EGIPT: Bractwo Muzułmańskie wychodzi z cienia

Bracia milczą coraz głośniej
W Egipcie rośnie w siłę Bractwo Muzułmańskie. Być może w nadchodzących wyborach to ono wraz z Naczelną Radą Wojskową dostanie najwięcej głosów i wspólnie stworzą rząd. Czy o to chodziło rewolucjonistom z placu Tahrir?
Premier Esam Szaraf (z mikrofonem), wspierany przez Naczelną Radę Wojskową Egiptu, byłby bardziej przekonujący dla rewolucjonistów, gdyby u jego boku nie stał lider Bractwa Muzułmańskiego Mohamed Beltagi (na fot. po lewej).
MOHAMED OMAR/EPA/PAP

Premier Esam Szaraf (z mikrofonem), wspierany przez Naczelną Radę Wojskową Egiptu, byłby bardziej przekonujący dla rewolucjonistów, gdyby u jego boku nie stał lider Bractwa Muzułmańskiego Mohamed Beltagi (na fot. po lewej).

Zdaniem niezależnych obserwatorów we wrześniowych wyborach prezydenckich Bracia Muzułmańscy i ich poplecznicy zgarną co najmniej jedną trzecią głosów.
EPA/PAP

Zdaniem niezależnych obserwatorów we wrześniowych wyborach prezydenckich Bracia Muzułmańscy i ich poplecznicy zgarną co najmniej jedną trzecią głosów.

Esam Szaraf, niedawno namaszczony przez Naczelną Radę Wojskową Egiptu na stanowisko premiera, pojawił się na kairskim placu Tahrir, kolebce rewolucji, aby wygłosić swoje pierwsze publiczne przemówienie. W tle, na ogromnym telebimie, przesuwały się sceny libijskiego dramatu. Tłum stał odwrócony plecami do wydarzeń w Trypolisie i Bengazi.

Szaraf mówił przekonująco, nawoływał do spokoju i cierpliwości, zapewniał, że demokracja stoi za progiem – ale nie porwał za sobą młodych Egipcjan. Może dlatego, że człowiek stojący u jego boku symbolizował całkowicie inne przesłanie. Mohamed Beltagi to postać dobrze znana w kraju nad Nilem: jeden z liderów Bractwa Muzułmańskiego; w maju ubiegłego roku prowadził flotyllę statków usiłujących rozbić blokadę Strefy Gazy, bastionu fundamentalistycznego Hamasu. Teraz, choć wybrał milczenie, swoją obecnością symbolizował możliwość aliansu armii i Braci Muzułmańskich. Nie o taką przyszłość walczyli rewolucjoniści, którzy obalili dyktaturę Mubaraka.

Powrót Braci

Formalnie zdelegalizowani, Bracia opuszczają więzienia tylnymi drzwiami i po niemal 50 latach szeroką ławą wracają na egipską scenę polityczną, zostawiając za sobą oskarżenia o zabójstwo pierwszego premiera Mahmuda Nakrasziego i nieudany zamach na prezydenta Gamala Abdela Nasera w 1954 r. oraz zabójstwo prezydenta Anwara Sadata podczas defilady wojskowej w październiku 1981 r.

W nowym politycznym rozdaniu dużo mówi się o przyszłości, ale liczy się tylko teraźniejszość. Niezależni obserwatorzy oceniają, że w czerwcowych wyborach do parlamentu, a także wrześniowych wyborach prezydenckich Bracia Muzułmańscy i ich poplecznicy zgarną co najmniej jedną trzecią głosów. Z takim posagiem mogą stać się mile widzianym partnerem koalicyjnym pułkowników i generałów, wspieranych przez niedobitki Partii Narodowo-Demokratycznej, bastionu politycznego Hosniego Mubaraka.

Pierwszy egzamin zdali na piątkę: 67-letni dr Mohamed Badie, Naczelny Instruktor Bractwa (taki tytuł nosi lider ruchu), a także podległe mu 16-osobowe Biuro Instruktorów nakazali sympatykom ruchu wzięcie udziału w powszechnym referendum i poparcie projektu zmian w konstytucji. Z 45 mln uprawnionych do głosowania w plebiscycie wzięło udział około 17 mln Egipcjan. Gdy komisje wyborcze podliczyły głosy, okazało się, że 77 proc. uczestniczących w referendum zatwierdziło poprawki wprowadzone przez Komitet Ustawodawczy, którego skład nigdy nie został podany do publicznej wiadomości.

Poprawiona konstytucja ogranicza urzędowanie prezydenta do dwóch kadencji, a trwanie stanu wyjątkowego do sześciu miesięcy. Dziwnym zbiegiem okoliczności nowa konstytucja zawiera również zdanie jakby żywcem przejęte z programu ideowego Bractwa: „kandydat na prezydenta musi być Egipcjaninem zrodzonym z egipskich rodziców, nie może być chrześcijaninem ani kobietą”. Według szariatu w świecie muzułmańskim kobieta nie jest osobą równouprawnioną.

Tajny aparat

Prawdziwe oblicze Bractwa Muzułmańskiego pozostaje wciąż tajemnicze. Mimo że działa od ponad 80 lat, nikomu z zewnątrz nie udało się całkowicie go poznać. Ideowym zadaniem Bractwa miało być nawracanie na islam świeckich krajów arabskich, a także skupisk ludności muzułmańskiej w Europie. Miało chronić tę ludność przed zgubnymi wpływami zachodniej kultury. W swych działaniach, ostatecznie prowadzących do tego, aby prawodawstwo oparte było na prawach szariatu, nie mieli stosować przemocy. Dżihad, czyli święta wojna, postrzegany był jako zarządzona przez Boga obrona przed duchową i fizyczną agresją innowierców, dopuszczalny tylko wówczas, gdy zawiodły wszystkie inne środki.

Wydaje się jednak, że tradycyjni przywódcy i myśliciele Bractwa, czerpiący natchnienie z nauk założyciela formacji Hasana al-Banny, pragnącego znaleźć pomost między tradycją a nowoczesnością, stracili kontrolę nad Golemem, którego stworzyli.

Bractwo nigdy nie było społecznym ani politycznym monolitem. Wywiady brytyjski i amerykański twierdzą, że jeszcze podczas II wojny światowej powstał w jego łonie radykalny odłam, nazwany „tajnym aparatem”. W latach 40., gdy egipskie ugrupowanie liczyło już 2 mln członków, „tajny aparat” nawiązał ścisłą współpracę z niemieckimi nazistami i czynnie wspierał wielkiego muftiego Jerozolimy Hadż Amina al-Husajniego w jego walce z brytyjskimi władzami kolonialnymi na Bliskim Wschodzie. Gdy wielkiemu muftiemu zaczął się palić grunt pod nogami, znalazł azyl w Berlinie, gdzie usiłował, bezskutecznie, stworzyć muzułmańską brygadę SS.

Po wojnie, w listopadzie 1948 r., egipska policja zatrzymała samochód, w którym znaleziono zarówno plany operacyjne „tajnego aparatu”, jak i nazwiska jego przywódców. Nastąpiło to kilka dni po serii zamachów na gmachy publiczne w Kairze i Aleksandrii. Aresztowano wówczas 32 osoby i skazano na wiele lat więzienia. Wkrótce po tym ówczesny premier Mahmud Nakraszi zdelegalizował Bractwo Muzułmańskie.

Decyzję przypłacił życiem: został zamordowany przez członka tego ruchu, studenta weterynarii Abdela Meguida Ahmeda Hassana. Przepaść wykopana wówczas między władzą państwową a ruchem ideowym, dążącym do wprowadzenia szariatu we wszystkich krajach muzułmańskich, a w przyszłości częściowo również w świecie zachodnim, wydawała się nie do przeskoczenia. Rzeczywistość wykazała, że w polityce wszystko jest możliwe.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną