Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Mojżesz przy akwarium

Katalonia - nowe państwo w Europie?

Prezydent Katalonii Artur Mas mówi o sobie, że zna tylko gorzkie zwycięstwa. Prezydent Katalonii Artur Mas mówi o sobie, że zna tylko gorzkie zwycięstwa. Albert Gea/Reuters / Forum
Jeśli 25 listopada wygra regionalne wybory, może doprowadzić do rozpadu Hiszpanii. Prezydent Katalonii Artur Mas zaczynał jako nudny urzędnik, a kryzys gospodarczy sprawił, że może zostać uznany za proroka.
Yes, we CAT. Czego chcemy? Nowego kraju Europy! Czego żądamy? Niepodległej Katalonii! – skandowało 11 września na ulicach Barcelony 1,5 mln ludzi.ANDREU DALMAU/EFE/EAST NEWS Yes, we CAT. Czego chcemy? Nowego kraju Europy! Czego żądamy? Niepodległej Katalonii! – skandowało 11 września na ulicach Barcelony 1,5 mln ludzi.

Przebrany za Mojżesza polityk stoi na środku swojego gabinetu i wzrokiem hipnotyzuje akwarium. Co robisz? – pyta go partyjny kolega. Chcę sprawić, by wody się rozstąpiły – odpowiada polityk. Tak prezydenta Katalonii Artura Masa sportretowali autorzy popularnego programu satyrycznego „Polònia” w regionalnej telewizji. Jego nazwa pochodzi od hiszpańskiego polacos (Polacy), jak w Hiszpanii pogardliwie nazywani są Katalończycy, którzy według współobywateli mówią dziwnym i niezrozumiałym językiem.

Akurat żart z katalońskiego prezydenta był jednak dla wszystkich zrozumiały – polityk, o którym jeszcze dwa miesiące temu mówiło się, że przejdzie do historii jako autor najgłębszych w Hiszpanii cięć w służbie zdrowia i edukacji, teraz chce zostać wybawicielem Katalonii, którą poprowadzi do niepodległości. Już 25 listopada, w dniu wyborów do regionalnego parlamentu, okaże się, czy Katalończycy widzą w Arturze Masie swojego Mojżesza, czy tylko politycznego oportunistę. I czy naprawdę chcą powiedzieć Hiszpanii adiós.

Czego chcemy? Nowego kraju Europy! Czego żądamy? Niepodległej Katalonii! – skandowało 11 września na ulicach Barcelony 1,5 mln ludzi, czyli około 20 proc. wszystkich mieszkańców prowincji. Tłum był bardzo różnorodny – na ulice wyszły zbuntowane nastolatki z dredami, rodziny z dziećmi, emeryci, imigranci, naukowcy i politycy. Wszystkich połączyła frustracja długotrwałym kryzysem gospodarczym. I pragnienie zmian. Zaraz po marszu wydarzenia w Katalonii przyspieszyły. Wywodzący się z partii umiarkowanych nacjonalistów Convèrgencia i Unió (CiU) Artur Mas postawił rządowi w Madrycie ultimatum: nowy, „bardziej sprawiedliwy” system opodatkowania autonomicznej Katalonii albo – cytując słynnego katalońskiego poetę Joana Maragalla – adéu, Espanya.

Polityka 47.2012 (2884) z dnia 21.11.2012; Świat; s. 52
Oryginalny tytuł tekstu: "Mojżesz przy akwarium"
Reklama