Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Metka niezgody

Metki „made in Israel” są zarówno na produktach, które powstały w Izraelu, jak i na tych, które wyprodukowano na terenie zamkniętych osiedli żydowskich znajdujących się na Zachodnim Brzegu. Duński minister spraw zagranicznych Villy Sovndal uważa jednak, że jest to nieuczciwe i wprowadza konsumentów w błąd. Dlatego w porozumieniu z ministrami spraw zagranicznych Francji i Anglii postanowił zorganizować 23 października w Brukseli konferencję unijnych dyplomatów oraz przedstawicieli organizacji pozarządowych. Podczas spotkania najpewniej zostanie uchwalony obowiązek wyraźnego oznaczania produktów wytwarzanych poza międzynarodowo uznawanymi granicami Izraela.

Duńska inicjatywa budzi poważne zaniepokojenie w Jerozolimie. Nie tylko ze względu na jej polityczny wydźwięk, ale przede wszystkim z przyczyn formalnoprawnych. Umowa zawarta między UE a państwami basenu Morza Śródziemnego przewiduje zniesienie opłat celnych w handlu między sygnatariuszami porozumienia. Nie dotyczy to jednak terenów okupowanych. Niektórzy producenci izraelscy, posiadający wytwórnie w zamkniętych osiedlach na Zachodnim Brzegu, omijali ten zakaz wystawiając faktury z fikcyjnych biur w Tel Awiwie. Jednak niemieckie władze celne wykryły i zakwestionowały ten proceder. Podobnie Trybunał Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich uznał go za sprzeczny z umową. Jednak przez ostatnie dwa lata unijne władze często przymykały oko na orzeczenie Trybunału. Inicjatywa ministra Sovndala przypuszczalnie spowoduje wprowadzenie nowych przepisów, ale będzie miało to też swoją gorszą stronę. Dramatycznie uderzy w izraelską gospodarkę na Zachodnim Brzegu – a pośrednio także w dziesiątki tysięcy Palestyńczyków zatrudnionych tam w żydowskich przedsiębiorstwach.

Polityka 42.2012 (2879) z dnia 17.10.2012; Ludzie i wydarzenia. Świat; s. 8
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną