki listów z poparciem, a nawet propozycje matrymonialne. Jeśli wyjdzie za mąż, to zaadoptuje biedne dziecko, a dopiero potem pomyśli o własnych. Jest niewierząca, ale codziennie uczestniczy w mszach. O tragedii w Perugii nie rozmawiali. Ale Girlanda, mający córkę w wieku Amandy, pisze w zakończeniu, że pod wpływem włoskich mediów na pierwsze spotkanie rok temu szedł przekonany o jej winie. Teraz, gdy ją poznał i się z nią zaprzyjaźnił, jest pewien, że jest niewinna, bo tak wspaniała dziewczyna po prostu nie byłaby w stanie popełnić brutalnej zbrodni.

Włoskie media przygotowują sequel „Czy ten anioł mógł zabić?”. Większość gazet i stacji telewizyjnych, rekapitulując wydarzenia i zapowiadając proces apelacyjny, konkluduje nie bez racji, że Amanda wpadła w sieci własnych kłamstw, bo wielokrotnie zmieniała zeznania, by w końcu, podobnie jak Raffaele, tłumaczyć się amnezją z powodu wypalonej trawki i haszyszu. Tylko gdzieniegdzie słychać zarzuty, że w tej sprawie bezwzględne i żądne krwi włoskie media przekroczyły wszelkie granice przyzwoitości i de facto przejęły rolę oskarżyciela. Inni z kolei ubolewają, że za sprawą mediów zupełnie w cień zeszła tragedia Meredith i jej rodziny.

 

Autor jest korespondentem „Rzeczpospolitej”

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

„Nie prowadzimy lekcji z masturbacji”, czyli na czym polega edukacja seksualna

Nie chodzi o to – jak wydaje się niektórym – żeby pokazywać techniki masturbacyjne. Raczej o to, żeby specjaliści wytłumaczyli rodzicom i wychowawcom, że coś takiego jak masturbacja dziecięca istnieje.

Dominika Buczak
17.06.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną