Bracia Kliczkowie biją się też o Ukrainę

Kliczka Kliczków
Nie ma Ukraińca bardziej na świecie znanego niż Kliczko. Witalij i Władimir. Od lat są obiektami narodowej dumy, znakami firmowymi niepodległej Ukrainy.
Witalij i Władimir Kliczkowie (obaj na zdjęciu) wsparli pomarańczową rewolucję, ale potem rozczarowali sie do jej głównych bohaterów: Julii Tymoszenko i Wiktora Juszczenki.
EPA/PAP

Witalij i Władimir Kliczkowie (obaj na zdjęciu) wsparli pomarańczową rewolucję, ale potem rozczarowali sie do jej głównych bohaterów: Julii Tymoszenko i Wiktora Juszczenki.

Bez wątpienia, Witalij Kliczko byłby najsilniejszym merem na świecie.
Moritz Muller/EAST NEWS

Bez wątpienia, Witalij Kliczko byłby najsilniejszym merem na świecie.

Kiedy Witalij Kliczko przerwał treningi przed zapowiedzianą na 10 września walką z Tomaszem Adamkiem i przyjechał do Kijowa w geście poparcia wobec aresztowanej byłej premier Julii Tymoszenko, spodziewano się, że prezydent Janukowycz odpowie na apel mistrza, a sąd przyjmie jego poręczenie.

Janukowycz jednak nie usłuchał. Ale poparcie dla Kliczki wzrosło. W opublikowanym kilka dni temu przez Centrum Razumkowa ratingu polityków jego partia UDAR (ICIOS) – Ukraiński Demokratyczny Alians na rzecz Reform – może liczyć na blisko 6-proc. poparcie: gdyby wybory odbywały się dziś, znalazłaby się w ukraińskim parlamencie.

Witalij uważa, że autorytarne decyzje prezydenta oddalają Ukrainę od integracji z Europą, a ostry konflikt wewnętrzny może przeszkodzić również w organizacji Euro 2012. „Gdy w kraju trwa prawdziwy bój o wartości demokratyczne, nie mogę pozostać tylko obserwatorem” – napisał na swoim blogu na portalu słynnej opozycyjnej gazety internetowej „Ukraińska Prawda”. Już sam fakt obecności w gazecie zakładanej przez Georgija Gongadze ustawia Kliczkę na politycznej scenie. Chce reform, których na Ukrainie nie udało się tak na dobre zacząć. Mówi stop korupcji, alkoholizmowi, narkotykom. Jest bezkompromisowy: „Demokracja w naszym państwie nie utrzymała się nawet dwadzieścia lat i już jest tępiona” – pisze.

Poparli demokrację

Jeśli mówi o demokracji, ludzie mu wierzą, jeśli przekonuje, że miejsce Ukrainy jest w Unii, brzmi wiarygodnie. Jest obywatelem świata, ma domy w Hamburgu i Los Angeles. Zna demokratyczne standardy z autopsji. Sam lubi opowiadać, jak kiedyś w Niemczech zapłacił mandat za przekroczenie prędkości, choć policjantka go rozpoznała, a nawet poprosiła o autograf. To nie mogłoby się zdarzyć na Ukrainie.

Ale najchętniej wraca do Kijowa, tu także ma mieszkanie, w centrum, niedaleko Teatru Opery. Można go spotkać w ulubionej restauracji Rybnyj Targ. Jeśli akurat nie przygotowuje się do walki, bywa od rana w biurze KMG (Kliczko Management Group), w Fundacji Braci Kliczków lub w radzie miasta Kijowa. Jest radnym, głową frakcji liczącej dziś 12 deputowanych. – Widzi zjawiska, które każdy rozumny człowiek chce zmienić – mówi Wasyl Samochwałow, który z Witalijem pracuje. Już się nauczył, że polityka jest walką bez poszanowania reguł.

Wszedł do niej, gdy odwiesił rękawice i ogłosił sportową emeryturę. Był rok 2004. Ukraińcy wyszli na kijowski Majdan Niezależności, triumfowała pomarańczowa rewolucja. Witalij i jego brat Władimir poparli pomarańczowych i Wiktora Juszczenkę. – Poparli demokratyczne przemiany bardziej niż konkretne osoby – precyzuje dziś Walerij Karpuncow, radny z Bloku Kliczki, jego prawnik i zaufany doradca. Mówiąc wprost: Kliczko rozczarował się zachowaniem pomarańczowych liderów, zwłaszcza zaniechaniem reform gospodarczych i politycznych. Ale nie zmienił poglądów. Jak mówi Karpuncow, one zawsze były proukraińskie i demokratyczne, europejskie.

Pewność siebie i siłę obaj bracia wynieśli z rodzinnego domu. Ojciec, wysoki oficer związany jeszcze z radzieckim lotnictwem i armią, był dla nich zawsze wzorem. Pełnił służbę w wielu miejscach – Witalij urodził się w Kirgistanie, a jego brat w Kazachstanie – ale w końcu osiedli na Ukrainie, w okolicy Charkowa. Kiedy ojciec zmarł kilka tygodni temu, dla obu synów był to pierwszy prawdziwy nokaut w życiu. Widać było, że ich legendarna odporność na ciosy tym razem nie pomogła.

Polityka to nie ring

Pierwsze poważne polityczne doświadczenie Witii, jak zdrobniale mówią przyjaciele, to był start w wyborach na mera stolicy. Kliczko zajął drugie miejsce, z prawie 30-proc. poparciem. Mógł wygrać, gdyby trochę wcześniej rozpoczął kampanię. Dwa lata później w kampanii doradzał mu sam Rudolph Giuliani. I pewnie by wygrał, gdyby blok demokratyczny wystawił jednego kandydata. Ale był to już czas narastającego konfliktu między Juszczenką i Blokiem Julii Tymoszenko, głosy wyborców rozproszyły się. Zwyciężył populista Leonid Czerniowieckij, który obiecywał ludziom złote góry. Kliczko wprowadził jednak do rady miasta 15 osób, frakcja Blok Kliczki jest w opozycji. – Kijów potrzebuje silnego mera – mówi Walerij Karpuncow. I dodaje, że Witalija nie interesuje jedynie fotel. Bez wątpienia, Witalij Kliczko byłby najsilniejszym merem na świecie.

Tatiana Milichowa z frakcji BJuT w radzie Kijowa uważa, że Blok Kliczki zawłaszcza tematy stronnictwa Tymoszenko, atrakcyjne dla wyborców: choćby walka z korupcją czy rozdawnictwem ziemi deweloperom. – Brakuje mu doświadczenia i umiejętności szukania stronników wśród innych partii. W boksie na ringu musi liczyć tylko na siebie. W polityce jest inaczej, ważny jest kompromis, współdziałanie – punktuje słabe strony. Mówi się o nim, że w polityce jest taki jak na ringu, nie daje się sprowokować, unika bijatyki na oślep. Punktuje słynnym prostym. Może jeszcze nie tak celnie jak na ringu, ale kto wie.

Kliczko nie deklarował otwarcie, że chce walczyć w wyborach prezydenckich, jednak w parlamentarnych – jesienią 2012 r. – wystąpi z pewnością. Po to przed rokiem założył partię UDAR, ma zwolenników w całej Ukrainie, bo jest uosobieniem nieskorumpowanej siły politycznej. Jak mówi Aljona Getmańczuk z Instytutu Polityki Oświatowej, think tanku, który współpracuje z Kliczką, ludzie gotowi są na niego głosować, bo jest właściwie jedyną nową twarzą w ukraińskiej polityce. A że dla ukraińskiego wyborcy ważniejszy jest zawsze lider, to wiadomo, że pociągnie partię. – Umie oczarować – powiada.

Sportowa sława ułatwia kampanię, na każde spotkanie walą tłumy, ludzie przychodzą popatrzeć na celebrytę; Kliczko jest spełnieniem ukraińskiego marzenia o sukcesie. Ma osobiste kontakty, od znanych sportowców poprzez gwiazdy filmu i polityków, jest ozdobą imprez i salonów. Wreszcie jest delegatem Ukrainy do Kongresu Rady Europy. Kto może mu dorównać?

Ale też wielu nie widzi w nim polityka. Taras Berezowiec, politolog związany z BJuT, pytany o miejsce UDAR na scenie politycznej, odpowiada, że ugrupowanie przedstawia się jako liberalne i centrowe, ale na próżno szukać tam ideologii, cały cios opiera się na popularności Kliczki. Że on polityki jeszcze nie rozumie, bo gdzie i kiedy miałby się nauczyć? – Kliczko jako polityk jeszcze się nie pokazał – potwierdza Oleksij Harań z kijowskiej Mohylanki (uniwersytet narodowy). Ale umie słuchać doradców i tym różni się od ukraińskich polityków.

Wschodni zaciąg

Jedno wiadomo na pewno: pierwszego miliona Kliczkowie nie ukradli. Każdy Ukrainiec wie, że zarobili go twardą pięścią. To tajemnica ich autorytetu.

40-letni dziś Witalij zaczynał od kick boxingu, niektórzy uważają, że pierwsze ważne kroki w sporcie obaj stawiali w Polsce. O pięć lat młodszy Władimir zdobył złoty medal w wadze superciężkiej na igrzyskach w Atlancie w 1996 r. Był mistrzem Europy juniorów w 1993 r., a rok później, także jako junior, srebrnym medalistą mistrzostw świata, pięć razy zdobywał mistrzostwo Ukrainy. Zanim przeszedł na zawodowstwo, był jeszcze wicemistrzem Europy w 1996 r.

Witalij nie pojechał do Atlanty, był wtedy zdyskwalifikowany za rzekome stosowanie dopingu. Jak sam tłumaczy w wydanej w Niemczech autobiografii, to nie był doping, lecz efekt leczenia trudnej kontuzji sterydami. Ale to jedyny cień, jaki kładzie się na jego karierze.

Gdy Witalij wiązał swoją przyszłość z kick boxingiem, przyjeżdżał do Polski trenować, był nawet sparingpartnerem Przemysława Salety. Władimir boksował w barwach warszawskiej Gwardii. To była połowa lat 90., czasy, gdy pięściarska rywalizacja między klubami jeszcze coś znaczyła.

– Naturalnym kierunkiem poszukiwania zawodników był Wschód. Wiadomo – wielkie tradycje, świetna szkoła boksu i do tego bieda, która wyganiała młodych chłopaków na ring. Któryś z naszych ludzi na Ukrainie dał znać, że jest taki młody, wysoki chłopak, który w wadze ciężkiej robi dużo zamieszania. I tak Władimir został pięściarzem Gwardii – opowiada Paweł Skrzecz, wówczas trener w warszawskim klubie.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną