Twarze hiszpańskiej rewolucji młodych

Rozwścieczeni
Spędziłem wiele godzin na Placu Katalońskim w Barcelonie, jednym z kluczowych miejsc protestów. Indignados (rozwścieczeni) stworzyli tam miasteczko namiotowe i mają ambicje wyznaczyć kierunki nowej, „prawdziwej” hiszpańskiej demokracji.
Rozwścieczeni na Placu Katalońskim w Barcelonie.
Tomasz Czech/Polityka

Rozwścieczeni na Placu Katalońskim w Barcelonie.

Libertad, 29 lat.
Tomasz Czech/Polityka

Libertad, 29 lat.

Luis, 37 lat.
Tomasz Czech/Polityka

Luis, 37 lat.

Guillem, 30 lat.
Tomasz Czech/Polityka

Guillem, 30 lat.

Charles,  29 lat.
Tomasz Czech/Polityka

Charles, 29 lat.

Libertad, 29 lat

Co robię w czasie, gdy nie robię rewolucji? Pracuję w sklepie z odzieżą. Jestem psycholożką i coolhunterem (to osoba zajmująca się obserwowaniem jakiejś grupy społecznej - red.), ale przez kryzys nie mogę znaleźć pracy w żadnym z moich dwóch zawodów.
 
Przyszłam tutaj, bo wierzę, że można coś zmienić. Jestem rozwścieczona na to, jak - odkąd tylko pamiętam - kolejne rządy fatalnie zajmują się edukacją, ochroną zdrowia, polityką pracy. Musimy zmienić system wyborczy, koniec z głosowaniem na dwie największe partie. Naprawdę nic się nie stanie, jeśli choć raz wyborów nie wygrają Ludowcy lub Socjaliści. Mam już dość ludzi, którzy mnie nie reprezentują i których nic nie obchodzę. Politycy od dawna nas nie słuchają. Nasz protest to aktywna forma dania im do zrozumienia, że chcemy zmian natychmiast.

Politycy nie mają dobrych rozwiązań, więc my je im damy. Przedyskutujemy wszystkie pomysły w naszym gronie, uzgodnimy wspólne stanowisko z innymi obozowiskami, których w Hiszpanii i na całym świecie jest już ponad 600. I wtedy głośno powiemy, czego chcemy.

Na placu zajmuję się promocją naszego ruchu w internecie i rozpowszechnianiem informacji przez sieci społecznościowe, głównie Facebook i Twitter, trochę Tumblr.

W komisji ds. komunikacji jest nas 8-10, pracujemy na zmiany, siedzimy przy komputerach nawet w nocy, błyskawicznie rozpowszechniamy wszystko, co się dzieje na placu, wszystko, co znajdziemy w sieci. Każdego dnia rano robimy listy rzeczy, których potrzebują poszczególne komisje i tweetujemy, np., że potrzebujemy 5 krzeseł czy po prostu wody. Przez sieci społecznościowe ludzie też dzielą się swoimi opiniami i pomysłami. Może w to nie uwierzysz, ale próbujemy zebrać te wszystkie propozycje i przedstawić je tutaj na zebraniach komisji.

Ta rewolucja rozpoczęła się w sieciach społecznościowych. “Rozwścieczeni” najpierw tam się zebrali.

Luis, 37 lat

Właśnie kończę doktorat na Politechnice Katalońskiej, mieszkam w skłocie.

Dlaczego jestem rozwścieczony? Dwa lata temu skończyło mi się stypendium, od tego czasu nie mogę znaleźć pracy. Zostałem bez pieniędzy, domu, jedzenia. Żeby przeżyć, byłem zmuszony do życia w sposób alternatywny. Do jedzenia tego, co uda nam się zrecyklować z produktów wyrzucanych przez handlarzy z targowiska.

Kiedy odbierają ci prawo do zaspokajania najbardziej podstawowych potrzeb, przychodzi niesamowity gniew i frustracja. Zaczynasz się pytać: dlaczego tak musi być? Dlaczego jedni tylko konsumują wszystkie środki, a inni - inteligentni, kreatywni, tacy, którzy naprawdę wnoszą coś do społeczeństwa, muszą walczyć o przeżycie?

Mój pomysł na rewolucję to rewolucja przez kulturę i lekturę. Czytać, żeby potem móc działać. W taki sposób pojawiła się idea biblioteki na placu. Zaczęło się od 6 książek, dwóch stołów i trzech krzeseł. Potem ludzie zaczęli przynosić swoje książki. I po 4 dniach mamy już ponad 600 tytułów.

Książkę możesz wypożyczyć na chwilę i poczytać na placu, albo zabrać do domu na dwa dni. Można też czytać na miejscu, w prowizorycznie zmontowanej czytelni [duży fotel, wygodna kanapa, kilka krzeseł i miękki dywan – red.]. To też miejsce spotkań, wymiany opinii. Możesz wypić piwo czytając lub dyskutując. Mamy tu głównie książki o polityce, ekonomii, socjologii, globalizacji, trochę psychologii i ekologii. Najbardziej pożądana jest oczywiście Indignaos! (Czas oburzenia) Stéphane’a Hessela.

Mamy nawet dział książek dla dzieci, bo na placu działa mini-przedszkole.

Jakich zmian oczekuję? Żeby każdy zmienił coś w sobie samym, zaczął myśleć, był świadomy swoich działań. Ja wierzę w ludzi, w zwykłych ludzi. Nie wierzę ludziom w garniturach, politykom, którzy nas nie reprezentują.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj