Białoruś: Łukaszenka z nikim się nie liczy

Świat się dowiedział, nic nie powiedział
Wywleczenie w środku nocy ze szpitala w Mińsku i porwanie ciężko pobitego przez służby specjalne kandydata na prezydenta Białorusi w niedzielnych wyborach Uładzimira Niaklajewa, człowieka, któremu dopiero co odłączono kroplówkę, i nie mógł chodzić o własnych siłach to skandal, jakiego w tej części Europy od dawna nie byliśmy świadkami.

Od czasów stalinowskich? Od najmroczniejszych momentów stanu wojennego w Polsce? To niesłychane, bo Stalin umarł dawno, a w Białorusi nie ma stanu wojennego! Nikt nie zawiesił oficjalnie praw i swobód obywatelskich, nie wyrzucił z kraju obserwatorów międzynarodowych.

Niaklajew walczył o urząd oficjalnie. Tak samo zresztą jak pozostałych dziewięciu kandydatów, z których siedmiu znalazło się w więzieniu w dniu wyborów. Zgarnięto też nocą członków ich sztabów.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną