Europa się buntuje

Oburzeni krzyczą: basta!
Widmo buntu krąży po Europie. Wrze w Hiszpanii, Grecji, Portugalii. Zbuntowani Hiszpanie nazwali się Ruchem Oburzonych.
Miasteczko Oburzonych w Madrycie. Może zostać tu na długo.
Alberto Martin/EFE/Forum

Miasteczko Oburzonych w Madrycie. Może zostać tu na długo.

W Berlinie radzą, jak wspomóc protest Hiszpanów.
Thorsten Strasas / Demotix/EAST NEWS

W Berlinie radzą, jak wspomóc protest Hiszpanów.

Na ulice wyszli też Grecy.
Demotix/Reporter/EAST NEWS

Na ulice wyszli też Grecy.

Wyszli na ulice Madrytu, Barcelony, Walencji i kilkudziesięciu innych miast dwa tygodnie temu. Rozbili namioty, wywiesili transparenty: praca dla młodych, precz ze skorumpowanymi politykami. I hasła: jesteśmy ludźmi bez przyszłości, bez domu, bez emerytury. To ostatnie jest sygnałem, że protestują nie tylko młodzi, choć najbardziej widoczni są właśnie oni. Na początku próbuje ich usuwać policja. Następnego dnia na place przychodzi ich jeszcze więcej.

Detonatorem buntu była ustawa – przyjęta przez główne partie – w której mówi się o ochronie własności intelektualnej. Nowe prawo weszło w życie w marcu i utrudnia kopiowanie z Internetu muzyki, filmów, tekstów. Otwiera też furtkę do zamykania stron w sieci. Zdaniem protestujących ustawa blokuje wolny obieg kultury i jest formą cenzury.

Protest przeciwko ustawie był taką samą iskrą, jaką kilka miesięcy temu w Tunezji była próba samospalenia 26-letniego Mohammeda Bouaziziego – porównanie użyte „z całym szacunkiem” przez jednego z teoretyków buntu. Lecz na ulicach i placach o ustawie już się nie mówi – teraz chodzi o coś znacznie więcej. Jesteśmy zwykłymi ludźmi – napisali w manifeście protestujący. – Jesteśmy tacy jak ty: wstajemy rano, żeby studiować, pracować, mamy rodziny i przyjaciół. Jesteśmy ludźmi pracy, którzy codziennie zarabiają na życie i lepszą przyszłość dla wszystkich wokół nas. Niektórzy z nas są bardziej progresywni, inni bardziej konserwatywni. Jedni są religijni, inni nie. Jedni są określeni politycznie, inni – apolityczni. Ale wszyscy jesteśmy zmartwieni i oburzeni tym, jak wygląda obecnie scena polityczna, system ekonomiczny i życie społeczne. Korupcją świata polityki, biznesu, bankowości. Bezradnością zwykłego obywatela. Sytuacja ta czyni nas pokrzywdzonymi każdego dnia...”.

Domagają się prawa do mieszkania, zatrudnienia, dostępu do kultury, opieki zdrowotnej, edukacji, udziału w polityce, nieskrępowanego rozwoju indywidualnego, zdrowego i szczęśliwego życia”. „Większość obywateli to tryby w maszynce do bogacenia się mniejszości, która nie zna nawet naszych potrzeb. Jesteśmy anonimowymi jednostkami, ale bez nas ten system nie mógłby istnieć, bo to my pchamy świat do przodu”. „Potrzebna jest Rewolucja Etyczna. Uznaliśmy kapitał za wartość nadrzędną nad ludzkim życiem. Czas wreszcie, aby to kapitał służył ludziom. Jesteśmy ludźmi, nie towarami...”.

Francisco, Julia, Manuel, Maria, Gabriel – Hiszpanie mieszkający w Polsce czują się częścią Ruchu Oburzonych. Dwudziesto- i trzydziestolatkowie, studenci i studentki, ludzie wolnych zawodów. Początkowo nie chcą, żeby padły ich imiona ani żeby ktoś brał ich za samozwańczych rzeczników. To ruch ludzi anonimowych, równych. Bez liderów, bez struktur, niech nikt nie wybiega przed innych. Przekonuje ich argument, że właśnie bez imion staliby się mimowolnie rzecznikami; mając imiona wypowiadają osobiste opinie, będąc zarazem częścią ruchu.

Od razu zastrzegają, że nie są przeciwko rządowi socjalistów José Zapatero, buntują się przeciwko całej klasie politycznej, która ignoruje ich aspiracje. To ważne zastrzeżenie, bo dwie niedziele temu, gdy prawica wygrała wybory lokalne i regionalne, ludzie Ruchu Oburzonych koczowali na ulicach i ktoś mógłby łączyć sukces prawicy z ich buntem. Nic bardziej mylnego – zwycięzcy są tyle samo warci, albo i mniej, co przegrani socjaliści.

Francisco rysuje na kartce skrót PPSOE, co jest zbitką skrótów dwóch głównych partii: prawicowej PP i socjalistycznej PSOE. – Rządzi nami PPSOE. Gabriel dorzuca, że nie ma między dwiema partiami żadnej różnicy. Przekomarzam się: socjaliści zrównali w prawach małżeństwa jednopłciowe; rozszerzyli prawo do aborcji; promowali prawa kobiet; działali na rzecz rozdziału Kościoła i państwa – prawica sprzeciwiała się tym pomysłom. Naprawdę nie ma różnicy? Wycofują się o pół kroku: w sprawach moralnych różnice są. – Ale obie partie są kapitalistyczne, tu różnic nie ma – odbija piłeczkę Gabriel.

– Jesteście więc antykapitalistami? Gabriel jest skłonny powiedzieć „tak”, lecz sprzeciwia się temu Julia. Mówi, że nie wszystko w kapitalizmie jest złe. Francisco próbuje innej definicji: – Ruch Oburzonych jest antysystemowy. Pozostali kręcą głowami. Nie, nie o to chodzi. Szukają trafnych określeń, nie mają ideologicznych wytrychów. „Antysystemowi” oznaczałoby, że chcą zburzyć obecny ład, a oni wolą pozostać w grze. Proszą jedynie o zmianę reguł na bardziej sprawiedliwe. O równiejsze dzielenie kosztów kryzysu. O przejrzystość związków polityki i biznesu. Ciśnie się na usta oksymoron: umiarkowana rewolucja. Lub inne określenie, znane z naszej historii: „samoograniczająca się”?

A nie chodzi po prostu o brak pracy, perspektyw i frustrację? – pytam, mając w pamięci tekst Zygmunta Baumana „O pokoleniu wyrzutków”. Mowa w nim, że ci młodzi są pierwszym pokoleniem po wojnie, które nie będzie pięło się na wyższe szczeble w hierarchii społecznej, lecz schodziło w dół. Mimo wykształcenia, mimo znajomości języków. Obietnica edukacyjna prysła. Blisko połowa młodych wykształconych Hiszpanów nie ma pracy.

Ostatnie dekady były czasem niebywałego rozmnożenia wszelkich form wyższego wykształcenia i nieprzerwanego wzrostu liczebności zastępów studentów – pisał kilka miesięcy temu w „Krytyce Politycznej” Zygmunt Bauman.Tytuł uniwersytecki obiecywał wyśmienite posady, dobrobyt i splendor (...). Teraz jednak tłumy uwiedzionych zmieniają się hurtowo i błyskawicznie w zastępy sfrustrowanych. Pierwszy raz za naszych czasów cały rocznik absolwentów staje przed dużym prawdopodobieństwem, a wręcz pewnością wykonywania dorywczych, tymczasowych i niestabilnych prac, nieodpłatnych »szkoleniowych« pseudoprac, kłamliwie przemianowanych na »staże« – wszystko to znacznie poniżej nabytych umiejętności i lata świetlne poniżej poziomu oczekiwań. Albo doświadczą bezrobocia dłuższego, niż zajmie kolejnemu rocznikowi absolwentów dodanie swoich nazwisk do i tak niebywale długiej listy oczekujących na pracę”.

Hiszpańscy rozmówcy wyznają: gdyby widzieli, że rządzący zabiegają, by ulżyć ludziom, łatwiej pogodziliby się z trudami kryzysu. A konkretnie o co chodzi? – O korupcję. O to, że gdy bankierzy mamiąc ludzi ryzykownymi spekulacjami prowadzą do krachu, to rządzący biegną im na ratunek z pieniędzmi podatników. Gdy zwykli ludzie są w potrzebie, dostają cięcia płac i emerytur.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną