Serbia bliżej Unii?

Pamiętajmy o Bałkanach
Teraz już Trybunał Hadze nie może zarzucać Serbii braku współpracy, a i Brukseli trudno będzie używać tego argumentu wstrzymując rozmowy z Belgradem o integracji.

Prezydent Serbii Boris Tadić był zdeterminowany, w końcu schwytał i odesłał do Hagi generała Ratko Mladićia, oskarżonego o zbrodnie wojenne. Powinno to przyspieszyć ratyfikowanie przez państwa członkowskie, które dotychczas się wstrzymywały - podpisanej już w 2008 r. - umowy o stabilizacji i stowarzyszeniu między Belgradem i Unią. Także przez Polskę. Ale Tadić poszedł o krok dalej: stara się normalizować stosunki z Kosowem czyli znaleźć rozwiązanie historycznego konfliktu miedzy Serbami i Albańczykami. Brukseli zależy na tym nie mniej niż na postawieniu przed sądem Mladicia.

Serbia nie uznaje (ogłoszonej w 2008 r.) niepodległości Kosowa i pewnie szybko nie uzna tego państwa. Bruksela zresztą kategorycznie tego nie żąda i nie uzależnia od tego rozmów. Ale poprawnego sąsiedztwa już tak. Wydawało się, że nie jest ono możliwe dziś, że Serbia nie jest wciąż gotowa zaakceptować obecności niepodległej Prisztiny, kiedyś serbskiej prowincji. Próba zmiany mentalności i emocji jest doprawdy heroicznym wyczynem prezydenta. Nieśmiałe ruchy wykonał już kilka miesięcy temu, a teraz oświadczył prostym tekstem, że stopniowa normalizacja nastąpi szybko. Na razie będzie to pewnie sprawa uregulowania transportu przez granicę z Kosowem, ale może także inne dziedziny, choćby kwestie własności i ksiąg katastralnych, o które upominają się władze Kosowa.

Czy to oznacza, że w Serbii następuje stopniowe pogodzenie się z utratą historycznych ziem? Czas zapewne robi swoje. Ale przede wszystkim to wyraz wielkiej potrzeby naprawiania gospodarki, czego bez pomocy Europy nie da się osiągnąć. Tadić czuje presją młodego pokolenia, które nie ma pracy (bezrobocie sięga 20 proc.) ani perspektyw jeśli Serbia pozostanie nadal wyobcowana, na uboczu europejskich procesów integracji. Dlatego podjął ryzyko, nawet narażając życie, bo twardych przeciwników normalizacji tych relacji jest w Serbii także wielu. Radykałowie z pewnością zarzucą mu zdradę interesów. Teraz następny krok będzie należał do Brukseli. I do Polski, obejmującej prezydencję, bo przecież wielokrotnie deklarowaliśmy, że rozumiemy problemy i aspiracje państw Bałkańskich. Jeśli wniosek o członkostwo Serbii w UE zostanie przyjęty podczas naszej prezydencji to może warto zabiegać o uzgodnienie terminu rozpoczęcia negocjacji. Przecież dobrze mieć sukces, który będzie zapamiętany.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną