30 lat temu odszedł Marc Chagall

Komisarz Chagall
Nigdy nie wrócił do Witebska. Niemieccy żołnierze zniszczyli wszystko, co było częścią życia artysty – synagogi, domy, ludzi.
'Nad Witebskiem', 1915
materiały prasowe

"Nad Witebskiem", 1915

„Zegar z wahadłem i błękitnym skrzydłem” (1949)
materiały prasowe

„Zegar z wahadłem i błękitnym skrzydłem” (1949)

Z lewej „Między światłem i ciemnością” (1938).
Forum

Z lewej „Między światłem i ciemnością” (1938).

Artykuł pochodzi z 48 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 29 listopada.
Polityka

Artykuł pochodzi z 48 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 29 listopada.

„Wilhelmie, poprzestań na Warszawie i Kownie, nie idź na Dźwińsk! A przede wszystkim nie ruszaj Witebska! Jestem tam i maluję swe obrazy”. To rozpaczliwa prośba Marca Chagalla do niemieckiego cesarza. Armia carska doznawała kolejnych klęsk w walce z najeźdźcą, co miało swoje konsekwencje. „Dla naczelnego dowódcy armii, wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza, każda klęska była pretekstem do obwiniania Żydów” – pisze Chagall we wspomnieniach „Moje życie”. Żydzi zmuszeni byli do ucieczki. A malarz z Witebska chciał „dać im chociaż bezpieczne schronienie” na swych obrazach. Przetrwali na płótnie.

„Jestem realistą”

Poznali się w Witebsku. Bella Rosenfeld, najmłodsze dziecko zamożnych rodziców i Marc Chagall, najstarszy syn rodziny robotniczej, której jedynym majątkiem były dzieci. Zimą 1906 r. Marc wyjeżdża na studia do Petersburga. Tam dzięki Leonowi Bakstowi poznaje francuski modernizm. Nie zawsze może liczyć na wsparcie mecenasów. Często brakuje mu pieniędzy na wynajęcie pokoju, a nawet łóżka. Zmuszony jest dzielić je z pewnym robotnikiem. „Był aniołem” – pisze we wspomnieniach. – Był wobec mnie tak uprzejmy, że chcąc zrobić mi więcej miejsca, sam przyciskał się do ściany. Leżałem tyłem do niego, z twarzą zwróconą do okna i wdychałem świeże powietrze”.

W 1911 roku Chagall jedzie do Paryża, gdzie poznaje artystów i pisarzy należących do awangardy – Guillaume’a Apollinaire’a, Blaise’a Cendrarsa, Maksa Jacoba, Fernanda Légera, a także wielu Rosjan. Chagall jest pod ich wpływem, a jednak kreuje swój własny styl, w którym jaśnieje wspomnienie Witebska i żydowskich rytuałów. O „dumnych” kubistach, wystawionych obok niego w Paryżu, mówi: „Niech sobie jedzą do syta swe kwadratowe gruszki przy trójkątnych stołach!”. Nie uważa się za fantastę: „Jestem realistą. Kocham ziemię”. Nawet wtedy, gdy przedstawia siebie stojącego na głowie przed sztalugą lub na gwaszu „Wyobraźnia” z 1912-1913 roku z głową pod pachą i siedmioma palcami. To wewnętrzna rzeczywistość, którą wyraża żydowskie przysłowie: robić coś siedmioma palcami, czyli z oddaniem. U Apollinaire’a poznaje Herwartha Waldena, który w 1914 r. w swej berlińskiej galerii „Der Sturm” pomaga mu zorganizować pierwszą samodzielną wystawę. Staje się sławny. Jeszcze tylko pojechać do Witebska na ślub siostry. I samemu wziąć ślub, oczywiście z Bellą. A potem razem do Paryża. Tak planował, ale zamiast planowanych trzech miesięcy musiało minąć osiem lat, nim znów mógł wrócić do Francji. W międzyczasie przeżył I wojnę światową i rewolucję rosyjską.

Dlaczego koń lata?

Rodzice Belli, właściciele trzech sklepów jubilerskich w Witebsku, nie chcą mieć biednego Żyda za zięcia. Czy on nie kładzie sobie różu na policzki? Matka jest oburzona. W końcu w 1915 r. Marc i Bella biorą ślub; rok później na świat przychodzi ich córka Ida. Mieszkają w Piotrogrodzie, w maleńkim mieszkanku. O malowaniu Chagall może zapomnieć. Pracuje w kancelarii wojskowej u brata Belli, Jakowa. Chagall postrzega to jako karę: Mój przełożony toczył tam ze mną wojnę. W końcu wojna się kończy i nastaje pokój. Rewolucja lutowa. Ludzie zaczynają szeptać: Lenin przyjechał. Ma powstać ministerstwo sztuki. Wśród kandydatów wymienia się także nazwisko Chagalla, ale ten od posady ministra woli Witebsk. Bella cieszy się, że znów będzie mógł malować. Jednak, jak wspomina z westchnieniem Chagall: Zamiast zająć się spokojnie malowaniem, założyłem Akademię Sztuk Pięknych i zostałem jej rektorem.

Zbliża się pierwsza rocznica rewolucji październikowej. Chagall, teraz już komisarz sztuk pięknych w obwodzie witebskim, instruuje, jak przystroić ulice, dostarcza szkice. Zaczyna się kopiowanie narysowanych przez niego krów i koni. A 25 października, jak pisze w swych wspomnieniach, „moje kolorowe zwierzęta wypełnione rewolucją kołysały się po całym mieście. Robotnicy maszerowali, śpiewając Międzynarodówkę”. Jest szczęśliwy: „Widząc uśmiech na ich twarzach, byłem pewien, że mnie rozumieli”. Jedynie „przywódcy ruchu robotniczego, komuniści – pisze – wydawali się mniej zadowoleni". Pytali: „Dlaczego krowa jest zielona, a koń leci do nieba?”. Co to ma wspólnego z Marksem i Leninem? Szybko trzeba było odlewać cementowe popiersia, które rozpuszczały się na deszczu – drwi po czasie Chagall. Na jego obrazach prawie nie widać rewolucji. „Spacer” z 1919 r., gwasz, który mógłby być szkicem sztandaru, przedstawia mężczyznę i kobietę. On stoi mocno na ziemi, ona trzymając go za rękę, fruwa w powietrzu niczym latawiec. Dzieło sugeruje radość i chęć czynu.

Pod mokrą pierzyną

Pojawiają się jednak problemy z pozyskaniem subwencji dla Akademii; ciężko zdobyć pieniądze na potrzebne materiały, farby. W tych sprawach Chagall mógł zwykle liczyć na pomoc Łunaczarskiego. Znają się z Paryża. Ale tym razem ludowy komisarz oświaty zdaje się w ogóle nie słuchać Chagalla. Na jego prośby odpowiada: Jak pan myśli towarzyszu Chagall, co jest ważniejsze, jak najszybciej naprawić most, czy wydawać pieniądze na pańską Akademię?. Gdzieś przecież muszą go wysłuchać. Poparcie udaje się uzyskać u młodych komisarzy. A to dlatego, że nie traktuje ich do końca poważnie i dla żartu poklepuje po pośladkach. Chagall wspomina, jak pewnemu 19-letniemu komisarzowi wojskowemu o słusznej posturze wskakiwał „triumfalnie na plecy”. Efekt: „Wszystko to wzmagało respekt władz miejskich wobec sztuki”.

Zdecydowanie mniej respektu okazują koledzy-wykładowcy El Lissitzky i Kazimierz Malewicz. Wzniecają w Akademii małą rewolucję i samowolnie przemianowują ją na Akademię Suprematyczną. Chagall nie przepada za tym kierunkiem w sztuce. „Malewicz – pisze z przekąsem – otaczał się kobietami, opętanymi »suprematycznym« mistycyzmem”. Jest rozżalony i czuje się zdradzony przez przyjaciół. On, który chciał zmienić zwykłych mieszkańców w artystów. Chagall wyjeżdża do Moskwy. Dostaje pokój, do którego przez szpary wpada śnieg, Bella i Ida śpią pod mokrą pierzyną. Głód, potem pół krowy wtaszczone na piąte piętro. Pracuje dla Żydowskiego Teatru Kameralnego, tworzy scenografie, kostiumy, wielkie malowidła ścienne. Na próżno czeka na honorarium. I uczy sieroty w Małachowce, dzieci, które zapomniały, co to śmiech. Te „rzuciły się na farby jak dzikie zwierzęta na mięso”. Pracując nad malowidłami ściennymi w Teatrze Żydowskim, przypomina sobie swego przodka Chaima Ben Isaaka Halewiego Segala, który wbrew żydowskiemu anikonizmowi ozdobił starą synagogę w Mohylewie malowidłami religijnymi. Mohylew – miasto na Białorusi, gdzie w październiku 1941 r. niemieccy żołnierze dokonali masakry na ludności żydowskiej, w tym na kobietach i dzieciach.

 

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną