Wyborcza klęska socjalistów

Hiszpanie mają dość
Dziesiątki tysięcy „indignados” (oburzonych), od ponad tygodnia okupujących główne place największych hiszpańskich miast, wzięło sprawy w swoje ręce i wymierzyło surową karę rządzącym socjalistom (PSOE), którzy w niedzielnych wyborach municypalnych i regionalnych ponieśli druzgocącą klęskę, najgorszą w historii.

Triumfowała prawica; opozycyjna Partia Ludowa (PP) zdobyła 39 proc. głosów, o dziesięć procent więcej niż PSOE. Prawdziwym zwycięzcą niedzielnego głosowania było jednak ponad 500 najróżniejszych organizacji tworzących antysystemowy ruch 15 maja (tego dnia zorganizowano pierwsze manifestacje).

Młodzi Hiszpanie, którzy ten ruch stworzyli, i tak byli nadspodziewanie cierpliwi. Przez trzy lata przyglądali się biernie, jak socjalistyczny rząd José Luisa Zapatero zatacza wielkie koło. Od śmiałych prób rozbudowy hiszpańskiego państwa socjalnego po drakońskie cięcia, których nie powstydziłby się żaden prawicowy gabinet. Dość powiedzieć, że jedyna grupa stojąca jeszcze murem za Zapatero to przedsiębiorcy.

Dziś blisko połowa młodych Hiszpanów poniżej 25 roku życia nie ma pracy, perspektyw i nadziei na przyszłość. Ci, co pracę jeszcze mają, zarabiają na ogół nie więcej niż 1000 euro, co starcza ledwie na skromną egzystencję. Pensje w administracji publicznej obcięto, becikowe – ponad trzy tysiące euro – zawieszono.

Zatłoczone niegdyś restauracje i bary opustoszały, podobnie jak sklepy. Kryzys i polityka zaciskania pasa coraz częściej zmusza Hiszpanów do zmiany stylu życia. Koniec z krążeniem od baru do baru przez całą noc, kolacjami przeciągającymi się do rana, beztroskimi biwakami na plaży i śniadaniami w pobliskim barze.

Na słonecznym wybrzeżu stanęły dźwigi – nie ma dla kogo budować kolejnych nadmorskich osiedli. Te, które już ukończono, straszą pustką. W kraju panuje atmosfera ogólnego przygnębienia i beznadziei.

Ale gospodarcza zapaść to nie wszystko. Hiszpańscy „oburzeni” – podobnie jak ich rówieśnicy w Grecji, Portugalii, Islandii czy Irlandii – są rozczarowani politykami i polityką. Domagają się, jakże naiwni, reformy systemu wyborczego, wyplenienia korupcji, obciążenia bogatych wyższymi podatkami, ulżenia biednym.

Podobnych szczytnych postulatów sformułowali z kilkadziesiąt. I na tym właśnie polega zasadnicza różnica między nimi, a młodymi Arabami, z którymi tak chętnie się porównują. „Aby rewolucja odniosła jakiś skutek, musi mieć jasno postawione cele… rewolucja, która kontestuje wszystko, ostatecznie niczego nie odrzuca”, zauważa komentator dziennika El País Lluis Bassets.

Dotychczas „oburzeni” osiągnęli jedno: rządzący socjaliści otrzymali nokautujący cios, po którym się pewnie nie podniosą do przyszłorocznych wyborów powszechnych. Nie jest jednak powiedziane, że w przypadku kolejnego zwycięstwa PP, tak ostro krytykowany dwupartyjny system rządów nie zamieni się w monopol jednego, tym razem prawicowego ugrupowania. A wtedy Hiszpanów czekać będą kolejne cięcia, pot i łzy.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj