Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Prezent dla Asada

Syria: islam w rewolucji

Zły Asad, dobrzy powstańcy – taki przekaz dominuje w mediach. Problem w tym, że w syryjskiej rewolucji sprawy są bardziej złożone.

Odkrycie dnia, może tygodni: „New York Times” wytropił, że w szeregach Wolnej Syryjskiej Armii zagnieździli się islamscy fundamentaliści. Gazeta bije na alarm, że rodzimi dżihadyści i obcokrajowcy z Al Kaidy zaczynają odgrywać coraz większą rolę w syryjskiej rebelii. Islamską retorykę – według NYT - przejmują także mniej religijne grupy oporu, ponieważ to pomaga w finansowaniu rewolucji (pieniądze płyną przecież z Arabii Saudyjskiej i państw Zatoki Perskiej). O tym, że pod świecką rewolucję w Syrii podczepiają się kolejne radykalne grupy było wiadome od dawna, choć głośno o tym nie mówiono. Przecież to Baszar Asad jest złym tyranem mordującym własnych obywateli, a Wolna Syryjska Armia broni ludności cywilnej przed agresją reżimowego wojska.

Prawda jest jednak taka, że syryjska rewolucja przestała być czarno-biała, a może nigdy taka nie była. Rewolucja pochłonęła już ok. 20 tys. ofiar. Odpowiedzialność za większość z nich ponosi syryjska armia i najemnicy z milicji szebiha. Mniej jednak mówi się o samosądach, egzekucjach, porwaniach dokonywanych przez różne grupy tworzące WSA, która powstała przecież po to, by bronić nieuzbrojonych demonstrantów przed snajperami. Dziś ta armia próbuje zdobyć wioski i miasta, a tam gdzie jej się to udaje wprowadza własne rządy. Jakie są to rządy, zależy to od tego czy w danej okolicy przewagę mają bardziej świeccy i czy bardziej religijni bojownicy. Słyszałam opowieści od Syryjczyków, że w jednej z wiosek pod Damaszkiem 25 osób tworzących oddział WSA zginęło od wybuchu pojedynczej rakiety po tym, jak mieszkańcy wioski mieli dość porządków islamskich i sami zadenuncjowali miejsce ukrycia powstańców. Ludzie w ogóle są już zmęczeni prawie 1,5-rocznymi walkami. Wielu chce normalnie żyć, pracować, zarabiać i przede wszystkim zależy im, by sytuacja się uspokoiła.

Coraz bardziej jasne jest też, że cywilne władze rewolucji, czyli Syryjska Rada Narodowa de facto nie kontroluje poczynań WSA. Doszło nawet do tego, że armia ta oznajmiła, że żaden rząd nie może powstać po upadku Asada bez zgody WSA, która rości sobie też prawo do obsady w rządzie przejściowym m. in. resortów obrony, spraw wewnętrznych, a także połowy miejsc w przyszłej konstytuancie. Rebelianci deklarują wprawdzie, że po okresie transformacji nie będą mieszać się do polityki, ale przecież na samym początku rewolucji nie było mowy o ich udziale w polityce w jakiejkolwiek formie. To może budzić zdziwienie i zaniepokojenie SRN, która inaczej wyobraża sobie nowe porządki, chociaż i tu sytuacja nie jest do końca jasna. Dziś największe wpływy w Radzie ma Bractwo Muzułmańskie, które wolało poprzeć muzułmańskiego Kurda na swojego przywódcę niż cieszącego się dużym szacunkiem syryjskiej ulicy George'a Sabrę, byłego komunistę, tyle że chrześcijanina.

Dominujący w mediach i wypowiedziach zachodnich polityków ton o tym, że „dni Asada są policzone” też może być mocno przesadzony. Mimo dezercji z armii i ucieczek ambasadorów reżim wciąż nie składa broni. Oczywiście taka sytuacja nie może trwać wiecznie, ale trochę potrwać może. Na razie szala zwycięstwa nie przechyla się wyraźnie w żadną stronę.

Szansą i nieoczekiwanym prezentem dla Asada może być poniedziałkowy artykuł w NYT. Tezę o islamskich terrorystach w łonie WSA prezydent lansuje przecież od początku rewolucji. Jeśli ten przekaz chwyci, może to zburzyć sympatię świata i mediów dla powstańców z WSA. Takie postawienie sprawy może być punktem zwrotnym tej rewolucji.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Fotoreportaże

Świat kolekcjonerów zabawek. Ludzie bez pasji ich nie zrozumieją

Świat kolekcjonerów zabawek niewiele ma wspólnego z zabawami.

Juliusz Ćwieluch
28.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną