W kolejce do europejskiego klubu

Bałkański pociąg do Unii
20 lat po rozpadzie Jugosławii ta część Bałkanów ciągle pozostaje niechlubną enklawą pośrodku Unii Europejskiej. Tylko Słowenia do niej należy. Pozostałe kraje uszeregowaliśmy według dystansu, jaki je od Unii dzieli.
Imponujący posąg Aleksandra Wilkiego na rynku w Skopje.
EPA/PAP

Imponujący posąg Aleksandra Wilkiego na rynku w Skopje.

Albańczyk na tle flagi narodowej w Prisztinie.
EPA/PAP

Albańczyk na tle flagi narodowej w Prisztinie.

Współczesna Słowenia prawie w niczym nie przypomina niegdysiejszej Jugosławii. Już w czasach federacji była najbogatszą republiką. Niepodległość, obronioną po zaledwie 10-dniowej wojnie, Słoweńcy wykorzystali wzorowo. Jeszcze w latach 90. objęła ich, wraz z państwami Europy Środkowej i Wschodniej, polityka rozszerzenia UE, a w 2004 r. weszli do Wspólnoty. I tej szansy też nie zmarnowali. Dziś PKB na głowę w Słowenii jest jednym z najwyższych wśród nowych państw członkowskich. Szybkie wkroczenie tego kraju na drogę przemian demokratycznych sprawiło, że nie było już potrzeby włączania Słowenii do ukutego w 2003 r. politycznego konceptu Bałkanów Zachodnich, kiedy unijni przywódcy ogłosili, że miejsce pozostałych państw pojugosłowiańskich oraz sąsiadującej z nimi Albanii jest w UE. Co więcej, Słoweńcy sami już dawno przestali mówić, że ich kraj leży na Bałkanach.

1. Chorwacja

Sąsiadująca ze Słowenią Chorwacja też już nie chce być kojarzona z Półwyspem Bałkańskim, będącym synonimem wojny z lat 90. Ale chęć rozliczenia się Chorwatów z niedawną przeszłością nie zawsze bywa oczywista, co pokazały choćby wielotysięczne protesty w Zagrzebiu wiosną tego roku, kiedy za zbrodnie wojenne na chorwackich Serbach skazano generała Ante Gotovinę. Zresztą brak kompletnej dokumentacji z dowodzonych przez niego operacji był powodem, dla którego prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii (ICTY) Serge Brammertz podawał w wątpliwość pełną współpracę chorwackiego rządu z tą instytucją. A ta z kolei była jednym z warunków przystąpienia Chorwacji do Unii. Tymczasem tuż po ogłoszeniu wyroku na Gotovinę 50-proc. poparcie Chorwatów dla akcesji spadło o ponad połowę.

Unię Europejską Chorwaci polubili ponownie w czerwcu, kiedy UE ogłosiła zakończenie negocjacji akcesyjnych. W ciągu tych blisko sześciu lat Chorwacja przeprowadziła szereg reform, chociaż jeszcze w marcu KE krytykowała ją za nieefektywne sądownictwo i słabe wdrożenie przepisów gwarantujących prawa człowieka. Chorwacja może przystąpić do UE w lipcu 2013 r., jeśli sprawnie przebiegnie przygotowanie traktatu akcesyjnego i jego ratyfikacja. Może tej daty nie uda się dotrzymać, ale członkostwo Chorwacji jest przesądzone.

Zresztą już teraz jest to dobrze prosperujący kraj, m.in. dzięki turystyce. Dochód na jednego mieszkańca – blisko 18 tys. dol. rocznie – jest niemal równy dochodowi Polaków, co czyni Chorwację bezkonkurencyjnym liderem, pozostawiającym daleko w tyle inne państwa regionu zabiegające o członkostwo w Unii.

2. Macedonia

Usytuowana po przeciwległej stronie regionu Bałkanów Zachodnich Macedonia to zupełnie inna historia. Od 2005 r. ma status kandydata, ale w rozmowach z Unią konsekwentnie blokują ją sąsiedzi z Grecji. Rząd w Atenach nie chce uznać nazwy Republiki Macedonii, bo według Greków Macedonia to część starożytnej Hellady, a dziś największy region Grecji. Z powodu sporu Macedończycy na forum międzynarodowym używają nazwy FYROM, która jest skrótem od angielskiej Byłej Jugosłowiańskiej Republiki Macedonii. Grecy są nieustępliwi, ale też władze w Skopje nie dają im szczególnych powodów do złagodzenia stanowiska. Na głównym placu w macedońskiej stolicy stanął właśnie, zbudowany za ponad 5 mln euro, największy na Bałkanach pomnik Aleksandra Wielkiego. Będzie jak znalazł na wrześniową 20 rocznicę niepodległości. Macedończycy już dawno nazwali jego imieniem największe lotnisko w kraju, a Grecy są wściekli i oskarżają ich o zawłaszczanie dziedzictwa kulturowego starożytnego Królestwa Macedonii, którego czują się spadkobiercami.

Oprócz stawiania nowych pomników rząd w Skopje przeprowadził wzorowo wiele wewnętrznych reform, m.in. znacząco poprawiając ochronę granic i coraz skuteczniej walcząc z korupcją, co jest fenomenem na skalę regionalną.

KE uznała, że Macedonia spełnia warunki potrzebne do rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych. Wygląda jednak na to, że do żadnych postępów w integracji z UE nie dojdzie, dopóki nie zostanie rozwiązany absurdalny skądinąd spór o nazwę kraju.

3. Czarnogóra

I tak w wyścigu do UE Macedonię za chwilę wyprzedzi Czarnogóra, chociaż dopiero od pół roku formalnie kandyduje do członkostwa. Na początku czerwca ten zamieszkany przez niewiele ponad 600 tys. ludzi kraj obchodził piątą rocznicę niepodległości. Od tego czasu władze w Podgoricy zdążyły już uchwalić nową konstytucję i rozpocząć modernizację instytucji państwowych. Nadały jednak obywatelstwo czarnogórskie m.in. byłemu tajskiemu premierowi Taksinowi Szinawatrze, oskarżanemu w swoim kraju o korupcję.

W Unii taki krok nie mógł się spodobać, zwłaszcza że Podgorica nie spieszyła się do współpracy w zwalczaniu międzynarodowej przestępczości zorganizowanej. A w tych sprawach KE jest nieugięta. Dlatego z radością przywitała nowego, 35-letniego premiera Czarnogóry Igora Lukšicia, który już obiecał, że zmobilizuje swój rząd do dalszej reformy administracji i wymiaru sprawiedliwości.

Jeśli się to uda, Czarnogóra ma szanse na rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych jeszcze pod koniec tego roku.

4. Serbia

Największy kraj regionu dopiero walczy o uzyskanie statusu kandydata. Dotychczas bowiem jego postępy w integracji z UE były utrudnione z uwagi na nieskuteczne ściganie dwóch ostatnich osób oskarżonych o zbrodnie wojenne. Jednak niedawne ujęcie wojskowego przywódcy bośniackich Serbów generała Ratka Mladicia i dostarczenie go do trybunału w Hadze powinno przyspieszyć ten proces.

UE zastosuje zapewne wykorzystywaną już wcześniej wobec Serbii zasadę kija i marchewki, chociaż na wolności pozostaje jeszcze ostatni z poszukiwanych – Goran Hadžić. Serbowie muszą także ustosunkować się do kwestii niepodległości Kosowa, ogłoszonej jednostronnie w lutym 2008 r. Co prawda nie jest to formalny warunek przystąpienia do UE, ale np. Francja i Wielka Brytania dają Serbom do zrozumienia, że bez bardziej pragmatycznego podejścia do Kosowa i uznania jego państwowości na zaproszenie do Wspólnoty Serbia nie ma co liczyć. Rozmowom z Unią nie sprzyja także negatywny stereotypowy wizerunek Serbii, postrzeganej często przez pryzmat ostatnich wojen bałkańskich.

Współczesna Serbia jest jednak zupełnie innym krajem. Pod koniec 2000 r., zaraz po obaleniu Slobodana Miloševicia, władze w Belgradzie wkroczyły na drogę powolnych przemian demokratycznych. Zabójstwo pierwszego prozachodniego premiera Zorana Đinđicia zatrzymało ten proces na kilka lat. Jednak zarówno wybór proeuropejskiego prezydenta Borisa Tadicia, jak i utworzenie rządu wyłonionego w wyniku wyborów, które przeprowadzono tuż po ogłoszeniu niepodległości przez Kosowo, są najlepszym dowodem na to, że Serbowie nie chcą być niewolnikami demonów z przeszłości. By to potwierdzić, zatrzymali i oddali w ręce trybunału w Hadze politycznego przywódcę bośniackich Serbów Radovana Karadžicia. Rząd w Belgradzie zadbał o poprawę stosunków z Sarajewem i Zagrzebiem, a w ostatnich miesiącach złagodził także retorykę wobec Kosowa. Zabrał się również do reform wewnętrznych, chociaż dopiero niedawno zniesiono w Serii absurdalne rozwiązania umożliwiające partiom politycznym dowolne dobieranie i odwoływanie posłów.

Słabiej prezentuje się gospodarcza kondycja Serbii. Kryzys globalny doprowadził tam nie tylko do znaczącej recesji, lecz także do kilkunastoprocentowej inflacji oraz trwałego wzrostu bezrobocia. – Problemy ze znalezieniem pracy były już wcześniej – mówi Dragana Mrvoš, studentka ostatniego roku Uniwersytetu Belgradzkiego. – U nas robotę załatwia się tylko przez znajomości i powiązania partyjne. Bez tego szanse na pracę są jedynie teoretyczne. Niedawne badania opinii publicznej potwierdzają, że podobnie myśli grubo ponad połowa Serbów, ale nie jest to bynajmniej wyjątek w tej kwestii wśród państw regionu. Serbia ma też spore kłopoty z przeprowadzaniem prywatyzacji oraz ze zwalczaniem przestępczości zorganizowanej i korupcji.

Jednak rząd w Belgradzie uważa, że status kandydata do UE byłby dodatkową mobilizacją. Prawdopodobnie uzyska go jeszcze w tym roku, ale Unia w zamian za wyznaczenie daty rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych może żądać dalszej demokratyzacji.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną