Gruzini zagłosowali za zmianą

Wygrywa marzenie
No i spełniło się Gruzińskie Marzenie. Opozycyjna koalicja Bidziny Iwaniszwilego - według exit poll - zebrała 51 proc. głosów i tym samym wygrała gruzińskie wybory do parlamentu i możliwość wyznaczenia przyszłego premiera, który zgodnie z wprowadzonymi dwa lata temu poprawkami do konstytucji, od 2013 r. będzie rządził krajem.

Na partię obecnego prezydenta Michaila Saakaszwilego, Zjednoczony Ruch Narodowy (ZRN) zagłosowało 41 proc. Gruzinów.

To wielka niespodzianka, bo ZRN cały czas, przez wiele miesięcy przed wyborami, utrzymywał znaczną przewagę. Nawet po skandalu związanym z przemocą w tbiliskim więzieniu partia prezydenta Saakaszwilego nadal mogła liczyć na kilka procent więcej. Tylko nieliczne sondaże, w tym jeden z ostatnich przeprowadzonych przez niemiecki Instytut Forsa wskazywał, że opozycyjne Gruzińskie Marzenie może liczyć aż na 65 proc. głosów, a partia prezydencka tylko na 25 proc. Ale niemiecki sondaż stanowił wyjątek.

Wygrana Iwaniszwilego oznacza też, że Gruzini przez ostatnie lata bardzo się zmienili, a ich strach przed Rosją nie jest już tak silny jak tuż po rewolucji róż. Jeszcze niedawno wystarczyło powiedzieć, że jakiś polityk wspiera zacieśnienie stosunków z Rosją, i poparcie dla kogoś takiego natychmiast topniało. Podobne oskarżenia złamały niejedną karierę polityczną. A już przypięcie łatki, że ktoś jest agentem Kremla wyrzucało na margines polityki. Tymczasem dzisiaj wygrywa Bidzina Iwaniszwili, który nie dość że swoje imperium, wyceniane przez magazyn Forbes na 6,4 mld dol., zbudował na interesach prowadzonych w Rosji, to jeszcze nie ukrywa, że chce zacieśnienia, albo - jak częściej mówi -normalizacji stosunków z Rosją.

Chce też - i tu nie różni się od Saakaszwilego - odbudowy gruzińskiej gospodarki, wsparcia rolnictwa, małych i średnich przedsiębiorstw i turystyki. Nie wyobraża sobie, żeby Gruzja w przyszłości nie weszła do UE i do NATO, albo żeby Abchazja i Osetia Południowa były poza granicami Gruzji. Zamierza oczywiście walczyć z ubóstwem i bezrobociem. Jak? Tego nie mówi, ale na to Saakaszwili też nie miał recepty.

 

Niespodziewany wynik wyborów odsuwa prezydenta Saakaszwilego na polityczną emeryturę. A Bidzinę Iwaniszwilego wynosi do realnego rządzenia. Warto jednak pamiętać, że na koalicję, której przewodzi Iwaniszwili składa się kilka opozycyjnych ugrupowań, którym wcześniej trudno było się dogadać. Przez lata ich jedynym wspólnym celem było odebranie władzy Saakaszwilemu. Teraz kiedy już to osiągnęli, może się okazać, że łączący ich miliarder i filantrop, który buduje drogi, wyposaża szpitale, remontuje szkoły i kościoły i każdą inwestycje pokrywa z własnej kieszeni, to zbyt mało, żeby mogli wspólnie rządzić krajem.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj