Christopher Hitchens (1949 – 2011)

Skandalista
Bohaterem dwóch książek i licznych tekstów Hitchensa jest George Orwell, który potykał się i z prawicą, i ze „swoimi” z lewicy. Czy za postawą Hitcha kryje się ambicja bycia „współczesnym Orwellem”?
Brooks Kraft/Corbis

Bohaterem dwóch książek i licznych tekstów Hitchensa jest George Orwell, który potykał się i z prawicą, i ze „swoimi” z lewicy. Czy za postawą Hitcha kryje się ambicja bycia „współczesnym Orwellem”?

brewbooks/Flickr CC by SA

 

WIELKA WOLTA

Byłem z komunistami przeciw apartheidowi, z „zimnowojennymi wojownikami” broniłem Czechosłowacji. W Bośni byłem po stronie muzułmanów, którzy nie zgadzali się ze mną w sprawie Salmana Rushdiego. Innym razem z Żydami, dla których byłem podejrzany z powodu popieranie idei państwa palestyńskiego.

- Jak można ścigać Kissingera za zbrodnie wojenne i popierać inwazję na Irak? - pytam Hitchensa.

- To proste: idea neokonserwatystów krzewienia demokracji jest obca 'Realpolitik' Kissingera. Był on przeciwny interwencji na Bałkanach, w głębi ducha także przeciwko interwencji w Iraku. Dalej będę walczył o postawienie go przed sądem…

- Nie zmieniłeś zdania o interwencji USA w Wietnamie?

- Absolutnie nie! W Wietnamie toczyła się antykolonialna wojna narodowowyzwoleńcza, USA zdradziły tam ideały własnej rewolucji. W Iraku natomiast rządził dykator psychopata...

- „Szerzenie demokracji” za pomocą tortur w Abu Ghraib?

- Przed interwencją w Abu Ghraib był obóz koncentracyjny z izbami tortur. Teraz to symbol amerykańskiego imperializmu i sadyzmu. OK - ale i tak różnica jest jak między nocą i dniem.

Pytanie o setki tysięcy ofiar cywilnych (dane pisma „The Lancet”) w następstwie interwencji w Iraku Hitchens unieważnia. - Odmawiam przyjęcia takiego założenia. Nie my zabiliśmy tych ludzi, tylko terroryści.

Do wielkiej wolty dojrzewał kilkanaście lat. Pierwszy zwiastun: fatwa na przyjaciela Salmana Rushdiego i leniwa reakcja przyjaciół z lewicy. Po raz pierwszy użył wtedy słów „teokratyczny faszyzm”, choć nie on - co mu się przypisuje - wymyślił termin „islamofaszyzm”, który zrobił karierę po 11 września 2001.

W czasie wojny na Bałkanach zaczął zerkać w stronę neokonserwatystów, którzy domagali się zbrojnej interwencji i przerwania czystek etnicznych. - Tamta wojna mnie zmieniła. Nie mogłem uwierzyć, że w środku Europy możliwa jest polityka masowych mordów etnicznych. Myślałem: dlaczego destabilizacja faszystowskiego reżimu Miloszevicia miałaby być czymś niewłaściwym?

Podpisał petycję za interwencją w Bośni. Spogląda na listę - obok nazwiska „neokonsów”: Paul Wolfowitz, Richard Perle…

Zaprzyjaźnił się z Wolfowitzem. Stary przyjaciel Hitchensa, Mike Davis, historyk z Kalifornii i wydawca „The New Left Review", uważa, że ta nowa przyjaźń bardzo zmieniła Hitcha.

A potem był 11 września 2001…

- Ci teokratyczni faszyści to najbardziej reakcyjna siła na świecie! Nie chcą demokracji, praw kobiet, wolności słowa - wszystkiego, o co przez 200 lat walczyła lewica. Świat talibów i al-Kaidy to świat niewoli, irracjonalności, mroku…

W czasie debaty z politykiem irlandzkiej lewicy usłyszał: - Radykałowie islamscy mają poczucie krzywdy…

Odparował: - O, tak krzywdzimy ich, każąc im oglądać kobiety, które nie zakrywają twarzy, tolerując homoseksualistów i wolną prasę...

Polemista na to: - Chodzi o krzywdy ekonomiczne.

- Ależ oczywiście - ironizował Hitch. - Talibowie stworzyli doskonały system opieki zdrowotnej i redystrybucji, prawda? Co pan wygaduje?

Gdy w 2006 r. napisałem do Hitchensa prośbę o wywiad, w odpowiedzi padło zdanie: „Pozdrów Adama, który odegrał pewną rolę w mojej ewolucji”. Chodziło o Adama Michnika i jego uwagę, którą Hitchens zapamiętał ze spotkania w 1976 r.: zasadnicze różnice między systemami nie są ideologiczne; linia podziału biegnie między tymi, którzy uważają, że człowiek może lub powinien być „własnością państwa” a tymi, którzy to odrzucają.

Hitchens przypomniał sobie tę myśl, gdy w Ameryce zaczynała się debata o wojnie z Saddamem Husajnem.

Gdy rozpoczął swoją publicystyczną kampanię najazdu na Irak, przyjaciele z lewicowego „New Statesman” przypomnieli mu, co wcześniej pisał o Saddamie: „To przywódca, który z podziemnego rewolucyjnego bojownika wyrósł na pierwszego arabskiego wizjonera od czasów Nassera”.

Potem atakował wściekle prezydenta Busha seniora za I wojnę w Zatoce.

Przyjaciel z brytyjskiego „Independenta”, Johann Hari, uważa, że wiarę w rewolucję Marksa i Trockiego Hitch zastąpił wiarą w demokratyczną rewolucję Thomasa Jeffersona.

NA WIELU FRONTACH

Nie daj się zaszufladkować; spodziewaj się jednak, że nazwą cię „fanatykiem” i „rozrabiaką”.

- Obrzydliwe ścierwo. Tak potrafią rzec o nim dawni przyjaciele (Aleksander Cockburn z tygodnika „The Nation”).

Noam Chomsky zarzucił mu „rasistowską pogardę” dla ofiar bombardowań w Sudanie (Hitchens nie godził się na porównanie zamachu na WTC do nalotów na El Shifę.) W odpowiedzi zarzucił Chomsky'emu głoszenie „mniej niż pół-prawd”. Wymienili ciosy - i zamilkli. Dwie dekady temu Hitchens pisał esej „Chór i Kassandra”, w którym chłostał krytyków Chomsky'ego.

- Lewica usprawiedliwia islamskich terrorystów. Uważają, że John Ashcroft [fanatyczny prokurator generalny w I kadencji Busha – A.D.] był większym zagrożeniem od Osamy ben Ladena. To zatracenie zmysłu moralnego.

- Co robisz u boku amerykańskich fanatyków religijnych?

- Podzielam idee neokonserwatystów, nie religijne majaki ewangelikanów.

Choć popierał Busha w wyborach 2004 r., odrzucał zarazem jego sprzeciw wobec badań nad komórkami macierzystymi. Podpisał też zbiorowy pozew przeciwko podsłuchiwaniu przez tajne służby obywateli USA w ramach „wojny z terroryzmem”.

W 2004 r. - trzy lata po wielkiej wolcie - ogłosił esej o wielkości Trockiego. I nadal mówił: „moje poglądy kształtują się według kategorii marksistowskich”, mimo że nie wierzył już w istnienie projektu konkurencyjnego dla kapitalizmu. Alterglobalistów nie trawił, choć ideę redystrybucji uważał za słuszną.

Walczył na kilku frontach: z częścią amerykańskiej prawicy klepiącej po plecach tyranów, z religijnymi fanatykami i częścią lewicy, która „szerzenie demokracji” drogą wojny uważa za zbrodnię.

Bernard Henri-Levi: - Ryzykuje porażkę na obu frontach.

Bohaterem dwóch książek i licznych tekstów Hitchensa jest George Orwell, który potykał się i z prawicą, i ze „swoimi” z lewicy. Czy za postawą Hitcha kryje się ambicja bycia „współczesnym Orwellem”?

W ostatnich latach nikt nie uważał Hitchensa za „swojego”. (Z wzajemnością.) Neokonserwatyści bynajmniej go nie pokochali. - To wariat - powiedział mi Norman Podhoretz, „ojciec chrzestny” neokonserwatystów. - W czasie wojny irackiej był w porządku, ale w sprawie Kissingera to szaleniec.

Aleksander Haig (dawny asystent Kissingera, później sekretarz stanu): - To połykacz ścieków.

Hitchens nie zawsze znosi ataki z uśmiechem. Gdy publiczność w telewizyjnym show wyklaskała go, pokazał jej środkowy palec: - Fuck you! Odpowiedziało mu buczenie. Byłem świadkiem jak w czasie odczytu na Uniwersytecie Stanforda zmiażdżył starszego człowieka, który błędnie zacytował jego pogląd na temat użycia przez Amerykę broni nuklearnej w Japonii (Hitchens potępiał ten akt).

Gdy pewien brytyjski polityk nazwał go „pijanym ex-trockistą, modnisiem, który nie jest w stanie utrzymać drinka”, odrzekł: - Tylko niektóre z tych oskarżeń mają podstawy. Były trockista - owszem. Modniś - może i tak. Nie mogę utrzymać drinka? O, tu muszę zaprotestować. (Ze swojego picia sam zrobił temat publicznych rozważań: - Nuda mnie przeraża. Piję, żeby nie nudzić się w towarzystwie innych ludzi.)

Dawny przyjaciel, Mike Davis smuci się: - Jak to możliwe, by w tym samym ciele mieszkał tak błyskotliwy i radykalny prowokator (sprawa Kissingera), ironista i sceptyk (wojna z religią) i zarazem ktoś tak naiwny (iracka krucjata)? Sami neokonsi porzucają swoje dyrdymały, tymczasem Christopher wydaje się ostatnim człowiekiem, który w nie wierzy. Nieprzenikniona tajemnica.

Hari, przyjaciel i dawny uczeń, pisze natomiast tak: - Rozkoszując się siłą jego charyzmy, czuję, że chciałbym nieomal siłą przeciągnąć go z powrotem na naszą stronę. Dla ludzi takich jak Tariq Ali Hitchens być może już nie żyje, lecz na lewicy nadal istnieje spora grupa ludzi, którzy rozumieją, jak potworną rzeczą jest islamski fundamentalizm. Dlaczego Hitch nas opuszcza?

- Nie sądzę - pisze dalej Hari - by lewica już bez reszty straciła Hitchensa. Nigdy nie przestanie walczyć o to, by postawiono przed sądem seryjnego mordercę Henry'ego Kissingera, a jego nienawiść do islamskiego fundamentalizmu opiera się na solidnych, lewicowych podstawach. Lecz na koniec naszego trzygodzinnego lunchu pozostaję z poczuciem, że rozmawiałem z człowiekiem osuwającym się w konserwatyzm. Wróć do domu Hitch. Potrzebujemy cię.

 

* Cytaty pod śródtytułami pochodzą z “Listów do młodego buntownika” Christophera Hitchensa.
* Skrócona wersja tego tekstu ukazała się w “Niezbędniku inteligenta” POLITYKI w 2008 r.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną