Julian Assange przypomina o swoim istnieniu. Kim jest założyciel WikiLeaks?

Wyznania hakera anarchisty
Po dwóch latach spędzonych w ambasadzie Ekwadoru w Londynie założyciel WikiLeaks ogłosił, że niebawem opuści miejsce, które dawało mu ochronę przed wymiarem sprawiedliwości.
Assange ma poczucie, że zbawia świat. Z „Autobiografii” dowiadujemy się, że to, co robi, wynika z jego lewicowych przekonań.
Lina Alriksson/Scanpix/Forum

Assange ma poczucie, że zbawia świat. Z „Autobiografii” dowiadujemy się, że to, co robi, wynika z jego lewicowych przekonań.

Ścigany przez różne elity władzy, którym zalazł za skórę, Assange przebywa w Anglii z bransoletą elektroniczną na nodze.
espenmoe/Flickr CC by 2.0

Ścigany przez różne elity władzy, którym zalazł za skórę, Assange przebywa w Anglii z bransoletą elektroniczną na nodze.

Demonstracja poparcia dla Assange w w rodzinnej Australii.
Takver/Flickr CC by SA

Demonstracja poparcia dla Assange w w rodzinnej Australii.

Do tej pory ludzie mediów wyjaśniający zawikłane sprawy z obszarów styku polityki, sfery bankowej i przestępczości bazowali na źródłach z drugiej ręki. Byli albo przez kogoś informowani, albo zaopatrywani w wyselekcjonowane przez informatorów dokumenty. Assange postanowił pominąć dziennikarzy i zaczął informować czytelników za pomocą niezmąconych źródeł z pierwszej ręki, przekazując „czystą prawdę”. Z tej przyczyny założoną przez niego organizację zgłoszono do pokojowej Nagrody Nobla.

Amerykanie badają, czy dopuścił się przestępstwa, na przykład szpiegostwa, ale w świetle pierwszej poprawki do konstytucji, mówiącej o wolności słowa, Assange’a nie tak łatwo oskarżyć. Oskarżenie o gwałt w Szwecji też nie znalazło jeszcze finału w postaci procesu. Sprawa jest zagmatwana i mętna. I wymaga dziennikarstwa śledczego właśnie, bo bohater kluczy i mataczy.

Assange nie pierwszy raz ma kłopoty. Jako syn australijskich wagabundów chodził do 30 różnych szkół. Już jako nastolatek uzależnił się od komputera, z którym się nie rozstawał. A dziś jako utalentowany haker, genialny matematyk i zafascynowany mechaniką kwantową fizyk jest celem 120 specjalistów z Pentagonu i FBI, którzy chcą go przejąć lub zneutralizować. Należące do Wikileaks serwery schował w kilkunastu krajach na różnych kontynentach, natomiast depesze szyfruje wielostopniowo, więc nawet najnowszy sprzęt wywiadu amerykańskiego, który ma niemal nieograniczoną pamięć, będzie w stanie go namierzyć dopiero za kilka lat.

Assange ma poczucie, że zbawia świat. Z „Autobiografii” dowiadujemy się, że to, co robi, wynika z jego lewicowych przekonań. Dotychczas pomijano tę informację w mediach. Assange wyznał też, że zamierzał ustanowić nowe standardy wolności przekazu medialnego i dostępu do źródeł informacji. Chciał ujawniać niegodziwości popełniane przez banki i rządy, bez względu na ich adres. Według niego, historia dziennikarstwa to właśnie historia przecieków.

Historia przecieków

Wikileaks zarejestrowano 4 października 2006 r., a już w grudniu via Chiny nadszedł dokument z Somalii, kraju, który był wówczas w stanie rozpadu. Rządzili nim „lordowie wojny”. Formalną władzę przejęli więc islamiści, którzy co prawda nadużywali siły, ale chociaż na chwilę zaprowadzili tam porządek. Jednak władza Komitetu Sądów Muzułmańskich była nie po myśli Amerykanów, poszczuli więc islamistów wojskami sojuszniczej Etiopii.

Notatka ujawniona przez Wikileaks pochodziła od dowódcy wojskowego islamistów i mówiła o tym, że USA uważają ich za przybudówkę Al-Kaidy. Dowódca pisał, że utworzony w Somalii proamerykański rząd tymczasowy poluje nie tylko na liderów religijnych, ale i wszystkich muzułmanów. Islamistów więc rozbito, ale rząd proamerykański był jeszcze słabszy od obecnych rządów w Iraku i Afganistanie. I dziś też go już nie ma.

Assange nienawidzi wojny. Żyje jak abnegat. Twierdzi, że do życia potrzeba mu jedynie dziewczyny, koszuli, sandałów, kilku laptopów i hamburgera raz dziennie. Wcześniej włóczył się po świecie. Był między innymi w Afryce, w której nabawił się malarii. Wylądował wtedy w paryskim szpitalu i zaraz wdał się w kłótnię z lekarzami, których oczywiście chciał pouczać, jak mają go leczyć. Po tej przygodzie doszedł do wniosku, że Francja potrzebuje rewolucji. A gdy wpuścił tę myśl do sieci, błyskawicznie znalazł bliskich mu kontestatorów i zaczął tworzyć wirtualną sieć współpracowników, światowy ruch cyberpunków, który oprócz jego najbliższych współpracowników zrzesza ponad ośmiuset wolontariuszy.

Pierwsze informacje, które opublikował w Internecie, zapewne udostępnione przez źródła wojskowe, to dane na temat zakupów dla armii w związku z operacją w Iraku. Zamówienia opiewały na 13 mld dol. Wkrótce potem do Assange’a dotarły też tajne regulaminy bazy Guantanamo. Dowództwo Południowe, któremu podlega Guantanamo, zażądało od Wikileaks usunięcia tego materiału, co Assange uznał tylko za potwierdzenie wiarygodności udostępnionych przez niego informacji. Przedruk z Wikileaks ukazał się na łamach dziennika „New York Times”, a potem „Washington Post”. Assange chciał pozostawać w cieniu jak najdłużej, ale wokół portalu rozpętała się burza. Kiedy rzecznik Guantanamo (nomen omen Bush) oświadczył, że ujawniona przez Assange’a instrukcja jest nieaktualna i podobnych praktyk już się nie stosuje, na stronach Wikileaks pojawiła się tamta poprzednia i okazało się, że Bush kłamie. Nowa była gorsza od starej.

Zajmując się Afryką Assange odkrył, że podczas 24 lat rządów Daniela arapa Moi (1998–2002) z Kenii wyparował prawie miliard funtów angielskich, które pochodziły z międzynarodowych programów pomocowych dla tego kraju. Moi – jak większość satrapów i dyktatorów – używając łańcuszka powiązań bankowych, deponował łupy w Szwajcarii. A dokładniej w największym prywatnym banku szwajcarskim Juliusa Baera. Firma ta otworzyła filię na Kajmanach, gdzie nie ma żadnych regulacji prawnych dotyczących kont. Z usług filii, poza złodziejami z Afryki, korzystali także Arnold Schwarzenegger i Celine Dion.

Wikileaks zainteresował tym dziennikarzy brytyjskiego dziennika „Guardian”, gdzie po kilku dniach na pierwszej stronie ukazał się obszerny raport „Grabież Kenii”. Przy okazji udało się też wykryć, że Daniel arap Moi kierował tajną sekcją policji, a raczej szwadronem śmierci, który mordował przeciwników politycznych prezydenta. Kenijscy aktywiści Human Rights – Oscar Kungara i Paul Ulu – udokumentowali 349 takich przypadków, po czym sami zginęli zastrzeleni w biały dzień w centrum Nairobi.

Kolejną dramatyczną bohaterką portalu Wikileaks stała się Islandia. Ze względu na klimat Assange zamierzał przenieść do Reykjaviku niektóre serwery. Nie musiałby wtedy używać klimatyzatorów, które w Afryce pracowały non stop. Poza tym Islandia uchodzi za raj wolności słowa, więc Assange postanowił bliżej się temu przyjrzeć.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną