Syryjska niemoc
Demokratyczne protesty w Syrii nie mogą osiągnąć masy krytycznej, odpowiednio dużej, by wstrząsnąć reżimem Baszara Asada. Siły wierne prezydentowi pod hasłem walki z islamistami i terrorystami brutalnie tłumią każdy przejaw buntu.
MUSTAFA OZER/AFP/EAST NEWS

Ostatnio podczas natarcia na 40-tysięczne Dżisr Szugur przy granicy z Turcją użyto helikopterów oraz około dwustu czołgów i pojazdów opancerzonych. Tak jak wcześniej w Darze i Homsie, wojskowi snajperzy strzelali do demonstrantów, po zdobyciu miasta polowano na podejrzanych o nieposłuszeństwo, burzono domy, w okolicznych wsiach niszczono uprawy i zabijano inwentarz. Z relacji świadków wieje grozą, twierdzą oni, że żołnierze masowo gwałcili kobiety, ci, którzy nie wykonywali rozkazów, byli rozstrzeliwani, wielu zdezerterowało.

Od połowy marca w Syrii zginęło prawie 1,5 tys. cywilów oraz prawdopodobnie kilkuset funkcjonariuszy wojska i policji, aresztowano ponad 10 tys. osób, a kilka, być może nawet kilkanaście tysięcy uchodźców zbiegło do Turcji, gdzie zdani są na pomoc tureckiej opieki społecznej. Dotąd protestowała prowincja, ale Syria to Damaszek i Aleppo, które poza uniwersytetami pozostają w miarę spokojne. Największe syryjskie miasta są bastionami zwolenników prezydenta, popierają go klasa średnia, biznes oraz wojsko, które – inaczej niż w Egipcie – jest ściśle kontrolowane przez rząd. I dopóki wojskowi nie wypowiedzą posłuszeństwa, reżim będzie bezpieczny.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną