Reportaż: Koniec komunizmu w Bengalu Zachodnim

Lech Wałęsa w sari
Kalkuta niegdyś była stolicą imperium brytyjskiego - i na pewno już nią nie jest.  Na zapleczu jadłodajni na bazarze New Market, kiedyś miejscu ekskluzywnych zakupów Brytyjczyków.
Joanna Irzabek/Polityka

Kalkuta niegdyś była stolicą imperium brytyjskiego - i na pewno już nią nie jest. Na zapleczu jadłodajni na bazarze New Market, kiedyś miejscu ekskluzywnych zakupów Brytyjczyków.

Z czół ścieka zielony proszek. Niektórzy osłaniają głowy chustkami i partyjnymi sztandarami przed żarem lejącym się z nieba. Zielony znak na czole to symbol poparcia dla partii nowej premier.
Joanna Irzabek/Polityka

Z czół ścieka zielony proszek. Niektórzy osłaniają głowy chustkami i partyjnymi sztandarami przed żarem lejącym się z nieba. Zielony znak na czole to symbol poparcia dla partii nowej premier.

Mamata Banerjee, czyli Didi, „starsza siostra”, pogromca komunistów i nowa premier Bengalu Zachodniego, nie jeździ opancerzoną limuzyną: chodzi piechotą i nosi białe sari.
Joanna Irzabek/Polityka

Mamata Banerjee, czyli Didi, „starsza siostra”, pogromca komunistów i nowa premier Bengalu Zachodniego, nie jeździ opancerzoną limuzyną: chodzi piechotą i nosi białe sari.

Prezesa nie wypuścimy
Kiedy w latach 70. zwycięski Front Lewicy (na czele którego stali komuniści) przejął władzę, Bengal znajdował się w stanie feudalnej nędzy. Tą samą trasą, którą 20 maja przeszła zwycięska Didi, pół wieku temu szły „protesty głodnych” pod wodzą komunistycznego ideologa Jyoti Basu, przyszłego premiera. Po przejęciu władzy komuniści zaaplikowali w Bengalu radykalne zmiany, m.in. reformy agrarne, które zniosły system dzierżawy ziemi. - Trzeba lewicy przyznać, że odegrała ważną rolę w likwidacji ubóstwa, rozruszała gospodarkę rolną i dała wiejskiej biedocie środki do życia. – mówi Kenneth B. Nielsen z Ośrodka Rozwoju i Środowiska Uniwersytetu w Oslo.

Komunistów wini się więc raczej za to, czego nie zrobili, przede wszystkim dla przemysłu. Wojownicze związki zawodowe, ciągłe strajki i nagminne gherao – pracownicze protesty polegające na niewypuszczaniu pracodawców z budynku - skutecznie odstraszyły kapitał. W latach 80. reformy straciły impet, a w latach 90. wzrost produkcji rolnej stanął w miejscu.

Dziś, kiedy całe Indie mkną gospodarczo do przodu, w tempie średnio 8 proc. rocznie, Bengal Zachodni nie ma się czym chwalić. W ostatniej chwili przed zmianą władzy rząd komunistów wyrwał się jakoś z letargu i próbował w pośpiechu nadrobić stracone lata. Zaczęto pośpiesznie industrializować kraj i tworzyć klimat sprzyjający inwestycjom. Niestety – na siłę.

Bengalska pierestrojka
W 2006 r. podpisano umowę z indyjskim gigantem przemysłowym Tata Motors na sprzedaż ziemi w mieście Singur, niedaleko Kalkuty. Nano z Singur miało być najtańszym samochodem świata i wizytówką probiznesowej polityki bengalskiego rządu. Ale projekt warty ponad 224 mln dolarów nie doszedł do skutku, bo rolnicy, na których ziemi miała stanąć fabryka, zaczęli protestować. W październiku 2008 r. Tata wycofał się z inwestycji i wybudował fabrykę w Gudźracie w północno-zachodnich Indiach.

Ale prawdziwą katastrofą była dopiero sprawa wioski Nandigram, którą rząd komunistów próbował wysiedlić w 2007 r. Miała tam powstać specjalna strefa ekonomiczna dla przemysłu petrochemicznego, która miała przyciągać inwestorów zwolnieniem z podatków i gotową infrastrukturą. Lokalni rolnicy, dotychczas lojalni wobec komunistycznych władz, rozkopali drogi dojazdu i postanowili nie dać się ruszyć. Wysłano uzbrojoną policję, która otworzyła ogień do tłumu. Zginęło 14 osób, w tym kobiet i dzieci.

Nandigram i Singur stały się symbolami „wojny o ziemię”, jaką państwo indyjskie prowadzi przeciwko własnej ludności w imię rozwoju przemysłowego. Chodzi zwłaszcza o specjalne strefy ekonomiczne. W całych Indiach jest ich w tej chwili planowanych blisko 600. W samym Bengalu działa specjalna strefa w Falta, a 49 jest na różnych stopniach zatwierdzania.

Podstawą tworzenia specjalnych stref jest kolonialna ustawa z 1894 r., która pozwala rządom na przejmowanie prywatnej ziemi pod projekty użyteczności publicznej. Definicja „użyteczności publicznej” jest nagminnie nadużywana. – Rządzący mogą robić, co chcą, jeśli chodzi o nabywanie ziemi, tak jak w Singur. Najbardziej niepokoi sposób, w jaki konfiskuje się tereny plemienne i lasy pod budowę fabryk i kopalń. Odbywa się to bez poszanowania praw ludności tubylczej – mówi Kenneth B. Nielsen.

Mamata Banerjee ruszając w wyborczy bój, który wyniósł ją do fotela premiera, nie mogła się odciąć od konfliktów o ziemię między przedsiębiorcami i biednymi rolnikami. Jej mistrzostwo polegało jednak na tym, że wiedziała, po której stronie opowiedzieć się w tym historycznym konflikcie. Mianowicie po obu.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną