Świat

Kumokracja

REPORTAŻ: Demokracja po grecku

Kolonaki, dzielnica bogatych ludzi. Oburzeni są źli, bo politycy każą płacić kryzysowe frycowe także uboższym, podczas gdy człowiek bogaty w Grecji praktycznie nie płacił podatków. Kolonaki, dzielnica bogatych ludzi. Oburzeni są źli, bo politycy każą płacić kryzysowe frycowe także uboższym, podczas gdy człowiek bogaty w Grecji praktycznie nie płacił podatków. Adam Lach / Napo Images / Polityka
Grecy nie wstydzą się już głośno mówić o tym, jak bardzo spadły ich pensje i emerytury. Czego się wstydzić, skoro w rodzinach bez jakiegokolwiek dochodu żyje już około pół miliona osób? Smutek i rezygnację widać gołym okiem, słychać w codziennych rozmowach.
Starcia z policją podczas Ochi Day, na placu Syntagma w Atenach. Dzień Ochi (ochi, po grecku – stanowcze nie) jest obchodzony 28 października dla upamiętnienia odpowiedzi, jakiej miał udzielić Mussoliniemu w 1940 r. ówczesny premier Grecji Metaksas.Adam Lach / Napo Images/Polityka Starcia z policją podczas Ochi Day, na placu Syntagma w Atenach. Dzień Ochi (ochi, po grecku – stanowcze nie) jest obchodzony 28 października dla upamiętnienia odpowiedzi, jakiej miał udzielić Mussoliniemu w 1940 r. ówczesny premier Grecji Metaksas.

Gazmend Kaplani opowiada o wielkim strachu, potężnej obawie Greków przed pokryzysową przyszłością, przed skutkami dziejącej się właśnie zmiany. Żeby być bardziej sugestywnym, wymyśla różne metafory: greckie społeczeństwo – mówi na przykład – jest jak sypiąca się kamienica, której dach i fundamenty pękają jednocześnie.

To kryzys spowodował, że Grecja znalazła się w fazie politycznej, społecznej i gospodarczej transformacji. Zmiana jest nieunikniona – mówi Kaplani, który choć jest Albańczykiem, świetnie rozumie Grecję. Mieszka w Atenach od ponad 20 lat i zanim zrobił doktorat z filozofii, doświadczył typowej imigranckiej biedy. Pisze po grecku – o współczesnych Grekach i greckich emigrantach. Jego książki ukazały się w wielu krajach, więc zagraniczni dziennikarze, którzy opisują kryzys, często proszą go o komentarz. Umawia się z nimi w tej samej kawiarni na placu Syntagma (Konstytucji), w samym sercu miasta, tuż pod parlamentem – chyba że akurat trwa tam strajk albo demonstracja.

– Czy Grecy są gotowi na zmianę? To się okaże. Od ponad trzech lat przeglądają się w lustrze, w którym widzą swoje największe bolączki, dotąd ignorowane. Obraz nie jest przyjemny, ale muszą go znieść – z odwagą, bez przymykania oczu. Bo jeśli nie wytrzymają widoku i stłuką lustro...

Kryzysowe narracje

Kryzysowych narracji jest wiele, co normalne w 10-milionowym społeczeństwie. Taksówkarz węszy amerykańsko-europejski spisek. Sprzedawca losów na loterię wypiera rzeczywistość i ma nadzieję, że za chwilę sytuacja wróci do normy. Studenci winą obciążają rodaków – ich niezdrowe przyzwyczajenia, za które teraz przychodzi zapłacić bardzo wysoką cenę. Bo wyrzeczenia czekają Greków także w nowym roku. Najtrudniejszy czas dopiero nadchodzi, choć wydawało się, że gorzej być nie może.

Zapisy budżetu są jak nieszczęścia zamknięte w puszce Pandory. Strach do nich zaglądać: gospodarka dalej będzie się kurczyć, bezrobocie i deficyt pobiją kolejne rekordy, znów zostaną obcięte emerytury (policjanci i wojskowi stracą nawet 40 proc. dotychczasowego świadczenia), a pensje urzędników spadną do poziomu 65 proc. z 2009 r. W górę idzie VAT, maleje kwota wolna od podatku. I tak dalej.

Ale mimo to Kaplani jest dobrej myśli. Uważa, że kiedy Grecy przystosują się już do życia w zmienionych warunkach, być może uznają, że otwiera się przed nimi szansa naprawy tego, co w systemie społecznym i politycznym przez całe lata nie działało. Być może uda się zmienić reguły gry, które co prawda porządkowały świat, ale niosły za sobą liczne patologie.

 

 

Klienci patrona

Na pierwszy ogień musi pójść grecki klientelizm. – Grek to bardziej klient niż obywatel, który w zamian za głos oddany na konkretną osobę oczekuje konkretnych korzyści – tłumaczy Kaplani. – Znane są przypadki, gdy do drzwi biur poselskich pukali niecierpliwi wyborcy, domagając się rewanżu, np. załatwienia intratnej posady, najlepiej państwowej. Patologię pogłębiał fakt, że elity polityczne w Grecji niemal się nie wymieniają – obecni posłowie i posłanki to przodkowie dawnych parlamentarzystów, którzy swoich wyborców przekazują w spadku. Grecy znają swoich posłów i nie wstydzą się z tej znajomości korzystać. W cenie są też dyrektorzy, kierownicy, bogaci krewni z koneksjami, każdy z odrobiną wpływów. Ciężki ma żywot, kto nie ma swojego wizmy (patrona).

W przeszłości było jeszcze gorzej – uważa Thanos Dokos, dyrektor Centrum Polityki Europejskiej ELIAMEP. – Lata 80. i rządy Andreasa Papandreu to kwintesencja klientelizmu, którego konsekwencje w postaci nepotyzmu i korupcji są katastrofalne i widoczne na każdym kroku.

A już szczególnie na szczytach władzy. Choć zwykli Grecy także chętnie wręczają łapówki lekarzom, pielęgniarkom, urzędnikom, właśnie na skorumpowanych polityków oburzeni są najbardziej. Media co chwilę ujawniają kolejne afery z udziałem szefów partii czy ministrów, którzy swobodnie przyjmowali wielomilionowe prezenty, między innymi od niemieckiego Simensa czy greckiej Cerkwi. I do dziś pozostają bezkarni.

 

Demokracja kumoterska

Jason Manolopoulos w niedawno wydanej książce „Greece’s odious debt” (Ohydny dług Grecji) wylicza, że żaden z 450 ważniejszych skandali korupcyjnych w ostatnich latach nie zakończył się prawomocnym skazaniem winnych. Kto nie mieszkał i nie pracował w Grecji, nie jest w stanie wyobrazić sobie skali korupcji oraz skutków kumoterstwa i kleptokracji. W podobnym tonie piszą także inni twórcy kryzysowej literatury, których pozycje królują na listach bestsellerów w greckich księgarniach – m.in. Stauros Ligeros „Od rządów złodziei do bankructwa kraju”, Nikos Christodoulakis „Czy uda się uratować Titanica?”.

Złość na skorumpowanych polityków narastała od dawna. W 2004 r. głównym tematem kampanii wyborczej była odnowa moralna życia politycznego i reorganizacja państwa na zasadach przejrzystości i sprawiedliwości. Grecy chcieli zmian. Po 11 latach rządów, wmieszany w kolejne skandale, socjalistyczny PASOK przegrał wybory i oddał władzę konserwatystom z Nowej Demokracji. Minęły kolejne cztery lata i choć koniunktura była korzystna, premier Karamanlis nie zdołał przeprowadzić żadnych znaczących reform, a jego partia poniosła sromotną porażkę w 2009 r. – jednym z powodów znów były nieczyste interesy kilku ministrów.

Ofiarą klientelizmu padła grecka administracja – rozdęta, skorumpowana i nieefektywna. Praca w urzędzie, załatwiona po znajomościach, była dotychczas szczytem marzeń i gwarancją bezpiecznej przyszłości do szybkiej emerytury – nie potrzeba podnosić kwalifikacji ani zanadto się starać. I tak na przykład przez 30 lat od wejścia do Unii Europejskiej biurokraci w Atenach nie nauczyli się rozsądnie wydawać wspólnotowych funduszy. ELIAMEP za kilka tygodni zamierza opublikować raport na ten temat. – Nie będzie zaskoczenia – mówi Dokos. – Wielka część europejskich pieniędzy została zmarnotrawiona. Nasza przerośnięta administracja nie umiała nimi zarządzać – zarówno na poziomie centralnym, jak i lokalnym. Nie stworzyliśmy odpowiedniej strategii, więc lwia część środków była kierowana do nierozwojowych sektorów gospodarki.

Najbardziej jaskrawym przykładem jest greckie rolnictwo. Farmerzy przez lata nie inwestowali w rozwój i unowocześnienie swoich gospodarstw, a subsydia przejadali. Nie wspominając o oszustach, którzy pobierali pieniądze na nieistniejące uprawy bawełny czy oliwek.

Rażące absurdy można wyliczać bez końca. Jak choćby ten z osuszonym jeziorem Kopais w Beocji. Choć zbiornik zniknął ostatecznie w 1957 r., kiedy w jego miejscu wybudowano drogę, do dzisiaj działa urząd, który zajmuje się wyłącznie tym projektem. W biurze pracuje 30 etatowych urzędników. Albo pracownicy nowego muzeum Akropolu – większość z nich pochodzi z Kalamaty na Peloponezie, rodzinnej miejscowości Antonisa Samarasa, który obecnie jest szefem Nowej Demokracji, ale w momencie otwarcia muzeum w czerwcu 2009 r. był ministrem kultury.

 

 

Co tu zmienić?

Oszustwa podatkowe na małą i dużą skalę, utrudnienia w dostępie do wielu wolnych zawodów (konieczność kupienia licencji), brak sankcji za nieprzestrzeganie uchwalanych praw (np. nierespektowanie zakazu palenia w miejscach publicznych) – to wszystko grecki chleb powszedni.

– Takiej Grecji już nie chcemy. Kraj musi się zmienić – uważa Kaplani. – Nawet gdyby w tej chwili wymazać cały grecki dług, a jednocześnie zostawić dotychczasowy system polityczno-ekonomiczny, za 10 lat bylibyśmy w tym samym miejscu. Przecież Grecja już nie raz bankrutowała. Ale wydaje się, że jest spora grupa osób, które wbrew greckiej tradycji wybierają dyskurs przyszłościowy, że są gotowe odciąć się od przeszłości, nawet kosztem wyrzeczeń, jeśli dać im gwarancje, że nowe społeczeństwo będzie zdrowsze, że z czasem zniknie korupcja i klientelizm.

Na to jednak potrzeba czasu, odważnych polityków, może nawet dwóch parlamentarnych kadencji. Sytuacji nie ułatwia spora emigracja z kraju, głównie ludzi młodych i dobrze wykształconych, ani brak świadomego społeczeństwa obywatelskiego. – Nasz sektor pozarządowy jest w powijakach. Niechętnie się zrzeszamy, brakuje nam instynktu grupowego działania. Grecy to indywidualiści. Ale Dokos i tu widzi zmiany na lepsze. Fundacje i stowarzyszenia powstają tam, gdzie nie działa państwo, a państwo greckie mało gdzie działa sprawnie i skutecznie.

Kolejna kwestia to brak racjonalnej debaty publicznej na temat przyczyn kryzysu i możliwych sposobów na wyjście z niego. Zdaniem Kaplaniego kryzysowy dyskurs powinien być bardziej polityczny, tymczasem zarówno w greckich, jak i zagranicznych mediach dominuje opowieść o liczbach. – Tylko miliardy, tryliardy, procenty, transze. A wszystko pod olbrzymią presją czasu. Greckim politykom mówi się: natychmiast znajdźcie rozwiązanie, jeszcze dziś, zanim otworzy się japońska giełda. Musicie to, musicie tamto, nie czas na referendum, nie możecie ogłosić wyborów, bo rynki nie lubią niepewności, bo indeksy pójdą w dół. Jakie indeksy? Kim są ci faceci w Tokio? Kto kim rządzi na tym świecie? W demokracji zmiany dokonują się przecież stopniowo, na skutek rozmów, negocjacji, konsensu. Z dnia na dzień można co najwyżej przeprowadzić zamach stanu.

Nowa wielka idea

Ale Grecja ma jeszcze jeden spory problem – poważnie nadszarpniętą reputację. Kaplani widzi tu pewną ironię: – Jako imigrant w przeszłości często doświadczałem przejawów ksenofobii. Zdaniem Greków wszystkiemu, co najgorsze, winni byli Albańczycy, którzy w latach 90., po otwarciu granicy, masowo przyjeżdżali do Grecji. Ale kiedy podróżuję dziś po Europie i mówię ludziom, że przyjechałem z Grecji, słyszę na temat Greków te same nieracjonalne opinie i stereotypy, którymi oni sami kiedyś się posługiwali. Traktuje się Grecję jako historyczną pomyłkę, jak bękarta na forum zacnej europejskiej rodziny.

A przecież Grecy nawet nie wyobrażają sobie, że mogliby znaleźć się poza europejską rodziną, by znów mogli się stać pionkiem wielkich mocarstw, prawie kolonią. Przynależność do klubu możnych, do nowoczesnej Europy, to dla Greków druga, tym razem pokojowa megali idea. Pierwsza wielka idea powstała ponad sto lat temu i była ekspansjonistyczna. Opierała się na pomyśle zjednoczenia wszystkich greckich ziem, z Kretą, Cyprem i Konstantynopolem włącznie. Nie udało się jej zrealizować. – Kolejna porażka byłaby niezwykle groźna. Grecy traktują Unię Europejską jak schronienie, dlatego tak alergicznie reagują na wszelkie głosy nawołujące do wyrzucenia Aten ze strefy euro.

W najbliższym czasie wyzwań więc Grecji nie zabraknie. Pierwszym będą przyspieszone wybory. Gdy w listopadzie 2011 r. powstawał rząd jedności narodowej, jako możliwy termin wskazywano drugą połowę lutego 2012 r., teraz mówi się raczej o pierwszej połowie kwietnia. Nowy premier ma ręce pełne roboty – musi przywrócić stabilność i okiełznać polityczny chaos.

Lukasa Papademosa czeka też niejedna rozprawa ze związkami zawodowymi i kolejne masowe demonstracje. Place i ulice największych miast w 2012 r. zapewne znów będą się wypełniać, a jeśli zapowiadana od dawna olbrzymia prywatyzacja ruszy nareszcie z kopyta, protestów może być jeszcze więcej niż dotychczas.

Polityka 03.2012 (2842) z dnia 18.01.2012; Na własne oczy; s. 100
Oryginalny tytuł tekstu: "Kumokracja"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną