Polityka. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

Subskrybuj
Świat

Fala pod kuratelą

Egipt po czy przed rewolucją?

Kairskie slumsy toną w śmieciach. Kairskie slumsy toną w śmieciach. Carters / Forum
Rok po wielkim buncie przeciwko dyktaturze i korupcji nie jest całkiem jasne, czy rewolucja w Egipcie już była, czy dopiero będzie.
Kair doskonale unaocznia społeczne przepaści. Na fot. kairskie slumsy.cyanocorax/Flickr CC by SA Kair doskonale unaocznia społeczne przepaści. Na fot. kairskie slumsy.
Egipska stolica ma też piękniejszą twarz.watchsmart/Flickr CC by 2.0 Egipska stolica ma też piękniejszą twarz.
Modlitwa podczas antyrządowej demonstracji na Placu Tahrir, luty 2011 r.Carsten Koall/Getty Images/Flash Press Media Modlitwa podczas antyrządowej demonstracji na Placu Tahrir, luty 2011 r.

1

Kakofonia klaksonów, zdezelowane auta, mikrobusy i ocierające się o siebie motorynki, niektóre jadące pod prąd. Wyboje, błoto i fekalia, chmura spalin, że trudno oddychać. Wzdłuż głównej ulicy sklepiki, stragany i wózki z piecykami, w których uliczni sprzedawcy pieką słodkie ziemniaki – lokalny przysmak za parę piastrów. Ruch, zgiełk, mrowisko. Bulak wita!

Bulak to biedna dzielnica Kairu (nie mylić z inną o tej samej nazwie, gdzie mieszka niższa klasa średnia). Wąskie uliczki tworzą labirynt, z którego już po kilku minutach spaceru niełatwo znaleźć drogę odwrotu. – Gdybyś sam się tu zapuścił, nie wyszedłbyś – śmieje się Mahmud Fathy, 21 lat. Do Bulak nie wchodzi nawet policja i nie wchodziła w czasach upadłej rok temu dyktatury Mubaraka. Ludzie sami się rządzą, pomagają sobie, lecz kiedy dojdzie do sprzeczki, w ruch idą pięści, noże i broń palna, która jest wszędzie.

Mahmud mieszka z mamą i bratem na wynajętych 40 m kw., zarabia jako kierowca chińskiej moto-taksówki tuk-tuk, z kabiną z tyłu i ławką dla trzech pasażerów. Gdy jeździ 12 godzin, wyciąga 70–80 funtów egipskich (13 dol.). Daje się za to przeżyć, spłacając pożyczkę na moto-taksówkę, ale nic więcej. – Głównym problemem jest uciułanie pieniędzy, żeby się ożenić – tłumaczy i dodaje, że rodzina panny młodej wymaga np. mieszkania czy mebli, więc wielu kolegów, nawet 35-letnich, to wciąż kawalerowie.

Frustrację pomaga uśmierzyć bango – rodzima trawka. Z siana za 20 funtów można skręcić 6–7 blantów; haszysz jest trzy razy droższy. Można kupić podróbę kokainy, wymieszaną z chemicznymi świństwami – lepiej unikać. Mafii narkotykowej nie ma, jest jeden duży diler, a towar rozprowadzają nastolatki. Nie kryją się, przecież tu nie ma policji. – U nas raczej się nie pije. Palimy. Co na to Koran? – Są kaznodzieje, którzy dopuszczają palenie haszyszu. Sami palą. W Bulak nie ma dyskotek. Jedyna rozrywka prócz blantów to palarnie sziszy i boisko. Ale żeby pograć w nogę, trzeba płacić za wynajem.

Z plakatu poważnie spogląda brodaty kandydat na posła. Na czole ma zibibę, rodzaj siniaka, który dowodzi, że sporo czasu spędza na modlitwie, ocierając czołem o dywan. Obiecuje, że będzie teraz sprawiedliwość.

Ludzie siedzieli cicho tyle czasu przez niewiedzę – mówi Mahmud. – Myśleli, że świat jest, jaki jest, i już. Dzięki rewolucji dowiedzieliśmy się, że Mubarak i jego ludzie okradli nas. W zakończonych właśnie wyborach do parlamentu Mahmud głosował na Partię Wolność i Sprawiedliwość, czyli Bractwo Muzułmańskie. Czy dlatego, że Bracia od zawsze pomagają biednym? Nie, akurat w Bulak ich nie widział. Poparł ich, ponieważ cierpieli prześladowania za Mubaraka. Gdy dowiedział się o złodziejstwie dyktatora, uznał, że Bracia to pewnie uczciwi ludzie. Nadzieje? Liczy, że teraz szybciej zarobi na mieszkanie.

Tak jak ludzie w Bulak żyje ponad połowa Egipcjan. Jedna trzecia gorzej – na cmentarzyskach, śmietniskach, w zapadłych wioskach. Klasa średnia to kilkanaście procent, głównie w Kairze, Aleksandrii, Suezie; bogaci – kilka. Tak wygląda egipska piramida społeczna, wzniesiona przez Hosni Mubaraka – faraona, którzy rządził tu przez 30 lat. A piramidy, jak wiemy, są długowieczne.

2

Kiedy się spaceruje wzdłuż Nilu po stronie downtown, widać, że choć tutejsza nowoczesność mocno przykurzona, planista starał się, żeby wyglądało światowo. Zapuszczony wieżowiec o dumnej nazwie World Trade Center, przeszklone siedziby banków i federacji przemysłowców, przystrzyżone drzewa w alei nad Nilem... Jednak ten pasaż to raczej metafora fasady starego reżimu, nie autentycznych dążeń modernizacyjnych. Tuż za nią – sypiące się budynki, wraki samochodów, gruzowiska.

Podobne kontrasty rażą w Gizie, niedaleko piramid. Strzeżone osiedla i luksusowe hotele sąsiadują ze slumsami, w których nie ma wody i prądu. Po ulicach suną klimatyzowane vany obok rozklekotanych, smrodzących mikrobusów, w których ludzie ściśnięci są jak szprotki w puszce. Kair doskonale unaocznia społeczne przepaści. Można podziwiać pełne ornamentów budynki z lat 30. i 40., jak w Paryżu, mauretańskie kamienice w Heliopolis, apartamentowce w Maadi i przerazić się Miastami Umarłych, w których 3–4 mln ludzi walczy o przeżycie każdego dnia. Te otchłanie nędzy to też magazyny części zamiennych. Ludzkich. Na podziemnym rynku organów nerka czy wątroba kosztują podobno 7,5 tys. dol.

Ostatnich 40 lat całkowicie zmieniło strukturę społeczną Egiptu – wyjaśnia Samer Soliman, politolog z Uniwersytetu Amerykańskiego w Kairze. W latach 50. i 60. Gamal Nasser, guru arabskiego socjalizmu, stworzył liczną klasę średnią. Rządził twardą ręką, ale przeprowadził reformę rolną, stworzył gigantyczny sektor publiczny, przemysł, postawił na masową edukację wyższą. Klasę średnią zasilali nie tylko prawnicy, lekarze, inżynierowie, lecz także spora część robotników. W latach 70. Anwar Sadat odwrócił ten trend. Postawił na prywatyzację, zniósł progresywne podatki, odwrócił sojusze Egiptu – z Moskwy na Waszyngton – i obciął inwestycje w edukację i służbę zdrowia, które przez kolejne dekady popadły w ruinę.

W 1981 r., w trakcie defilady wojskowej, radykalni islamiści zastrzelili Sadata. Mubarak, który go zastąpił, miał okres „socjaldemokratyczny”, tj. częściowego powrotu do inwestycji w zdrowie, szkoły, transport publiczny, doprowadzenie prądu do dzielnic biedy. – W latach 90. oddał jednak Egipt biznesmenom. Dosłownie. Ministrem przemysłu był przemysłowiec, zdrowia – przedsiębiorca z branży farmaceutycznej, rolnictwa – agrobiznesmen. Kapitalizm kolesiów w wersji bezwstydnej. Część dochodów z Kanału Sueskiego, głównego źródła wpływów Egiptu, lądowała na kontach dyktatora.

Inżynier pracujący dla zagranicznych film elektryfikujących wioski opowiada z zażenowaniem, że negocjował łapówki za kontrakty; rząd reprezentował jego były profesor. Na społecznych nizinach jest tak samo. Ludzie mówią, że większość dzieci pobiera u swoich nauczycieli korepetycje, by zdać do następnej klasy. Korupcyjna hydra, której nie wypleni się przez lata.

Pewien psycholog oszacował, że 17 mln – co piąty Egipcjanin – cierpi na jakąś formę depresji. Jak z tej rzeczywistości uciec? W ostatniej dekadzie nawet 8 mln ludzi rocznie (10 proc.!) zgłaszało się do loterii wizowej USA. Pół miliona na prymitywnych łódkach dopłynęło do Grecji i Włoch, gdzie znalazło nowe życie. Setki zatrzymała libijska straż morska i wtrąciła do więzień. Wielu utonęło.

 

 

3

Takiego ładu strzegła dniem i nocą policja Mubaraka. Najmniejsze przejawy buntu deptała w zarodku: wszystko jedno, czy głowy podnosili robotnicy czy islamiści. Normą były bestialskie tortury. – Czuło się tę wszechwładzę policji na co dzień – opowiada Jahia Szawkat, 32-letni urbanista. – Za wykroczenie na drodze policjant potrafił skatować człowieka. Czuli się jak kasta panów. Tak naprawdę to rewolucja 2011 r. wybuchła przeciwko policji.

Nomen omen – 25 stycznia to Dzień Policjanta. Tego dnia, dokładnie rok temu, demonstranci spalili posterunek przy głównym placu w Suezie. Straszy do dziś wypalonymi oknami i ludzie chcą, by taki pozostał jako memento. Gdy tłum z placu Tahrir w Kairze obalał Mubaraka, ten w ostatnim geście zemsty wypuścił z więzień przestępców. – Spontanicznie powołaliśmy straże obywatelskie strzegące domów i dzielnic – wspomina Josef Nabarawy, inżynier z dzielnicy Heliopolis. Teraz Egipcjanie zarzucają policji, że bojkotuje obowiązki, i zaczynają tęsknić za porządkiem. – Bandy plądrują sklepy, napadają na ludzi po zmroku – skarży się Ramy Khoziem, 25-letni sprzedawca sklepu odzieżowego w Suezie. Ma poglądy liberalne, ale nie głosował w wyborach. Nie znalazł kandydata godnego zaufania.

Związkowcy, którzy od lat organizowali strajki w przemyśle i budżetówce, uważają, że represje to tylko jedno ze źródeł buntu. Ważniejsza była bieda, utrata godności. W Kairze opowiadają, że w ostatnich latach przed rewolucją ludzie skakali sobie do oczu z byle powodu – na ulicy, w pracy, w szkole. Echem odbiło się skatowanie ucznia za nieodrobienie lekcji. W 2007 r. w końcu ramadanu doszło do serii aktów napastowania seksualnego kobiet. Gapie się gapili, nikt nie reagował.

Rewolucja radykalnie odnowiła ducha i obyczaje – mówi z dumą Hamed Saied, 46-letni reżyser telewizyjny z lewicowej grupy Rewolucja Musi Iść Naprzód. Czy na trwałe? Podczas wielodniowego koczowania na placu Tahrir dziewczyny w obcisłych dżinsach, bez chust, podawały bogobojnym muzułmanom wodę do obmycia rąk i twarzy przed modlitwą. W rewanżu ci ostatni otaczali je kordonem, gdy atakowała policja lub napastowali napaleni faceci. W koptyjskie Boże Narodzenie na początku stycznia wielu muzułmanów poszło do kościołów, żeby uściskać braci chrześcijan. Palenie świątyni koptyjskich tuż po rewolucji było prowokacją dawnej bezpieki, która posłużyła się islamskimi fanatykami. Partie islamskie potępiły akty przemocy, jednak grunt dla nietolerancji religijnej istnieje.

4

Nie chcemy państwa islamskiego, chcemy świeckiego z islamskim backgroundem – deklaruje brodaty Amr Zaky, 44 lata, architekt, nowo wybrany poseł Partii Wolność i Sprawiedliwość, członek Bractwa Muzułmańskiego od ćwierćwiecza. Co to w praktyce znaczy? – Że droga do Iranu jest zamknięta. W biurze Zaky’ego ruch jak w dzień, a jest już północ; rozmowa skończy się o 3 nad ranem. Zaky opowiada o osiągnięciach Braci: świetlicach dla dzieci w dzielnicach biedy, kursach czytania i pisania dla analfabetów, badaniach lekarskich dla nędzarzy. Bracia to ekonomiczna potęga, kapitaliści, protestanci islamu. Trzymają handel, są mocni na rynku nieruchomości. Wielu dorobiło się w Zatoce w latach 80., gdy w Egipcie byli prześladowani.

Bractwo powstało w 1928 r., miało bronić islamu przed wpływami zachodniej kultury, sprzeciwiało się brytyjskiej dominacji – miało rys antykolonialny. Kilka dekad temu wyrzekło się przemocy, jednak reżim Mubaraka, grając na lękach ludzi Zachodu, przedstawiał Braci jako wylęgarnię dżihadu i terroru, niemal drugą Al-Kaidę. Przeszłość Braci uwiarygodniała propagandę: za monarchii zabili premiera, a ich radykalni odszczepieńcy – Sadata w 1981 r. Bracia wspierali finansowo dżihad ibn Ladena przeciwko ZSRR w Afganistanie, lecz już wtedy odmówili udziału w walce. Ostatecznie rozeszli się z saudyjskim wahabizmem – najbardziej radykalnym nurtem politycznego islamu – na początku lat 90. Zapłacili za to utratą finansowego wsparcia i usunięciem ze sponsorowanych przez Saudyjczyków instytucji w różnych krajach.

Mówią, że chcemy zamknąć kurorty, a przecież my stawiamy na rozwój turystyki wzdłuż 3200 km wybrzeża – zarzeka się Zaky. – Wierność islamowi to zobowiązanie, nie zmuszanie innych do zmiany stylu życia. Trudno jednak Braciom zaufać na kredyt. W ostatnich latach 15 posłów z Bractwa (oficjalnie niezależnych, bo organizacja była za Mubaraka nielegalna) żądało wycofania z obiegu kilku powieści z powodu szerzenia „bluźnierstw”; atakowali też konkursy piękności. Czy mając w parlamencie islamską większość Bracia będą bardziej powściągliwi?

Ale islamska fala to nie tylko oni, uważani nawet przez liberałów za partię umiaru. To także telewizyjni kaznodzieje, przyciągający swoimi talk-show miliony ludzi. O ile kiedyś islamskim trendsetterem była uczelnia Al-Azhar, o tyle teraz częściej owi telekaznodzieje. Przedstawiają nauki islamu w lżejszej, nieraz frywolnej formie. Jeden z nich, 45-letni Wessam El-Din, wspólnik w firmie konsultingowej, mówi, że gadanie o zamykaniu plaż i zakazie sprzedaży alkoholu to gra polityków o władzę, nie ma nic wspólnego z islamem. – Islam otworzył Egipt, żyliśmy w pokoju z ludźmi innych kultur. I puszcza oko: – Nie skazywaliśmy naukowców jak katolicy Galileusza. Islam to pokój. A terroryzm? – To, co ludzie Zachodu nazywają terroryzmem np. palestyński Hamas my nazywamy walką o wyzwolenie.

Drugą grupą politycznego islamu są salafici – „krewniacy” saudyjskich wahabitów. Tradycjonaliści, konserwatyści. Łatwo ich poznać po rozwichrzonych brodach – brody Braci są zwykle krótsze i równo przycięte. Przez dekady salafici trzymali się z dala od polityki w myśl hasła: „Najlepszą polityką jest brak polityki”. Teraz weszli do niej szeroką ławą: ich Partia Światła zebrała jedną czwartą głosów (razem z Braćmi mają w parlamencie 70 proc.). W Suezie zdobyli ponad połowę. – Suez jest mniej kosmopolityczny niż Kair, ludzie bliżej religii, zamknięci we wspólnotach – wyjaśnia Islam Abdel Salam, 25-letni pracownik firmy Siscom, o liberalnych poglądach, który... poparł salafitów. Dlaczego? – Bo to koledzy z sąsiedztwa, uczciwi, będą lekiem na korupcję. Przekonanie o uczciwości salafitów wraca w rozmowach jako kontra wobec pragmatyzmu czy wręcz cynizmu Braci.

Jeden z owych kolegów Islama, Hassan Arafat, salafita i właściciel sklepu z meblami, tłumaczy, jak będzie wyglądało wcielanie zasad religijnych. Już teraz chodzi po sklepach na swojej ulicy i uczy, jak handlować zgodnie z naukami Proroka, czyli bez nieuczciwych marż. A co z turystyką, z której żyje Egipt? – Nie można rujnować gospodarki. Jeśli chcielibyśmy nakładać restrykcje, musimy przedstawić ludziom z branży inną ofertę pracy. Co z kobietami – będą mogły pracować czy tylko siedzieć w domu, jak sugerują niektórzy brodaci? Do rozmowy włącza się ojciec Hassana: – Wszystkie kobiety w naszej rodzinie pracują. Hassan dodaje, że siostra, zasłaniająca twarz nikabem, jest malarką. Na ścianie jej obrazy: abstrakcja. – Sztuka jest OK, dopóki nie przedstawia ciała człowieka. Muzyka też, ale klasyczna, religijna. Piosenki pop mówią o seksie, wzbudzają pożądanie, które niesie społeczne choroby.

Są też zupełnie nowocześni salafici, którzy założyli w Kairze grupę Salafyo Costa – od nazwy sieci kawiarni Costa, w których lubią przesiadywać. Mohamed El Bakir, 31 lat, i Ehab El Kholey, 34 lata, mają długie brody, eleganckie ciemne płaszcze i po dwa smartfony, które kładą na stoliku. Byli cały czas w trakcie rebelii na placu Tahrir, przełamywali niechęć reszty do salafitów, wcześniej uważanych nawet przez liberalnych muzułmanów za fanatyków. Nagrywają filmiki, w których śmieją się to z siebie, to z wyobrażeń, jakie mają o nich świeccy. Na jednym z nich brodaty salafita pociera nożem o nóż i prezentuje przepis na danie z ziemniaków w sosie z liberałów. Kilku starych szejków zgłosiło akces do grupy, ale ich prośbę odrzucono. Ci młodzi nie chcą, by ich kojarzono z szejkami i imamami.

W ten sielankowy niemal obraz nie pozwalają uwierzyć ekstremiści. W Aleksandrii skrzyknęli się na ćwiczenia w posługiwaniu się elektrycznymi paralizatorami. Wzorują się na wahabickiej „policji moralności” z Arabii Saudyjskiej, która pilnuje „moralnego” zachowania na ulicach. Religia i polityka to dla nich jedno. Tak jak młodzi liberalni buntownicy, ekstremiści zwołują się za pomocą Facebooka. Partia salafitów odcięła się od nich, a poseł Zaky z Bractwa mówi oburzony, że to, co robią, jest nielegalne. W parlamencie i Bracia, i salafici już wkrótce będą mogli wykazać, jak bardzo są przeciwni ekstremistom.

 

 

5

Cieniem na nadziejach wielu Egipcjan kładą się rządy generałów. Już po ustąpieniu Mubaraka aresztowali tysiące zbuntowanych, nadal tępią opozycję i niezależnych dziennikarzy. W starciach z siłami bezpieczeństwa zginęło kilkuset ludzi; były tysiące rannych. – Kilka dni temu zasiedziałem się z przyjaciółmi. Zadzwoniła przerażona mama: Gdzie jesteś? – opowiada 28-letni Ahmed Jakub. – Bała się, że jak wielu młodych bezpieka porwała mnie z ulicy. O losie zatrzymanych w taki sposób bliscy dowiadują się nieraz po wielu dniach czy wręcz tygodniach.

Świeccy liberałowie i lewicowcy, którzy zwykle uważają, że należy dać islamistom szansę – w końcu tak chciała większość – obawiają się, że Bractwo zawarło tajny pakt z generałami. Że podzielą się władzą, a demokracja umrze w dniu narodzin. – Nie mamy dowodów, ale... – Hamed Saied zawiesza głos. – Bracia nie protestowali, gdy armia rozbijała nasze demonstracje. Reżimowe media atakowały nas za to, że rewolucja przyniesie rzekomo rozwiązłość obyczajów, pijaństwo. Bracia wykorzystali to przeciw nam. Poseł Zaky z Bractwa zaprzecza, jakoby zawarto układ z wojskiem, ale liberałowie i lewica nie wierzą w te zapewnienia. Rewolucja Musi Iść Naprzód – tak nazwała się jedna z lewicowych partii, która w Kairze uzyskała ledwie kilka procent. Podobnie sprawy widzą robotnicy i budżetówka: Egiptem wstrząsają nie tylko manifestacje z hasłami wolnościowymi, również fale strajków we wszystkich branżach. „Mubarak odszedł, nie zmieniło się nic” – powtarza się tu jak mantrę, która jednych zachęca do dalszej walki, a innych zniechęca.

Wpływowa jest tzw. sofa party, czyli milcząca większość, zmęczona protestami. To ludzie, którzy poparli odejście Mubaraka, głosowali w większości na islamistów, lecz nie chcą dalszej niepewności, chaosu. Mustafa, menedżer w agencji turystycznej przy Tahrir, mówi, że w 2011 r. zarobił 10 proc. tego co rok wcześniej. Szarif z hotelu Hayatt narzeka: – Turyści boją się przyjeżdżać do kraju, w którym policja strzela do demonstrantów. W hotelu 92 proc. pokoi stoi pustych, cena zajętych jest niższa prawie o połowę. Zahamowanie turystyki to straty, zwolnienia, większe bezrobocie. Wielu wyjeżdża za chlebem do Bahrajnu, Emiratów, Kataru. Dlatego sofa party mówi rewolucji dość! Musi wrócić ład i spokój! Wtedy wrócą turyści, będzie praca.

Rozczarowani zastojem i zamordyzmem generałów buntownicy – ci, którzy zaczęli rebelię – zwołali na 25 stycznia wiec na placu Tahrir. Chcą uczcić rocznicę powstania i wezwać generałów do odejścia. Ahmed i Hamed oczywiście przyjdą. Szarif z Hayattu i inni z sofa party – nie. Mahmud Fathy z biednej dzielnicy Bulak jeszcze nie zdecydował, czy przyjdzie żądać dalszych zmian, czy będzie woził klientów moto-taksówką, to znaczy: zarabiał na mieszkanie, by kiedyś móc się ożenić. Możliwe, że od jego decyzji i tysięcy takich jak on będzie zależało, czy rewolucja pójdzie naprzód, czy zatrzyma się na islamskiej fali pod generalską kuratelą.

Polityka 04.2012 (2843) z dnia 25.01.2012; Świat; s. 43
Oryginalny tytuł tekstu: "Fala pod kuratelą"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Katarzyna Nosowska dla „Polityki”: Jestem moim planem na życie

Dziś w stosunku do artystów jest coś chłodnego – mówi Katarzyna Nosowska, tegoroczna laureatka towarzyszącej Paszportom POLITYKI nagrody specjalnej Kreator Kultury.

Bartek Chaciński
20.01.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną