Strauss-Kahn Dominique

Bankier z ludzką twarzą
Dyrektor generalny MFW pilotuje narodziny światowego rządu gospodarczego. Start w wyborach prezydenckich we Francji nie musi być dla niego awansem.
Bankrutujące rządy przychodzą do niego po pomoc, światowe potęgi zasięgają jego opinii.
Zhang Jun/Xinhua Press/Corbis

Bankrutujące rządy przychodzą do niego po pomoc, światowe potęgi zasięgają jego opinii.

Kandydaturę Dominique Strauss-Kahna na dyrektora MFW wymyślił jego stary przyjaciel, premier Luksemburga Jean- Claude Juncker (po prawej).
GEORGES GOBET/AFP

Kandydaturę Dominique Strauss-Kahna na dyrektora MFW wymyślił jego stary przyjaciel, premier Luksemburga Jean- Claude Juncker (po prawej).

Dominique Strauss-Kahn z żoną Anne Sinclair. Była znaną dziennikarką, jeszcze zanim zwiazała się z DSK.
FRED DUFOUR/AFP

Dominique Strauss-Kahn z żoną Anne Sinclair. Była znaną dziennikarką, jeszcze zanim zwiazała się z DSK.

To wyglądało prawie jak zmiana warty w Pałacu Elizejskim. Nicolas Sarkozy i Dominique Strauss-Kahn wychodzą na schody, by uścisnąć sobie ręce przed kamerami, po bokach gwardziści z szablami w galowych mundurach jak na powitanie głowy państwa. Jeden gest mówi więcej niż słowa: dyrektor MFW żegna się z prezydentem Francji, trzymając rękę w kieszeni. Gdy Sarkozy znika w pałacu, druga też ląduje w spodniach, a Strauss-Kahn schodzi do dziennikarzy, jakby już tu urzędował. „Rozmawialiśmy z prezydentem o jego programie na szczyt G20. Jest ambitny i w wielu punktach dotyczy MFW. Każdy z nas będzie pracował na swoim miejscu” – mówi mediom.

Popularny pragmatyk

Od czasów Jacquesa Delorsa żaden Francuz nie miał takiego wpływu na światową gospodarkę. Bankrutujące rządy przychodzą do niego po pomoc, światowe potęgi zasięgają jego opinii, media śledzą każdą podróż, szukając zapowiedzi nowych działań ratunkowych. Kryzys katapultował MFW na pierwsze strony gazet, ale to dzięki Strauss-Kahnowi fundusz zajmuje centralne miejsce w nowym ładzie gospodarczym, jaki rodzi się na szczytach G20. Mówiący po angielsku i niemiecku, do tego dowcipny i bezpośredni – szef MFW podważa stereotyp zadufanego Francuza. Co nie przeszkadza mu delektować się nowo zdobytą pozycją i zainteresowaniem.

Korpulentny 61-latek z młodzieńczym uśmiechem jest dziś najpopularniejszym politykiem Francji. Wyborcy lewicy wskazują go jako najlepszego kandydata na prezydenta w 2012 r., mało tego, według ostatnich sondaży bije Sarkozy’ego w drugiej turze przewagą 62 do 38 proc. głosów. Sam zainteresowany nie mówi nie, ale też nie ogłosił swojej kandydatury – wie, że gdy tylko to zrobi, będzie musiał ustąpić z MFW. Pytanie o start w wyborach wraca jak bumerang przy każdej wizycie w Paryżu, padło też w połowie listopada na schodach Pałacu Elizejskiego. „Nie mam absolutnie żadnego komentarza w tej sprawie” – odpowiedział z uśmiechem Strauss-Kahn.

Francuzi nazywają go DSK. Syn radcy prawnego i dziennikarki, Strauss-Kahn urodził się w zamożnej rodzinie żydowskiej w podparyskim Neuilly. Wychował się w Agadirze i Monako, maturę robił już z powrotem w Paryżu. Ukończył prawo i napisał doktorat z ekonomii, ale oblał egzaminy do elitarnej ENA, Państwowej Szkoły Administracji, gdzie produkuje się francuskich polityków. Został więc wykładowcą ekonomii, a w 1981 r. zaczął doradzać Lionelowi Jospinowi, nowemu sekretarzowi generalnemu socjalistów z namaszczenia François Mitterranda, który właśnie wygrał wybory prezydenckie.

Jospin i Strauss-Kahn to przeciwieństwa. Pierwszy był wówczas wierzącym trockistą, absolwentem ENA i pracowitym działaczem partyjnym. Drugi to wybitny umysł, niepoprawny bon vivant z talentem do ekonomii, ale bez zacięcia do partyjnych gierek. Na początku lat 90. po raz pierwszy wszedł do rządu, ale jego kariera ruszyła na dobre po odejściu Mitterranda. Gdy w 1997 r. Jacques Chirac ogłosił przedterminowe wybory, Jospin zjednoczył partię, a Strauss-Kahn napisał jej program gospodarczy. To on wymyślił 35-godzinny tydzień pracy, do dziś sztandarową reformę lewicy. Jospin został premierem, DSK – ministrem gospodarki i finansów.

Szybko wyrósł na drugą osobę w rządzie. Socjaliści załapali się na końcówkę boomu lat 90., gospodarka kwitła, a DSK prywatyzował państwowe molochy z France Télécom na czele i ciął podatki. W partii zdominowanej przez ideologów uosabiał pragmatyzm, część lewicy widziała w nim francuskiego Blaira, polityka zdolnego nawrócić partię z socjalizmu na socjaldemokrację i pogodzić ją z rynkiem. Był murowanym kandydatem na premiera, gdy Jospin wygra, jak wierzyli socjaliści, wybory prezydenckie w 2002 r. Tym większy szok, gdy po dwóch latach rządów karierę obiecującego ministra zrujnowała seria aferalnych oskarżeń.

Niebezpieczna kas(et)a

Zanim został ministrem, Strauss-Kahn zarabiał jako radca prawny. Wśród jego klientów było towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych MNEF – wziął od niego duże pieniądze, ale w aktach firmy nie ma śladu po jego działalności. Gdy śledczy odkryli w MNEF przekręty, minister podsunął im dokumenty, które okazały się antydatowane. Podejrzany o oszustwo i utrudnianie śledztwa, DSK musiał złożyć dymisję. Potem było tylko gorzej: śledczy na tropie afery Elfa sądzili, że koncern opłacał mu sekretarkę, a rok później jego nazwisko wypłynęło w sprawie kasety Méry’ego. Chodziło o skarbnika prawicy, który przed śmiercią nagrał wyznanie obciążające Chiraca.

Kopia wyciekła do prasy, ale gdy prokuratorzy chcieli zdobyć oryginał, adwokat Méry’ego odesłał ich do Strauss-Kahna, twierdząc, że przekazał mu kasetę, gdy ten był ministrem. DSK twierdził, że jej nie oglądał – policja zrobiła rewizję, ale po kasecie nie było śladu, a bez niej nie można wszcząć śledztwa. Adwokat zmarłego służył wyjaśnieniem: twierdził, że minister finansów wziął kasetę w zamian za łagodne potraktowanie jego innego klienta, projektanta mody Karla Lagerfelda, który zalegał fiskusowi z podatkami. Pojawiły się domysły, że Strauss-Kahn oddał kasetę Chiracowi w zamian za to, że prezydent ułatwi mu zwycięstwo w wyborach na mera Paryża.

W 2001 r. DSK został oczyszczony ze wszystkich zarzutów, ale nie był już nadzieją lewicy. Rok później Jospin z kretesem przegrał wybory prezydenckie, przepuszczając do drugiej tury Jean-Marie Le Pena. Socjaliści byli zmuszeni poprzeć Chiraca i patrzeć, jak z ich pomocą zgarnia 82 proc. głosów. Miesiąc później Strauss-Kahn odzyskał mandat w Zgromadzeniu Narodowym, ale socjaliści na dobre wylądowali w opozycji. DSK trzymał się na uboczu – jako pierwszy francuski polityk uruchomił bloga i myślał o następnych wyborach prezydenckich. W 2006 r. przegrał jednak wyścig o nominację socjalistów z Ségolčne Royal, mimo że był lepszym kandydatem.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną