Świat

Lenin w kołpaku

REPORTAŻ: Kirgistan wierzy w nacjonalizm

Popis jeździeckich umiejętności w pobliżu monumentu sławiącego Manasa, kirgiskiego bohatera narodowego. Popis jeździeckich umiejętności w pobliżu monumentu sławiącego Manasa, kirgiskiego bohatera narodowego. Vladimir Pirogov/Reuters / Forum
Biszkek nie jest miastem europejskim ani rosyjskim, z wyglądu i nastroju raczej słabo przypomina dawne Frunze, stolicę Kirgizów, opisaną przez Ryszarda Kapuścińskiego. Tylko moda na złote zęby okazała się ponadczasowa.
Amerykańscy żołnierze z bazy tranzytowej pod Biszkekiem celebrują Boże Narodzenie.Vladimir Pirogov/Reuters/Forum Amerykańscy żołnierze z bazy tranzytowej pod Biszkekiem celebrują Boże Narodzenie.
Bazar Dordoi to tysiące kontenerów, ułożonych piętrowo, a w nich sklepy.Yoray Liberman/Getty Images/Getty Images/FPM Bazar Dordoi to tysiące kontenerów, ułożonych piętrowo, a w nich sklepy.
Polityka

Klimat, jaki kiedyś wabił rzuconych do Azji Rosjan, pozostał przyjazny, bo wolny od wpływów polityki: jasne niebo i słońce niemal każdego dnia. I na wyciągnięcie ręki ośnieżone szczyty gór Tien-szan. Można mieć dość rewolucji, regularnie co pięć lat zmiatających władze, nepotyzmu, korupcji, coraz gwałtowniejszych zamieszek etnicznych, pobożnych muzułmanów, niewygód, kryzysu, drożyzny. Ale wystarczy spojrzeć w niebo, żeby odzyskać apetyt na życie. Nawet bez sięgania po konopie, które też polubiły tutejszy klimat, czy opium, kiedyś lekarstwa na ból zęba, a dziś towaru eksportowego do Rosji i Europy.

Ale Rosjanie zaczęli wyjeżdżać z Kirgistanu po tym, jak 31 sierpnia 1991 r. oficjalnie skończył się komunizm, a prezydent Askar Akajew ogłosił niepodległość Republiki Kirgistanu (w czasach sowieckich zwanej potocznie Kirgizją). – Narastał nacjonalizm, na każdym kroku dawano nam odczuć, że jesteśmy niemile widzianym okupantem – mówi Paweł, Rosjanin z paszportem bułgarskim, który teraz przyjeżdża tylko odwiedzić rodzinę.

Nacjonalistyczne zapędy sięgnęły tak głęboko, że chciano nawet zlikwidować konserwatorium, bo po co Kirgizom muzyka klasyczna, wystarczy ludowa. Wprowadzono święto kołpaka, narodowej czapki z białego sukna z haftem. Dobrze nie zdejmować go z głowy nawet w restauracji. Pozostał Lenin, choć teraz pozdrawia proletariuszy z mniej reprezentacyjnej części tego samego centralnego placu miasta. Dawne miejsce wodza zajął bohater epopei narodowej Manas, który walczył o zjednoczenie kirgiskich plemion. Sympatia dla Lenina bierze się zapewne stąd, że Kirgizja nie byłaby niepodległą republiką, gdyby bolszewicy nie pocięli granicami Doliny Fergańskiej. A moda na Manasa rośnie, każde miasto stawia mu pomnik.

Między bazami

Biszkek (do 1926 r. Piszpek, do 1991 r. Frunze) żyje teraz w pośpiechu, już nie jest senny ani łagodny. Tysiące aut przepycha się wąskimi ulicami miasta, bo Kirgiz przesiadł się z konia do samochodu, który pokochał: Kirgizów jest 5 mln, a aut pewnie dwa razy tyle. Zwykle to starocie ściągnięte z Niemiec, Francji, Rosji, no i z Chin. Często w takim stanie, że blacha ledwie trzyma się kupy, co przy tutejszym standardzie dróg jest i tak bez znaczenia. Wielki świat już bowiem nie leży daleko, przybliżyły się zwłaszcza Chiny, których gospodarka ma wpływ na kirgiską, tę oficjalną i tę w szarej strefie. Ale także Moskwa, która ma tu rozliczne interesy, bazę wojskową w Kant, blisko stolicy, i wspiera kirgiską gospodarkę kredytami, często bezzwrotnymi. Wszystko po to, by utrzymać swoją pozycję w Azji Centralnej.

Pod Biszkekiem, w Manas, jest również największa amerykańska baza przerzutowa dla międzynarodowych sił w Afganistanie, 1500 żołnierzy. Na lotnisku, które jest też portem pasażerskim, stoją rzędem ogromne amerykańskie transportowce KC135, latające cysterny. Przy wjeździe na lotnisko tłoczy się sznur samochodowych cystern, bo paliwo dla wsparcia afgańskiej operacji dostarcza Amerykanom firma kirgiska.

Poprzedni prezydent Kurmanbek Bakijew – za kredyt – obiecał Moskwie, która nie chce tu konkurencji, że zerwie umowę z Amerykanami. Ci jednak trzykrotnie podbili stawkę i Bakijew pozwolił im zostać. Rozzłoszczeni Rosjanie wprowadzili stuprocentowe cła eksportowe na produkty naftowe, które Kirgistan z zyskiem reeksportował, a to pogłębiło kryzys gospodarczy i niezadowolenie społeczne. Wkrótce Bakijew stracił władzę; w kwietniu 2010 r. w Kirgistanie wybuchła, druga już po tulipanowej, rewolucja, wcale nie aksamitna, w Biszkeku zginęło kilkadziesiąt osób, a sam prezydent uciekł do Mińska, przygarnięty przez Łukaszenkę.

 

 

Moskwa natychmiast nawiązała kontakt z ówczesną premier rządu tymczasowego Rozą Otunbajewą, przekazała bezzwrotną pomoc – 150 mln dol., i zapowiedziała zniesienie ceł. Stabilność w Kirgistanie i całej Azji Centralnej jest dla Rosji sprawą gardłową, Kreml obawia się okopania tu islamskich grup terrorystycznych i szybkiego rozwoju narkobiznesu.

Groźba jest realna, obecny prezydent kraju Aumazbek Atambajew też boi się zagrożenia terrorystycznego i ostatnio zapowiedział, że amerykańska baza w Manas zostanie zlikwidowana w 2014 r., gdy wygaśnie umowa dzierżawy. Prezydent nie chce w Biszkeku amerykańskich żołnierzy ani niczego, co wiąże się z operacją militarną. Amerykanie nie kryją, że zamierzają negocjować.

Wędka od Brukseli

Kirgizi nigdy nie byli ortodoksyjnymi wyznawcami islamu, kobiety nie zakrywały twarzy, żony nie były podporządkowane mężom. W czasach radzieckich wszyscy byli oficjalnie ateistami. – Teraz fundamentalistów przybywa gwałtownie, to się zaczęło po rozpadzie ZSRR – przyznaje Nurisat Imankułowa, dyrektorka 98 liceum w Biszkeku. Sama jest muzułmanką, ale do meczetu nie chodzi, nie praktykuje.

W Biszkeku coraz więcej kobiet nosi czadory, burki i nikaby, zasłaniające całą twarz. Spora część Kirgizek, a pewnie nawet większość Uzbeczek zakłada hidżaby. Kobiety coraz częściej są podporządkowane mężczyznom, przynajmniej w domu. Jak informuje Taalaygul Isankułowa, szefowa Centrum Badania Procesów Demokratycznych, aż 87 proc. kobiet pada ofiarą przemocy domowej i gwałtów.

Na dawnej ulicy Sowieckiej, teraz Abdarachmanowa, gdzie Kapuściński widział „pejzaż żywcem przeniesiony ze Smoleńska”, nie ma dziś wątpliwości, że jest się w kraju muzułmańskim. W mieście ożyły meczety i minarety, coraz więcej jest centrów islamskich wspieranych przez kraje arabskie, zresztą nie tylko w stolicy, w całym kraju. Konstytucja Kirgistanu oddziela religię od państwa, ale już były zakusy, żeby to zmienić. – Wszystkie cerkwie natychmiast by zamknięto – prognozuje dyrektorka liceum.

Na bazarze Dordoi, gigantycznym, największym w Azji Centralnej, gdzie można kupić wszystko, jest mnóstwo butików oferujących stroje dla muzułmanek, na głowę i ciało, zgodne z obecną modą, gdy idzie o fakturę materiału, markę wyrobu. Są oryginały i tureckie podróbki.

Dordoi zasługuje, żeby się tu zatrzymać. Żyje z niego Biszkek, a może nawet pół Kirgistanu. Jest azjatycki, z całym swoim pośpiechem, krzątaniną tysięcy ludzi, pokrzykiwaniem dostawców towarów, popychających dwukołowe wózki wyładowane worami dżinsów, bluzek, futer, pudłami pełnymi komputerów najnowszej generacji, telefonów komórkowych, wszystkiego, co dostępne w Hongkongu, na chińskim, tureckim, koreańskim rynku. A obok pokrzykują sprzedawcy herbaty, lepioszek, pierożków domowych z kapustą, przedzierają się alejami dostawcy ryżu z mięsem i jarzynami, lokalnego przysmaku. Dordoi to dziesiątki tysięcy kontenerów, ułożonych piętrowo, a w nich sklepy. Wokół stragany z mięsem, owocami, tanie garkuchnie. Po południu tysiące aut, marszrutek i autobusów próbują się stąd wydostać albo raczej ewakuować.

Nurisat Imankułowa przypomina, że w kirgiskich szkołach średnich od 2009 r. obowiązywał zakaz noszenia strojów religijnych i zakrywania głów przez dziewczyny, ale budził ostry sprzeciw wśród radykalnych muzułmanów. Religijni rodzice przestawali posyłać dzieci do szkół, zwłaszcza kirgiscy Uzbecy, którzy nawet 15-latki wydają za mąż. W Kirgistanie jest obowiązek ukończenia 9 klas.

Dziś w 98 liceum zawodowym można spotkać dziewczyny respektujące islamski nakaz, zwykle Uzbeczki, wyjaśnia dyrektorka. Ale to trochę wyjątkowa szkoła, bo po pierwsze w centrum stolicy, przy głównym prospekcie Czuj. Jedna z 70 w kraju, gdzie Europejska Fundacja Kształcenia wspiera projekty doganiania przez szkolnictwo rynku pracy. Bezrobocie tak jak korupcja jest utrapieniem Kirgistanu.

Bruksela przytomnie nie lokuje tu pieniędzy, tylko myśl i ideę, daje wędkę, nie rybę. Podsunięto szkołom, aby nawiązały kontakt z pracodawcami, zbadały, jakich specjalistów potrzebują. Teraz na dwu- i trzymiesięcznych kursach szkoli się darmowo lub odpłatnie informatyków i fryzjerki, bo na rynku jest zapotrzebowanie.

Trzeba ich szybko nauczyć zawodu, żeby sobie poradzili – mówi nauczycielka Adżara Kasmalijewa. Efekt jest – 80 proc. wyszkolonych znajduje pracę; przede wszystkim za granicą, w Rosji lub Kazachstanie. Komitet ds. migracji to instytucja pełniąca rolę pośrednika: przyjmuje zamówienia i kieruje bezrobotnych na stosowne kursy, żeby przygotować do migracji, dając do ręki wskazany zawód. Takich szkół, objętych unijną pomocą logistyczną, będzie wkrótce 200.

 

 

Marzenia o Rosji

Za dużo u nas rewolucji – zauważa Wiktor Gładkow, dyrektor liceum zawodowego w Osz, największym mieście na południu kraju, drugim co do wielkości po stolicy. W Osz, według oficjalnych statystyk, 52 proc. to Kirgizi, 47 proc. Uzbecy (granica z Uzbekistanem jest tuż, na końcu drogi), pozostały 1 proc. to inne narodowości, a wśród nich Rosjanie, jak Wiktor Gładkow. Jego żona jest Polką z zachodniej Ukrainy.

W Osz jest 48 proc. bezrobotnych. Mury wielkiej fabryki włókienniczej wybudowanej w 1964 r. zaczynają porastać chwastami. Nie tyle zbankrutowała, co upadła: za niepodległości wyjechali fachowcy, zaniepokojeni wzbierającą falą nacjonalizmu. Jeśli ktoś jeszcze pozostał na miejscu, to uciekł po konfliktach narodowościowych, jakich było tu kilka, gdy polała się krew i już było wiadomo, że będzie tylko gorzej. Nie miał kto zarządzać i włókienniczy kolos upadł. Liceum Gładkowa uczyło kadry dla kombinatu w trzech językach: rosyjskim, kirgiskim i uzbeckim, ale przestało, bo i tak nie mieliby gdzie pracować.

Tu także testują unijną misję pomagania poprzez edukację. Teraz w szkole uczy się blisko 900 uczniów, stacjonarnie, wieczorowo, na kursach dla bezrobotnych. Od informatyki do spawania, a po drodze krawiectwo i zawody budowlane. – Rodzice zrozumieli, że więcej daje dyplom zawodowy niż akademicki tytuł – mówi dyrektor. Wszystko we współpracy z Komitetem ds. migracji i pracodawcami, głównie zresztą z zagranicy, z Rosji i Kazachstanu. Dzwonią bezpośrednio do szkoły, zamawiają wykształcenie grupy budowlańców, na przykład specjalistów od montażu płyt gipsowo-kartonowych. Nawet płacą za naukę.

Dzięki temu szkoła zarabia prawie tyle samo, ile dostaje z budżetu. Może lepiej zapłacić nauczycielom (średnia płaca w szkolnictwie to ok. 100 dol.), może utrzymywać internat dla zamiejscowych (z trzema posiłkami dziennie), pracownie mechaniczne, a uczniowie mogą mieć praktyczną naukę spawania. Przy kilkunastu komputerach odbywa się kurs informatyki.

Dżanebaj Kuzu-Rusgul ma dyplom krawcowej, teraz uczy się obsługi komputera. Jak prawie wszyscy tutaj chce wyjechać do Rosji, bo tam czeka dobrze płatna praca i świetlana przyszłość. Jeśli krawcowa będzie bez błędów pisać po rosyjsku, to może nawet znajdzie zatrudnienie przy komputerze. Dlatego informatyka nauczana jest po rosyjsku, nie po kirgisku, z kirgiskim niewiele by w Rosji zwojowała. Może oprócz zamiatania ulicy: w Moskwie sprzątaczami i stróżami są głównie Kirgizi.

Odkąd kirgiski został – obok rosyjskiego – językiem urzędowym w republice, w wielu szkołach lekcje odbywają się w obu, do wyboru. Ale znajomość wyłącznie kirgiskiego to izolacja, a rosyjski to otwarcie, jak angielski, niemiecki czy hiszpański, mówi dyrektor Gładkow swoim uczniom.

Kto jest kim i skąd?

Południe częściej mówi po kirgisku niż północ, to też element podziału kraju, jak nacjonalizm, który na południu jest silny, nawet groźny. A Osz jest jego centrum, dziś również centrum opozycji wobec władzy. Osz jest szare, parterowe, brudne i zaniedbane. Niby tu spokojnie, ale to pozory. Po walkach, jakie wybuchły między Kirgizami i Uzbekami w czerwcu 2010 r., uzbeckie dzielnice, mahalle, wyglądają, jakby rozruchy zakończyły się wczoraj. Kirgizi podpalali domy, strzelali z broni maszynowej, zabijali Uzbeków, całe rodziny, wedle oficjalnych danych zginęło 470 osób, według nieoficjalnych – wielokrotnie więcej.

Niepokój zagroził całej Dolinie Fergańskiej. Mieszkańcy, jeśli ocaleli, uciekli z miasta i z kraju, według szacunków Międzynarodowego Czerwonego Krzyża 80 tys. kirgiskich Uzbeków zbiegło do Uzbekistanu. Biszkek obarcza winą przede wszystkim liderów uzbeckiej mniejszości, o separatystycznych dążeniach. Ale wymienia także zaplecze obalonego prezydenta Bakijewa, przedstawiciela klanów z południa. Także ekstremistów religijnych i obce wywiady. Międzynarodowa komisja pod egidą sekretarza generalnego ONZ w swym raporcie wini natomiast kirgiski rząd, który nie tylko nie interweniował skutecznie, ale wręcz zwlekał z reakcją.

Anara Dmorabajewa uważa, że waśnie narodowościowe wywołali nietutejsi, prowokatorzy. Anara uczy historii w liceum w Osz, zaczyna od tego, że Kirgizi pochodzą znad Jeniseju, mieli jasne włosy i niebieskie oczy, póki nie ulegli mongoidalnym wpływom. Teraz jedni mają ciemniejszą skórę, inni bardziej skośne oczy, choć wszyscy są Kirgizami. Anara słyszy dziś na ulicy, jak ludzie kłócą się o to, kto tu był od zawsze, a kto przywędrował, kto jest, a kto nie jest u siebie, dziwi się, ile ludzie mają w sercach nienawiści, skąd się to w nich wzięło i dokąd zaprowadzi.

Polityka 17-18.2012 (2856) z dnia 25.04.2012; Świat; s. 58
Oryginalny tytuł tekstu: "Lenin w kołpaku"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ludzie i style

Wszechobecny Krzysztof Stanowski. Jak wyjaśnić ten fenomen?

Wyrósł najwyraźniej na pierwszego dziennikarza w Polsce, którego koniecznie trzeba przekonać do swoich racji. Bo można się ze Stanowskim nie zgadzać, ale „trzeba go szanować”.

Katarzyna Czajka-Kominiarczuk
13.06.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną