Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Łukaszenka we własnej skórze

Po wyborach na Białorusi

Wybory prezydenckie na Białorusi zakończone, Aleksander Łukaszenka wygrał, jeden kontrkandydat w szpitalu, trzech w areszcie. Manifestanci rozpędzeni.

To, że Łukaszenka zdecydował brutalnie spacyfikować demonstrantów, manifestujących w Mińsku przeciwko wynikowi wyborów jest zaskakujące poprzez swoją bezczelność. Pobicie trzech kontrkandydatów w wyborach, także dwóch najwyżej notowanych, Uładzimira Niaklajeua i Andrieja Sannikowa tę bezczelność jeszcze bardziej obnaża. Bo tak niedawno białoruski prezydent starał się demonstrować, że w stylu jego rządzenia zaszła zmiana.

Kampania wyborcza pierwszy raz była bez ograniczeń, kandydaci agitowali na ulicach i nikt ich nie przepędzał, spotkania odbywały się bez ingerencji milicji. Oficjalnie, w pierwszym programie telewizji państwowej, wzywali też do wyjścia z domów i zamanifestowania sprzeciwu w dniu wyborów wieczorem. Prezydent miał w tym cel: zademonstrowanie Zachodowi, że nazywanie go dyktatorem to zwykła przesada. I mogło tak pozostać. Bo to, że Łukaszenka wygra wybory nie budziło wątpliwości, ani nawet, że stanie się to w pierwszej turze. Można się było spierać o wynik, czy to będzie 80 czy 68 procent. Bo Łukaszenka wciąż cieszy się poparciem, choć jest ono zdecydowanie mniejsze niż kilka czy kilkanaście lat temu, coś się jednak zmieniło w kraju. Ale przecież rządzi już 16 lat, więc i spadek notowań jest obiektywnie zrozumiały, mógł łatwo wytłumaczyć gorszy wynik i nawet coś na tym zyskać.

A co zyskał wydając polecenie pałowania ludzi i zamykania w aresztach? U siebie w kraju pewnie spokój na jakiś czas. Pokazał, że jest zdecydowany, silny, że resorty siłowe stoją po jego stronie, że pogłoski o antyprezydenckich nastrojach w wojsku, milicji i administracji są przesadzone. A bez takich nastrojów żadna manifestacja nie zakończy się udanie. Tak jak bez poparcia milicji i wojska nie udałaby się rewolucja w Kijowie. Części społeczeństwa z pewnością to się spodoba. Ale pozostali, którzy tej władzy mają już po uszy, mimo to głosują na Łukaszenkę, bo się boją, bo nie widzą alternatywy, bo myślą, że w końcu nie jest tak źle i nie zamierzali mieszać się do polityki teraz mogą zmienić stanowisko. Zwłaszcza pobicie i aresztowanie kontrkandydatów może taką reakcję wywołać. Bo skoro Łukaszenka jest taki wspaniały to dlaczego boi się kilku mało jednak znanych facetów, debiutujących w opozycji? Kazał pobić ze strachu i po to, żeby strach w ludziach pielęgnować. Żeby pokazać, że nawoływanie do zmiany władzy się nie opłaca. I to jest polityczna głupota Łukaszenki, bo tymi metodami społeczeństwa nie da utrzymać w posłuszeństwie na wieki, zwłaszcza mając za sąsiadów Unię Europejską.

Inna sprawa, że opozycja jak zwykle była do manifestowania nieprzygotowana, ani do spotkania na Placu Październikowym – choć od miesiąca zwoływano tam wiec, ani później, gdy manifestanci bezładnie ruszyli w kierunku Placu Lenina. A rewolucji całkiem spontanicznie się nie zrobi.

A Bruksela? Już wyczerpała już cały arsenał środków przeciwko białoruskiemu reżimowi. Ciekawe, na co się zdobędzie teraz.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Historia

Sto lat, szmat czasu. Górnego Śląska trudny powrót do domu

Śląsk przechodził przez wieki z rąk do rąk. Dziwny, z niebem niegdyś zasnutym dymami, dziś bujny zielenią. Słyszał różne mowy – czeską, niemiecką, włoską, angielską, francuską, polską. Sam gada swoim językiem, który nie ma prawa głosu, choć uparcie się o ten głos upomina.

Jan Dziadul
25.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną